01. Break Me Out
02. Reset the Future
03. Breakthrough
04. Walking Tall
05. With Bare Hands
06. Corrupted
07. Under an Alias
08. Shuffle up and Deal
09. Lethal
10. Thrust into this Game
11. The Ride
12. Destructive Devise
13. Instinct
14. Fragile State of Peace
Rok wydania: 2011
Wydawca: Nightmare Records
http://www.mindflow.com.br/
Muszę przyznać, że bardzo dawno mi się to nie zdarzyło… mianowicie
kupić album niemal w ciemno. Niemal… bo znałem teledysk promujący
płytę. Regułą ostatnimi czasy stało się raczej albo odsłuchiwanie
strumieniowe w sieci, albo wręcz wersje promocyjne, które docierają do
redakcji.
Brazylijski MINDFLOW, zdobył u mnie jednak jakiś czas temu spory kredyt
zaufania. Dzięki koleżance dowiedziałem się swego czasu, że wcześniejsze
albumy zespół udostępnia w całości na swojej stronie. To chyba jedyny
sposób dotarcia zespołu z Południowej Ameryki do odbiorców na innych
kontynentach. Wprawdzie teraz grupa ma kontrakt z Nightmare Records,
jednak to chyba w sieci istnieje ich potencjał, bo już u nas dystrybucja
pozostawia wiele do życzenia.
Zdarzyło się zatem, że kiedy zamawiałem płyty z zza oceanu, w ofercie
dystrybucji, z której korzystałem pojawił się właśnie album „With bare
hands”. Pozytywnie nastawiony, niezwłocznie dodałem produkt do koszyka.
Dwa tygodnie później krążek kręcił się raźno i często w moim
odtwarzaczu. (w międzyczasie wytwórnia przysłała do redakcji promo).
W wielu artykułach czy zapowiedziach nazwa grupy kojarzona jest z
rockiem czy metalem progresywnym. Nie byłbym tak pochopny w takim
przyporządkowaniu. MINDFLOW to przede wszystkim muzyka nowoczesna,
ostra, ale melodyjna. Zespół z niesamowitą wprawą serwuje ułożone na
fajnych riffach melodyjne refreny, omijając szerokim łukiem utarte
schematy. Zaskakujące jest nawet to, że muzyka zespołu jest w pewien
popowy sposób chwytliwa. Jeśli spróbujemy podejść do tematu bardzo
analitycznie, znajdziemy tu elementy, które stosują giganci nowoczesnego
rocka, na szczęście zespół nie stosuje ozdobników mówionych /
rapowanych, co wprawdzie ustawić mogłoby ich bliżej mainstreemu typu
Linkin Park. Zamiast tego muzycy nie odmówili sobie fragmentów
przesterowań wokali czy też (zaledwie) akcentów growli. Jeśli już w
recenzji pojawiło się jedno porównanie, na drugiej strony szali
położyłbym inne. Mindflow klimatem krąży czasem w okolicach terenów
wytyczonych niegdyś przez Faith no More (choćby w „Under an Alias”).
Charakterystyczne dla płyty jest nie tylko umiejętne operowanie
melodiami. Utwory są kopalnią świetnych riffów, dynamicznych przejść i
rytmicznych zmian. Sprawia to, że kawałki zawarte na krążku są po prostu
niezwykle energetyczne, a zebrane jako całość nie powodują przesytu ani
znużenia. Ta płyta po prostu ma w sobie to „coś”. Jeśli miałbym
zachęcić was do sięgnięcia po krążek, nie będę ograniczał grupy
odbiorców. To materiał na pewno dla fascynatów nowoczesnego
rockowego/metalowego grania, ale nie powinni się przed nim wzdrygać
słuchacze przywykli do bardziej klasycznych czy nawet prostych form.
Ukłon w stronę nowoczesnego brzmienia nie jest w wydaniu Brazylijczyków
czymś szokującym. Płyty słucha się wyśmienicie, od pierwszego do
ostatniego dźwięku, a wiele melodii czy refrenów pozostaje na długo w
pamięci i sprawia, że chętnie wracamy do tej pozycji.
Dla odbiorców, którzy dopiero poznają zespół nie powinno mieć znaczenia,
że na krążku oprócz nowych utworów, pojawia się kilka pozycji a
poprzedniej płyty studyjnej… może nawet wprost przeciwnie, zachęci to
do sięgnięcia po wcześniejsze dokonania grupy.
8/10
Piotr Spyra
















































