1. Prisoner
2. Earn Your Answers
3. Vicious Circle
4. Lost in a Belief
5. Joke
6. Deeper Signs
7. Walkabout
8. Missing
9. Broken Soul
Rok wydania: 2012
Wydawca: Bakerteam Records
http://www.mirrormaze.eu
Kiedy tylko płyta pojawiła się w moim odtwarzaczu, a wzrok spoczął na
ulotce promocyjnej, czym prędzej przełączyłem się na utwór szósty
„Deeper Signs” i od niego rozpocząłem obcowanie z płytą MIRRORMAZE –
Walkabout.
Później żałowałem braku cierpliwości. Cały album wydawał mi się przez
jakiś czas nieco w cieniu tego utworu. Mowa o kawałku w którym gościnnie
pojawia się Ray Alder (Fates Warning, Redemption). Utwór mimo, że
muzycznie nie odstaje o epoki od reszty, ze względu na partie wokalne
szybko wkradł się w moje łaski, a pozostałe kawałki miały tym samym
nieco utrudnione zadanie.
Album Włochów posiada pewien klimatyczny zarys. Całość wydaje się nieco
melancholijna czy nawet smutna – w stylu, który znamy choćby z płyt
CLOUDSCAPE. Jednak Mirrormaze, nie sięga w swojej melodyce do hard
rocka, porusza się natomiast po ubitej ziemii gatunku prog metalu.
I tak za pochwałę zasługują tu konstrukcje utworów. Wielowątkowe
patenty, okraszone ciekawymi tłami i solowymi popisami – zarówno
gitarowymi jak i klawiszowymi.
Z kolei moim zarzutem jest wrażenie jakie pozostawiają wokalizy.
Właściwie to jest tak, że Fabio D’Amore (którego znamy ze stanowiska
basisty w Pathosray) technicznie wywiązuje się ze swojej roli doskonale,
ale jako że operuje głównie górkami, odnoszę wrażenie że robi to nieco
siłowo. Przyznać muszę natomiast, że to raczej wrażenie granic jego
możliwości – sam gardłowy kapeli nie daje powodów aby wątpić w jego
możliwości… więc może to kolejne porównanie do utworu z Alderem.
Przyczepić można się również nieco do brzmienia albumu. Te mogłoby być
bardziej selektywne i dynamiczne, ale to wniosek bezpośredniego
porównania do niektórych tegorocznych produkcji – więc może i to było
zamierzeniem zespołu – brzmienie w duchu płyt dekady poprzedniej.
Jak wspomniałem grupa nie eksploruje nowych terenów. Ich muzyka
adresowana jest do sympatyków prog metalu – i im właśnie przypadnie do
gustu.
Jako że album wypełniony jest złożonymi kompozycjami, ich konstrukcja
nie jest przewidywalna, a co za tym idzie dość trudno zanotować w
pamięci kolejne refreny. Przyznać jednak trzeba, że słuchaczowi potrafią
się wkręcić kolejne motywy. Kolorytu dodają też klimatyczne smaczki a i
śladowe ilości deklamacji czy szeptów.
Dla mnie to bardzo solidna tegoroczna pozycja, mimo że sam wpadłem we
własną pułapkę uprzedzeń, a podczas pierwszych przesłuchań album musiał
wkradać się w moje łaski przez pryzmat utworu najlepszego.
Walkabout jest zatem w moim odczuciu porządną płytą, a utwór z gościnnym
występem jest jedynie wisienką na torcie. W związku z pewnymi uwagami
odejmuję jednak pół punktu od oceny bardzo dobrej.
7,5/10
Piotr Spyra
















































