MIETEK JURECKI – 2024 – Kołowrotek

01.Święte prawo
02.Pracoholik
03.Wieczny tulacz
04.Leć, skarbie, leć
05.Granice
06.Żeglarska opowieść
07.Ciągle jeszcze
08.Zupełnie o niczym
09.Mamo, to ja
10.Powiew optymizmu
11.Chwila zamyślenia
12.Wciąż jestem twój
13.Życie musi boleć
14.Uzależnienie
15.Serce to dom
16.Dotyk przeznaczenia

Rok wydania: 2024
Wydawca: BNB Records


Dla przeciętnego obserwatora polskiej sceny muzycznej osoba Mietka Jureckiego kojarzyć się będzie głównie z zespołem Budka Suflera. Faktycznie, basista spędził w tej grupie mnóstwo czasu – zwłaszcza w okresie jej największych sukcesów komercyjnych u schyłku XX wieku. Grał na słynnej płycie „Nic nie boli tak jak życie”. Potem odchodził i powracał. Aktualnie znów udziela się pod szyldem legendarnej formacji, mimo iż poczynania bieżącego składu są ledwie namiastką jej dawnej świetności.

Ale sprowadzanie postaci Jureckiego wyłącznie do roli basisty Budki jest mocno krzywdzące. Jak również zawężanie jego działań tylko do gry na basie. Mietek jest wszechstronnym multiinstrumentalistą. Lista wykonawców, z którymi współpracował przez ostatnie pół wieku swojej aktywności artystycznej jest obfita i imponująca. Wystarczy wymienić chociażby takie nazwy jak Perfect, Banda i Wanda, Spisek, Ewa Bem, Martyna Jakubowicz, Vintage, Veto czy Riders. Ja szczególnym sentymentem darzę natomiast mało znaną koncertową płytę „Live At Rura 1982” formacji Free Funk Trio pod wodzą Wojciecha Konikiewicza, gdzie nasz bohater błyszczy jako wyśmienity improwizator w klimatach jazz-fusion. Jurecki od lat nagrywa też albumy autorskie. Do tej pory wydał ich kilkanaście – najpierw sygnowane nazwą Mechanik, od pewnego czasu publikowane już pod własnym imieniem i nazwiskiem. Najnowsze dzieło artysty nosi tytuł „Kołowrotek” i stanowi podsumowanie 50-lecia pracy artystycznej pana Mieczysława.

Mimo jubileuszowego charakteru omawiana płyta nie jest bynajmniej żadną kompilacją wcześniejszych nagrań Jureckiego. Nie zawiera odświeżonych hitów Budki ani innych zrealizowanych na nowo kompozycji z przeszłości. Jest zestawem szesnastu w pełni premierowych piosenek. Wszystkie skomponowane zostały przez Jureckiego. Słowa do każdej z tych pieśni (oprócz zamykającej miniatury instrumentalnej) napisał Stanisław Głowacz, poeta i wieloletni przyjaciel Mietka. Co warte podkreślenia – Jurecki jest stuprocentowo odpowiedzialny za warstwę muzyczną tego krążka. Zaaranżował całość, zagrał na wszystkich instrumentach, wykonał całą studyjną pracę realizatorską, nawet miksy. Figuruje również jako producent. No i najważniejsze – odpowiada za wszystkie partie wokalne na płycie.

Solowa twórczość Jureckiego stanowiła dla mnie dotąd tajemnicę. Nie miałem wcześniej okazji pochylić się nad tą kartą polskiego rocka. Tym samym zaskoczył mnie fakt, że artysta nie tylko gra, ale również śpiewa. I wywiązuje się z tej roli całkiem nieźle. Trudno oczywiście porównywać jego skalę i barwę z tubalnym wokalem słynnego kolegi z dawnej grupy (dla niezorientowanych – Krzysztofa Cugowskiego), ale w autorskich piosenkach Jurecki wypada wystarczająco autentycznie. Śpiewa czysto i z dobrą dykcją. Ma miłą dla ucha lekką bluesową chrypkę. Pamiętajmy, że Boba Dylana czy Marka Knopflera też trudno uznać za wybitnych wokalistów, jednak ich głos przesiąknięty jest szczerością artystyczną i o to w gruncie rzeczy chodzi. Prawda nie musi być gładka.

Płyta „Kołowrotek” to zestaw zgrabnych pop-rockowych piosenek, które na pewno przypadną do gustu zwolennikom komercyjnej odsłony Budki Suflera. Nie znajdziemy tu wprawdzie kompozycji na miarę dawnych radiowych przebojów słynnej formacji, ale jej klimat zdecydowanie unosi się nad tymi numerami. Są melodyjne, trzymają wysoki poziom kompozytorski i zostały zaaranżowane z gustem. Przeważają instrumenty akustyczne. Do głosu często dochodzi mandolina i gitara klasyczna. Nie brak też typowo rockowego instrumentarium – z basem i gitarą elektryczną. Okazjonalnie w tle przewiną się klawisze. Rytmy perkusyjne – najpewniej preparowane komputerowo – bliskie są brzmieniom klasycznych rockowych bębnów, aczkolwiek sporadycznie odzywają się też nowoczesne bity o lekko tanecznej proweniencji.

Aby nie przywoływać tylko skojarzeń „budkowych” – mogę wskazać też inny trop. Niewątpliwą inspiracją artysty słyszalną podczas zapoznawania się z albumem „Kołowrotek” jest twórczość brytyjskiej grupy Dire Straits. Co najmniej kilka piosenek na płycie – celowo lub mimowolnie – nawiązuje do dźwięków charakterystycznych dla Marka Knopflera i spółki. Takie cechy ma chociażby utwór „Leć, skarbie, leć” i „Wciąż jestem twój”. Również „Zupełnie o niczym”, który dodatkowo zawiera bardzo udaną solówkę gitarową w iście „knopflerowskim” wydaniu. Z innych kompozycji warto jeszcze wspomnieć o urokliwej balladzie „Granice”. Nieco żartobliwa jest dla przeciwwagi „Żeglarska opowieść”, gdzie chóralne partie wokalne pachną szantami nad jeziorem. Od reszty najbardziej odstaje natomiast poruszający blues „Mamo, to ja”. Zaśpiewany jest nostalgiczną manierą Wojciecha Waglewskiego i trochę też trąci szlachetnością nut, z których znany jest lider Voo Voo.

Liryki Staszka Głowacza dotykają tematów osobistych i dobrze korespondują z ilustrującą je muzyką. Jak podkreśla sam Jurecki w komentarzu na okładce płyty – „zawartość tekstowa każdego utworu powstała pod wpływem określonej przeze mnie tematyki. Zainspirowany w ten sposób Stasio Głowacz, który jest mistrzem w dziedzinie odgadywania intencji, wykorzystywania wielkiego zasobu słów, metafor i wyobraźni, zrealizował moje oczekiwania nadzwyczajnie”.

„Kołowrotek” to dojrzała muzyka i życiowe teksty dla dojrzałych życiowo słuchaczy. Nie aspiruje do podbijania list przebojów. To już było. Czas na refleksję i celebrację chwil, które wciąż przed nami. Mietek Jurecki bez presji i oczekiwań nagrał wysmakowaną płytę dla siebie i niewiele młodszej od niego publiczności. Do kanonu rodzimej popkultury może nie trafi, ale na pewno posłuchać warto.

7/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *