1. W
2. W Pokoju Magii
3. Wszechświat Przyciąga
4. Ważne
5. Oni Przyjdą
6. Nocna Strawa
7. Z1
8. Muchy
9. Trzecia Dłoń
10. Z2
Rok wydania: 2014
Wydawca: Witching Hour Productions
http://www.let-the-world-burn.org/
Wielbicieli mroczno – czarcich dźwięków powinien zainteresować drugi
krążek śląskiej grupy Morowe. Po wydanym w 2010 roku
„Piekło.Labirynty.Diabły” zespół odkrywa przed nami kolejną porcję
tajemniczo – magicznej muzyki, której niejednoznaczne oblicze potrafi
zaintrygować.
Już nie taki nowy (jego premiera miała miejsce w ubiegłym roku) album
może nadal pozostawać nieznany wśród wielu słuchaczy. Dlatego dzisiejsza
recenzja może pełnić rolę swego rodzaju przypomnienia, zachęty do
zapoznania się z zawartością „S”, płyty niosącej w sobie ogromny masyw
chłodu, mroku, a przy tym obfitej dawki doomowej specyfiki. Ta zgrabnie
cementuje ze sobą elementy black i post metalu, które są nieodzowną
częścią muzycznej wizji zespołu. Na płycie obok charakterystycznych dla
wykonywanego gatunku zagęszczeń rytmicznych, szybkich podziałów i
przysłowiowego chaosu znalazło się sporo przestrzeni dla nastrojowych
motywów – tych panowie nie poskąpili. Właśnie ich obecność przywołuje na
myśl wczesne dokonania takich grup jak choćby Katatonia, Opeth czy
Anathema. Chodzi o specyficzny klimat, przygnębiającą atmosferę i
swoistą ciemność. Wymienione elementy sprawiają, że „S” nie pomoże
nikomu na tzw. ciężkie chwile, ale z drugiej strony uraczy tych, którzy
relaksują przy depresyjnych dźwiękach.
Jak poprzednio tak i tym razem zespół wykorzystuje wyłącznie polskie
teksty. To stanowi spory atut szczególnie, że idealnie pasują one do
oprawy muzycznej. To znacząco wpływa na silę przekazu, wyjątkowość i
specyficzną atmosferę, która w przypadku „S” nie pozostaje bez
znaczenia. Tą jeszcze bardziej potęguje osobliwa, a do tego fachowa
oprawa graficzna, która również wzbudza pozytywne odczucia.
Płyty powinno się słuchać kompleksowo, bez rozbijania na wybiórcze
fragmenty. Sama w sobie została ona przedzielona instrumentalnymi
wstawkami (Z1, Z2, intro), co wcale nie oznacza, że są to luźno
powiązane pomysły. Tutaj całość wydaje się być odpowiednio przemyślana.
Zespół stworzył monolit, co w pewien sposób może przypominać kultowy
„Wildhoney” Tiamat, choć stylistycznie oba wydawnictwa nie mają ze sobą
zbyt wiele wspólnego.
Nie przekonują mnie natomiast realizacja albumu oraz jego brzmienie,
nieraz także instrumentalne wykonanie. Całość jest zbyt rozmyta,
„przybrudzona”, a przez to mało selektywna. Można mieć również pewne
zastrzeżenia wobec chwytliwości pomysłów i deficytu melodii. Pod tym
względem mogło być trochę lepiej, ale jak wiadomo intensyfikacja melodii
nie każdemu służy.
W ogólnym rozrachunku „S” prezentuje się na dość przyzwoitym poziomie.
Jego głównymi atutami są specyficzny, grobowy klimat oraz obecność
polskich tekstów, które nie są bezsensownym zlepkiem luźno dobranych
słów. Płyta na pewno znajdzie grono odbiorców wśród zwolenników
atmosferycznych odmian black metalu. Kto do tej pory nie miał styczność z
twórczością katowickiego Morowe, teraz może to zmienić.
6,5/10
Marcin Magiera

















































