1. Ego 10:35
2. Born in 67 9:01
3. Dark secrets 6:45
4. When I fall 5:23
5. Lonely man 10:37
6. Goodbay my earth 10:01
Rok wydania: 2013
Wydawca: Lynx Music
http://millenium.art.pl
Progresywne Milenium Ryszarda Kramarskiego, nie odkrywa nowych
muzycznych rejonów i chyba nikt tego nie wymaga, bo w tej właśnie
konwencji Pan Ryszard czuje się jak ryba w wodzie (skojarzenie z rybą
jak najbardziej zamierzone). Jego muzyka od lat obraca się w kręgu, w
którym z jednej strony pobrzmiewają floydowskie echa, zaś z drugiej
właśnie te, najznamienitsze neo-progresywne wzorce. Wydawałoby się więc,
że nie mogą nas już w niczym zaskoczyć? Jednak okazuje się, że mogą!
Poprzednie muzyczne „Puzle” to muzyczna układanka, która utwierdziła
mnie w przekonaniu, że to jednak poprzednie dzieło Millenium – „Exist”
zawiesiło poprzeczkę, którą trudno będzie przeskoczyć. Tymczasem trafia
do moich rąk najnowsza płyta i słuchając jej na moich ustach pojawia się
grymas potocznie zwany „rybką” (skojarzenie z fishem pewnie pojawi się
jeszcze w tej recenzji, w nawiązaniu do wcześniej sugerowanego
zaskoczenia).
Mimo, że muzyka zespołu jest dość przewidywalna, to nowe kompozycje
posiadają taki klimat, że słuchawki na głowie trzymają, jakby
przyklejone klejem organicznym, nie sposób ich oderwać! Na samym
początku gdzieś w głębi, schowaną za gitarowym tłem słychać
szekspirowską kwestię: „To Be, Or Not To Be”. Dzięki temu już na
wstępie możemy się domyślać, czego będzie dotyczyć najnowsza płyta:
problemów egzystencjalnych, kwestii przemijania, miejsca człowieka we
współczesnym świecie… Teksty tym razem dosyć osobiste , mające pewne
autobiograficzne motywy, dotyczące lidera zespołu („Born In 67”). Ale
pewnie wielu słuchaczy należących do tego właśnie pokolenia (również i
ja), będzie mogło się z tymi treściami utożsamiać. W kwestii muzycznej,
na „Ego” jest wiele przepięknych gitarowych, momentów którymi raczy nas
Piotr Płonka, zdecydowanie więcej, niż na tak lubianej prze ze mnie
płycie „Exist”, która większy nacisk stawiała chyba na klawisze. Mamy
tutaj nie tylko konwencjonalne gitary, ale również świetnie brzmiącą
Warr gitar, na której gra basista, Krzysztof Wyrwa (na początku
kompozycji „Lonely Man”). Dużo dobrego do muzyki wnoszą goście, którzy
ubogacili ten muzyczny materiał. Niezwykły klimat daje trąbka Michała
Bylicy (w kompozycji „Born In 67”). Piękna, floydowska aura roztacza się
natomiast, w tych kompozycjach, które na saksofonie ubarwił gościnnie
Dariusz Rybka. Nie sposób nie wspomnieć tutaj o wokalu (a właściwie
wokalach), bo można wyłapać tutaj aż trzy głosy! W kwestii głównego
wokalu oczywiście nic się nie zmieniło, nadal jest to dobra robota
Łukasza Galla, ale bardzo często wspomaga go Karolina Leszko (i jest to
kolejny atut), jej głos tchnie w muzykę dużo ciepła. Natomiast (i to
chyba największe zaskoczenie), w kompozycji „Lonely Man”, swoją kwestię
śpiewa sam Ryszard Kramarski i robi to naprawdę nieźle (i tutaj pozwolę
sobie wrócić ponownie do skojarzenia z Fishem) Myślę, że jego wokaliz
na kolejnej płycie powinno znaleźć się znacznie, znacznie więcej!
Wybiegłem chyba za bardzo przyszłość mówiąc o nowej płycie. Na razie, z
przyklejonymi słuchawkami na głowie, delektuję się płytą „EGO”.
Najlepszą płytą Millenium? Na pewno nie gorszą, niż faworyzowana do tej
pory przeze mnie „Exist”.
9,5/10
Marek Toma




















































