MIRZAM ANTIDOTUM OV MARAZM – 2024 – … There Is No Emptiness…

MIRZAM ANTIDOTUM OV MARAZM – 2024 - … There Is No Emptiness…

1. Kill Him
2. Czas
3. Procjon
4. Mirzam
5. Tajemnia
6. Spika
7. Tyś Boginią
8. Magnetar
9. Ekwinokcjum
10. Szok Końcowy

Rok wydania: 2024
Wydawca: Via Nocturna

https://www.facebook.com/MirzamAntidotumOvMarazm


Mirzam Antidotum Ov Marazm – występujący pod tą zawiłą nazwą zespół w 2024 roku, za sprawą Via Noctruny, wydał swój debiutancki album i trzeba przyznać, że to bardzo mocne otwarcie dyskografii. Co prawda, była wcześniej epka, ale to tzw. pełniak prezentuje umiejętności białostoczan w pełnej, srogiej krasie. Brzmi zdecydowanie mocniej i brutalniej niż poprzedniczka, oferując miłośnikom metalu godną polecenia dawkę nie byle jakiej muzyki.

Sama nazwa nawiązuje do najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Wielkiego Psa i już na wstępie zdradza, co czeka śmiałka, który sięgnie po tę płytę. Dodając do tego tytuły utworów – „Czas”, „Porcjon” czy „Magnetar”, łatwo można sobie w głowie poukładać, że debiut białostockiej ekipy oferuje pełną niepokojącego mroku podróż w kosmiczną otchłań, podczas której istotnie dużo i szybko się dzieje. Dziwną, zagmatwaną, a co za tym idzie, jakże daleką od sielskiego opychania się pierogami na orbicie ku uciesze zwykłej gawiedzi. Zawartość niniejszej płyty, to szybka ewakuacja z przyziemnej strefy komfortu, w przestrzeń pełną wielorakich metalowych zjawisk, gdzie apatia, zobojętnienie czy zwykła wtórność są formami najzwyczajniej obcymi. Zespół przez blisko pięćdziesiąt minut prezentuje różne i naprawdę ciekawe oblicza. Na poły szalone, na poły obłąkane. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Biegli w dźwiękowym mąceniu myśli, prezentują muzykę swobodnie oscylującą wokół szeroko pojętego black/death metalu, czego wyrazem jest zestaw naprawdę udanych i intrygujących kompozycji, podszytych specyficzną, a przy tym posępną atmosferą. Kompozycji oferujących znacznie więcej, aniżeli zwykły łomot, tu i ówdzie przyprószony ozdobnikami maskującymi brak twórczego polotu. Przykładanie albumu do stylistycznych matryc da niezadowalające efekty, bowiem wymyka się on ścisłym ramom skostniałego gatunku. Jednakże, nie jest przekombinowany w sposób uniemożliwiający czerpanie przyjemności ze słuchania zawartej na nim muzyki. Ani trochę, chociaż przy pierwszym odsłuchu, może przyprawić o lekki zawrót głowy.

Mamy tu wszystko, czego dusza zapragnie – od pozbawionych wszelkich subtelności strzałów, jak otwierający „Kill Him” w iście mardukowym stylu, po niezbyt oczywiste w typowym metalu klimaty, znane chociażby z dokonań Odrazy czy wczesnej Furii, jak np. w „Tyś Boginią” czy „Szoku Końcowym”.

„… There Is No Emptiness…” to kraina dość zwodniczych dźwięków wielu prędkości, przesiąkniętych black metalowym pierwiastkiem o dosyć zróżnicowanej formie. Jednak bez typowego stylistycznego radykalizmu. Gęsto utkany kąśliwymi riffami, zadziornym wokalem, często uderzającym w czyste tony, a także niezwykle intensywną grą perkusji, stanowiącą istną nawałnicę, niekiedy budującą zaporę nie do przebicia dla pozostałych muzyków zespołu. Słowem, nadaje ona muzyce niesamowitego impetu, ale też daje się we znaki, jakby stanowiła najważniejszy instrument w tym muzycznym anturażu.

Ogólnie rzecz ujmując muzyka, prezentowana przez „… There Is No Emptiness…” jest wściekła, mocna i intensywna jak na metal przystało. Trąci odrobinę  skandynawskim klimatem, a z uwagi na swój złożony ora wielowarstwowy charakter, do łatwych w odbiorze z pewnością nie należy. Szybkie numery jak wspomniany wcześniej „Kill Him”, to konkretne ciosy, rozwalające wszystko w pył, lecz gdy zaczyna się zabawa w różnicowanie stylistyk utworów, przez nadawanie im innego kształtu czy klimatu, sytuacja gmatwa się czasem aż nadto, wybijając z rytmu i mącąc skutecznie słuchaczowi w głowie. To właśnie uważam za atut tego wydawnictwa, które tym sposobem zmusza do poświęcenia mu większej uwagi, by w pełni docenić jego zawartość.

Ciężkie riffy, gęsta perkusyjna kanonada, duszna atmosfera. Niby nic odkrywczego, a sam Mirzam w takim wcieleniu trudno nazwać „ciałem niebieskim”, kojarzącym się z czymś lekkim i przyjemnym. Bez wątpienia twór to ciężki, wymagający, przez co dla wielu nieobeznanych w temacie może jawić się nieprzyjemnym, aczkolwiek naprawdę warto przyłożyć ucho do tego, jakże interesującego wydawnictwa.     

7/10
Robert Cisło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *