01.Wiem gdzie zadzwonić
02.Keys in my pocket
03.Bramy nadziei
04.Beg for my love
05.Stanąłem w biegu
06.Leave my guitar alone
07.Day without your love
08.Ptak kolorowy
09.Stan
10.Jeszcze zakwitną kwiaty
Rok wydania: 2024
Wydawca: Flower Records
Jaki instrument muzyczny najmocniej kojarzy nam się z graniem bluesa? Harmonijka ustna oczywiście. Dopiero potem przychodzi do głowy gitara i jakieś akcesoria perkusyjne. Harmonijka rządzi! Bez brzmienia tego niepozornego ustrojstwa trudno wyobrazić sobie uprawianie sztuki bluesowej – zarówno w klasycznym jak i współczesnym wydaniu. Wiedzieli o tym mistrzowie korzennego bluesa w Stanach oraz ich późniejsi nadwiślańscy spadkobiercy. Dźwięk harmonijki ustnej słyszalny jest na wczesnych płytach Breakout i SBB. Dla artystów takich jak Irek Dudek czy Sławek Wierzcholski instrument ten stał się podstawowym narzędziem pracy. Nie rozstawał się z nim Ryszard Skibiński i Jan Kyks Skrzek. Nierozerwalnie kojarzy się także z postacią Ryszarda Riedla i grupy Dżem. Tradycje w tym względzie mamy zatem imponujące. A co ze współczesnością? W ostatnich latach na rodzimym bluesowym poletku temat harmonijki ustnej zdominowała jedna osoba. Jest nią Michał Kielak. Rokrocznie wygrywa plebiscyty w kategorii swojego instrumentu. Pół żartem – pół serio nazywany bywa „królem harmonijki ustnej”. Taki przydomek nadał mu niedawno Leszek Winder, muzyczny kompan ze Śląskiej Grupy Bluesowej. I bez wątpienia w tym nieco humorystycznym określeniu jest jednak bardzo dużo prawdy.
Dotychczasowy dorobek płytowy Michała Kielaka to całkiem spora lista. W okresie ostatnich dwóch dekad artysta wziął udział w kilkudziesięciu projektach muzycznych. Współpracował między innymi z grupami Kasa Chorych i Szulerzy, gościnnie brał udział w nagraniach zespołów Krzak i Hackenbush. Regularnie koncertuje z Sebastianem Riedlem a także jako pełnoprawny członek formacji Czarny Pies i Śląska Grupa Bluesowa oraz innych inicjatyw Leszka Windera. Stąd mocno identyfikowany bywa z tzw. „Śląskim Brzmieniem”, jakkolwiek sam zainteresowany pochodzi z Poznania. Parafrazując zatem słynną norwidowską sentencję o Chopinie mogę śmiało napisać, że Michał Kielak to „sercem Ślązak, rodem Poznaniak a talentem świata obywatel”. Tu też nie będzie przesady, jako że na umiejętnościach naszego rodaka poznali się już miłośnicy harmonijkowej wirtuozerii z Chin. Artysta koncertował tam parokrotnie. Nawet swoją stronę internetową prowadzi dwujęzycznie i tym drugim jest właśnie chiński. Warto jeszcze dodać, że od 2019 szczyci się tytułem ambasadora marki Easttop, używając wyłącznie instrumentów tejże firmy.
W tym nawale obowiązków nasz bohater znajduje także czas i ochotę na realizację projektów solowych. Właśnie ukazała się trzecia płyta firmowana jego nazwiskiem. Nosi tytuł „Keys In My Pocket”. Z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć, iż pierwszym krążkiem Kielaka był album „Tribute To Ryszard Skibiński” z 2003 roku, na którym młody instrumentalista składał hołd swemu mentorowi. Druga płyta – „Unique” ukazała się niespełna trzy lata temu. Najnowsze fonograficzne dziecko naszego wirtuoza bardziej przypomina swoją poprzedniczkę niż debiut sprzed lat. Wspólnym mianownikiem jest chociażby to samo studio nagraniowe – MAQ Records z Wojkowic, które gwarantuje uzyskanie bardzo dobrego brzmienia. Podobny jest też schemat twórczy, czyli zgromadzenie podczas sesji wielu zaprzyjaźnionych artystów. Każdy z nich wniósł coś od siebie – nie tylko jako wykonawca ale także kompozytor. Kielak figuruje tu jako autor bądź współautor połowy utworów i jest to znacząca zmiana w stosunku do wcześniejszego krążka, gdzie w kwestiach kompozycyjnych udzielał się raczej incydentalnie. Na „Keys In My Pocket” konstelacja zaproszonych muzyków jest jednak nieco skromniejsza. Nie ilość wszak a jakość ma znaczenie. Pod względem wykonawczym wysoki poziom został utrzymany.
Tym razem wszystkie utwory zawierają partie wokalne. Znajdziemy tu – w równych proporcjach – piosenki zaśpiewane mową ojczystą oraz w języku Szekspira. Wokalistą dominującym jest Jakub Andrzejewski. Śpiewa w (prawie) wszystkich utworach polskojęzycznych. W trzech piosenkach rozlega się głos, którego właścicielką jest artystka posługująca się pseudonimem Amiya. Gościem specjalnym w numerze „Stanąłem w biegu” jest natomiast Sebastian Riedel, aktualny wokalista grupy Dżem. Warto zwrócić też uwagę na instrumentalistów. Pojawiają się koledzy ze Śląskiej Grupy Bluesowej, czyli Krzysztof Głuch na klawiszach i Maks Ziobro na perkusji. Gościnnie na gitarach także Leszek Winder, Mirosław Rzepa i Rafał Wasilewski. Partie basu zarejestrował Paweł Muzzy Mikosz. Nie zabrakło także kompanów z białoruskiej grupy The Road Dogs, z którą Kielak często koncertuje. W studio stawili się Vadim Halliulin, Eugene Stepanov i Dimitri Ustinowicz. Do tego jeszcze Bartek Szopiński na Hammondzie i legenda polskiego saksofonu – Alek Korecki. Doprawdy mistrzowski skład! Niepodzielnie królują oczywiście wirtuozerskie partie harmonijki ustnej gospodarza.
Co interesujące – jak na artystę kojarzonego głównie ze sceną bluesową – Kielak z przyjaciółmi nagrał album uniwersalny i typowego bluesa znajdziemy na nim niewiele. To raczej połączenie kilku stylów. Nie brakuje zaskoczeń. Możliwe, że wykonawca poszedł tropem swojego kolegi Jana Gałacha, który na ostatniej płycie też zaprezentował się od mniej oczywistej strony. A może po prostu chciał udowodnić, że nie należy go wrzucać do jednej szufladki. W każdym razie „Keys In My Pocket” śmiało polecić można słuchaczom, którzy cenią sobie miłe dla ucha rockowe piosenki, soulowe ballady i brzmienia amerykańskiego południa. Już otwierający płytę „Wiem gdzie zadzwonić” to lekki numer o znamionach rockowego przeboju. Pewnie w innych, lepszych czasach zawojowałby stacje radiowe. Niestety, teraz może liczyć co najwyżej na pasma tematyczne w sieci. Jeszcze bardziej nośnym kawałkiem jest tytułowy „Keys In My Pocket”, który osobiście odbieram jako hołd dla hipisowskiego rocka z lat 70-tych. Z kolei „Beg For My Love” to nieco soulowa ballada z naprawdę nośną linią melodyczną refrenu. Wspomniany już „Stanąłem w biegu” z Riedlem na wokalu wcale nie przypomina dokonań Dżemu. Może i słusznie. To niemal taneczny numer, oczywiście w stylu klasycznego funky, bez plastikowej otoczki. Świetne są też „Ptak kolorowy” i kończące album „Jeszcze zakwitną kwiaty”. Chociaż w zasadzie każda umieszczona tu piosenka ma swoje walory. Żadnych wypełniaczy nie zauważyłem.
Czy z tym materiałem Michał Kielak przebije klosz bluesowej niszy? Trudno powiedzieć. Płyta ma wszelkie potrzebne składniki, aby trafić pod przysłowiowe strzechy. Jest świetnie wykonana, ma dopieszczone brzmienie i chwytliwe kawałki. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, jak mawia znane porzekadło. Nie raz już w gust publiczności trafiały płyty, które wcale nie miały znamion komercyjności. „Keys In My Pocket” to album, który zasługuje na wiele. Teraz potrzeba mu już tylko szczęścia.
8/10
Michał Kass




















































