MOSTLY AUTUMN – 2010 – Go Well Diamond Heart

For All We Shared
Violet Skies
Deep in Borrowdale
Something Better
Go Well Diamond Heart
Back to Life
Hold the Sun
And When the War is Over…

Rok Wydania: 2010
Wydawca: Mostly Autumn Records
http://www.myspace.com/mostlyautumnband


Mostly Autumn jest zespołem z pewnością w naszym kraju znanym i lubianym. Grupa została założona w 1997 roku i ma już na swoim koncie spory płytowy kapitał. Najnowsze dzieło Brytyjczyków, przynajmniej pod jednym względem różni się jednak zasadniczo od poprzednich ośmiu studyjnych krążków, na których główną wokalistką była Heather Findlay. Na początku tego roku Heather poinformowała swoich fanów, że opuszcza zespół, by skupić się na swojej karierze solowej oraz rodzinie, a szczególnie niedawno urodzonemu synkowi Harlanowi. Ostatnim jej występem w grupie był koncert na początku kwietnia w Leamington Spa Assembly. Jej obowiązki przejęła Olivia Sparnenn, i to ją możemy usłyszeć na najnowszej płycie. Olivia nie jest jednak osobą z zewnątrz, towarzyszyła zespołowi w nagraniu dwóch poprzednich pyt: „Heart Full of Sky” (2006), „Glass Shadow” (2008), wspomagając Heater jako „backing vocals”. Teraz może zaprezentować się jako wokalistka w pełnym tego słowa znaczeniu, i moim zdaniem jej umiejętności wokalne z pewnością nie odbiegają od sławnej poprzedniczki. Posiada nieco wyższą barwę głosu, a jej wokal brzmi naprawdę anielsko. Na zmianie wokalistki nie powinien stracić również koncertowy wizerunek zespołu. Określenie „płeć piękna” w przypadku obu pań nie jest bowiem tylko zwykłą kurtuazją lecz faktem. Skupmy się może jednak na muzyce…

Muzyka zawarta na „Go Well Diamond Heart”, to zgrabna mieszanina progrocka i folku nie pozbawiona pewnej popowej lekkości. Jeżeli chodzi o folkowe wątki najwięcej słychać ich na samym początku jak i końcu płyty, dzięki pięknym celtyckim motywom, które zgrabnie spinają ten album w spójną całość. Po bardzo przyjemnych dwóch pierwszych utworach dzięki którym Olivia chyba „kupiła” mnie swoim śpiewem przekonując, że jest godną następczynią Heather, do głosu niestety dochodzi Bryan Josh (on bowiem udziela się wokalnie na dwóch kolejnych kompozycjach) i szczerze powiedziawszy akurat te utwory mniej przypadły mi do gustu, i nie chodzi tutaj tylko o kwestie wokalne, sam ich klimat i styl akurat mnie nie przekonał. W dalszej części płyty robi się na szczęście znowu bardzo ciekawie. Kolejny utwór można nazwać punktem kulminacyjnym tego albumu, zdecydowanie mniej sielankowy, poruszający tematykę wojny. Naszpikowany jest licznymi efektami: słychać wycie syren, wybuchy pocisków, wystrzały karabinów maszynowych. Kompozycja ta, może kojarzyć się nieco z marillionowym „Forgotten Sons”. Wojenne odgłosy milkną i w kolejnej części albumu robi się znowu błogo i przyjemnie. I chociaż zganiłem nieco na początku Bryana Josha, tutaj należą mu się słowa uznania, jego solówki w kolejnych kompozycjach są po prostu bajeczne. Płytę zamyka przepiękna wręcz pościelowa balladka. O! i tutaj wokal Bryana w zespół z Olivią jak najbardziej na miejscu 😉

Mam jeszcze jedno zastrzeżenie. Nie wiem czy jest to celowe zamierzenie, ale wydaje mi się, że brzmienie perkusji ustawione jest jakby nazbyt „do przodu” w stosunku do pozostałych instrumentów.

Wydaje mi sie, że zmiana wokalistki wniosła dużo świeżości. Nowa płyta jest przystępniejsza i chyba bardziej przyjemna niż chociażby wydana cztery lata temu, przydługa, bardziej monotonna „Heart Foll of Sky”, czy nawet ich poprzednia pyta „Glass Shadow”.

Prosty rachunek: 8 utworów, z których 2 mnie nie przekonują, reszta jak najbardziej na tak, minus pół punktu za wspomniana perkusję. Wychodzi 6,5/8 , przekładając na skalę dziesięciostopniową –

7,5/10

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *