MINDFIELD – 2012 – Teeth Marks

Mindfield - 2012 - Teeth Marks

1. Eraser
2. The Things We Couldn’t Kill
3. Inside The Eleven
4. Collided
5. Teeth Marks
6. The Last Meridian
7. Origo
8. Incepting Crowds
9. Meltdown


Rok wydania: 2012
Wydawca: Legacy Records
http://www.mindfield.com.pl



Nagle pokój zmienia się i przypomina miejsca, które odwiedzałem na stronicach opowiadań Edgara Allana Poe. Światła przygasają i w półmroku lękliwie zaczynam przyglądać się otoczeniu. Mam wrażenie, że w ciemnych zakamarkach przestrzeni w której się znalazłem czai się niebezpieczeństwo. Wokół unosi się aura tajemniczości. Niewątpliwie wraz z początkiem utworu „Eraser” rozpoczyna się przygoda, której staję się mimowolnym uczestnikiem. Chociaż świadomie umieściłem dysk w odtwarzaczu, to jednak jego zawartość, spowodowała że od pierwszych taktów moja wyobraźnia odrywa się od tego co tu i teraz. Tak jak w filmach Alfreda Hitchcocka dźwiękowa opowieść rozpoczyna się od trzęsienia ziemi a poziom napięcia z każdym kolejnym odtwarzanym numerem z płyty „Teeth Marks” tylko rośnie. W ten sposób trwa kilkudziesięciu minutowa podróż, której autorem programu jest pochodzący z Jasła zespół Mindfield. Właśnie debiutują niezłym albumem, ale to nie jest pierwsza publikacja ich muzyki. Wcześniej można było spotkać się z ich twórczością za prawą EP-ki „Snap of Fingers” wydanej w 2009 roku, w niespełna dwanaście miesięcy od powstania grupy.

Płytę wypełniają mocne gitarowe brzmienia, gdyby pokusić się jakieś porównania, to pierwsze skojarzenie jakie przychodzi do głowy to Tool. Zbieżność dotyczy, oprócz stylistyki, również umiejętności tworzenia niezwykłej atmosfery . Podobnie jak ich sławni koledzy zza oceanu potrafią wykreować odpowiedni klimat. Momentami jest tajemniczo, momentami mrocznie. Wielka w tym zasługa wokalisty, który szeptem, śpiewem a kiedy trzeba także krzykiem potrafi nadać tekstom odpowiednią dramaturgię. Potęga gitarowych riffów i ich nonszalancka niedbałość, może także kojarzyć się z innymi przedstawicielami amerykańskie sceny metalowej mianowicie z grupą Deftons. Wyraźnie ślady inspiracji nie umniejszą wartości „Teeth Marks”, raczej są czytelnym drogowskazem dla własnych poszukiwań przez Mindfield.

Kwintesencją, i wspaniałym dopełnieniem całości jest ostatni na płycie „Meltdown”. Wisienka na torcie. Przepiękna, progresywna kompozycja z czarującą partią trąbki, jak przystało na finał jest świetnym podsumowaniem tego co do tej pory można było usłyszeć .

Mindfield zrobił odważny i pewny siebie krok. Po przesłuchaniu płyty spójrzcie w lustro, jeżeli nie zobaczycie w nim własnego odbicia, to oznacza duże prawdopodobieństwo że macie na szyi ślady zębów („Teeth Marks”). Mam wrażenie, że przygoda dopiero się zaczyna…

8/10

Witold Żogała

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *