CD 1
1. Intro ( The Cinema Show )
2. Ego
3. Over & Over
4. The Sin
5. Girl From A Glass Sphere
6. Prose Of Life
7. Lonely Man
8. Everything About Her
9. Born In 67
10. Plastic World
CD 2
1. In The World Of Fantasy ?
2. For The Price Of Her Sad Days
3. Time Vehicle
4. We Try Again
5. Farewell
6. Goodbye My Earth
7. Back To Myself Part 1
8. Our Little Eden
9. Light Your Cigar
Rok wydania: 2016
Wydawca: Lynx
http://www.millenium.art.pl
Dane mi było uczestniczyć w kilku koncertach MILLENIUM, mimo że grupa
nie koncertuje zbyt często. Zdarzało się również, że zarejestrowane
wówczas na potrzeby wydawnictw koncertowych materiały docierały do mnie w
celu zrecenzowania. Nieco inaczej jest z „The Cinema Show”, ponieważ
mimo szczerych chęci nie dotarłem na występ. Natomiast kiedy do redakcji
dotarł materiał zarówno w wersji filmowej, jak i płyt audio – wybrałem
tą drugą wersję.
Zresztą od dłuższego czasu preferuję ten nośnik albumów koncertowych.
Owszem wiele się traci w odbiorze, ale z drugiej strony obcowanie z
płytą audio nie wymaga takiej uwagi. Koncertówkę można słuchać w trasie,
na urządzeniach przenośnych… poza tym dla słuchaczy pamiętających
czasy kiedy albumy live ukazywały się wyłącznie jako płyty audio, ma to
pewien oldschoolowy charakter.
Zazwyczaj bywało też tak, że wersje koncertowe były bardziej szorstkie, a wykonanie bardziej surowe.
W przypadku grupy Millienium w momencie kiedy „mózg” projektu
odpowiedzialny jest za produkcję zarówno albumów studyjnych jak i
koncertowych, te drugie zyskują jedynie dodatkowej przestrzeni, pewnego
organicznego szlifu.
Postanowiłem do momentu zebrania i przelania wrażeń do pliku tekstowego
nie oglądać wersji DVD czy Bluray. Ponownie mam świadomość, że mogę
wiele stracić, ale postawię się w sytuacji odbiorcy który świadomie
wybiera ta wersję. I owszem oprócz obrazu, stracę też wrażenia dźwięku
5.1, ale postanowiłem trochę z przekory delektować się miksem stereo.
Zatem po pierwsze booklet. Kolejne elementy wpływające na
zwizualizowanie sobie w głowie przebiegu koncertu to okładka
wydawnictwa, oraz zdjęcia zawarte w książeczce. Tak swoją drogą za
okładkę należy się plusik. Owszem kolaż okładek grupa już wykorzystywała
wcześniej. Tym razem jednak imitacja elementów potłuczonego szkła
wyświetlona na ekranie kinowym przydaje klimatu.
Jeśli mowa o klimacie albumu koncertowego, wiadomo że publiczność na
koncertach artrockowych bywa wyciszona, jak sama muzyka, ale tutaj
wydaje się jeszcze bardziej skupiona. Owszem w trakcie przerw słychać
owacje i brawa, aczkolwiek nie miałbym nic przeciwko, gdyby tłumnie
wypełniona sala wykazała więcej zaangażowania…
Gdybym powiedział, że kolejny z omawianych elementów mnie zaskoczył,
nieco naciągnąłbym prawdę. Spodziewałem się bowiem dopieszczenia
brzmieniowego tego materiału. zatem utwory nie zostały odarte z sampli,
ani smaczków. Wprost przeciwnie. Nie zrezygnowano nawet z chórów oraz
instrumentów dętych. Wiele mamy zatem kobiecych partii i to zarówno
solowych jak i złożonych w chórki. W końcu i tym razem za mikrofonami
zagościły wokalistki, Sabina Godula Zając oraz Marta Modłyńska-Wheeler.
W przypadku płyt Millenium mamy właściwie gwarancję wybornej produkcji.
Także każde odstępstwo od normy byłoby zaskoczeniem. Przyznam jednak, że
od kilku lat upatruję z pewną nadzieją takiego odstępstwa. Po każdy
kolejny album koncertowy zespołu grupy, możecie sięgnąć w ciemno.
Niezależnie czy hołdujecie wrażeniom dźwiękowym, czy audiowizualnym.
Dobór scen przecież również był w przypadku krakowskiej ekipy atutem.
Podsumujmy zatem, dwa krążki – dziewiętnaście utworów, w tym intro które
zgodnie z tytułem wprowadza nas w pewnym sensie w klimaty muzyki
filmowej. Faktycznie jeśli z tej strony spojrzeć muzyka Millenium po
odjęciu wokali przywodzić może na myśl przecież czy Vangelisa, czy
Oldfielda… a uświadomi to wspomniany wstępniak. Następnie otrzymujemy
na pęczki nowszych utworów których nie uświadczyliśmy poprzednio, w tym
„Time Vehicle”, który nie pojawił się poprzednio na regularnym
wydawnictwie (jedynie na kompilacji o tym tytule). Z kolei retrospekcji
tu jak na lekarstwo. Ale mimo, że pojawia się zaledwie kilka starszych
kawałków, nie mam tego za złe. Jeśli ktoś powie, że ta płyta od
poprzednich koncertów różni się TYLKO setlistą, to tak jakby powiedział,
o różnicy między nowym a poprzednim modelem super-bryki. No przecież
prowadzi się identycznie – TYLKO inaczej wygląda…
Piotr Spyra



















































