1. Fallin’
2. Letter from a Dead Man
3. Follow Your Desires
4. Shadow Games
5. Just a Dream?
6. Searching for…
7. When Everything Comes to an End
8. Renaissance
9. Lifend
10. …Light
Rok wydania: 2012
Wydawca: SG Records
http://www.reverbnation.com/metaphysicsband
Staram się unikać jak ognia porównywania młodych zespołów prog
metalowych do Dream Theater. Ale skoro grupa sama przyznaje się, że
głównymi ich inspiracjami są mistrzowie gatunku z lat 90-tych… byłbym
usprawiedliwiony. Całe szczęście debiut Włochów nie wydaje się być do
tego stopnia inspirowany Teatrem Marzeń, aby wykazywać jakiekolwiek
podobieństwa… Wybaczcie mały fortel na początek, ale czy komuś właśnie
spadł kamień z serca?
Może już na wstępie zajmę się personaliami. Wprawdzie METAPHYSICS raczą
nas debiutem, ale to ekipa, która ma na swoim koncie nagranych parę
niezłych nutek. Sekcja rytmiczna to muzycy, których znamy ze współpracy z
Simone Fiorlettą (Moonlight Comedy, No Gravity, solo), za parapetem
pojawił się z kolei (ponoć gościnnie) znany z Labyrinth – Andrea de
Paoli – sam Fiorletta natomiast odpowiedzialny jest za produkcję płyty.
OK – odfajkowane.
Może trochę na odczepne i od niechcenia zamieściłem powyższy akapit,
aczkolwiek pojawienie się de Paoli i dla mnie było pewnym magnesem.
Jednakże to nie jest najważniejsze w tej płycie. Album zatytułowany
„Beyond the Nightfall” jest bowiem kawałem bardzo dobrego grania i to
muzyka na nim zawarta powinna być głownym tematem tego tekstu.
Niby dla fanów gatunku, nie będzie tu dużego zaskoczenia. Ale też nie
mamy do czynienia ze schematami. Muzycy dość swobodnie poruszają się w
estetyce gatunku, serwując nam energetyczne i świeże kompozycje.
Melodyjny progmetal ze szczyptą włoskiego poweru to chyba najprostsza
ich klasyfikacja. Bardzo ciekawie na kanwie takiego uogólnienia
prezentują się zatem akcenty takie jak akustyczne patenty (pianino +
gitary akustyczne), klangowanie na basie, czy nieprzyzwoicie nisko
uderzone dźwięki – albo Davide Perruzza ma siedmiostrunówkę, albo niezły
ruchomy most… jako, że czasem potrafi również pisnąć wysoko stawiam
na tą druga opcję. Incydentalnie, ale jednak takie motywy robią
wrażenie.
Nieokrzesanym nieco elementem układanki, któremu jednak nie odmówię
pewnego uroku jest głos wokalisty. Gardłowy kapeli potrafi zaśpiewać
dość wysoko, kompletnie bez żenady… mimo, że czasem ratuje się
falsetem, jego niski rejestr koreluje z kolei ze śladową chrypką…
Całokształt jest jak najbardziej pozytywny.
METAPHYSICS serwują nam naprawdę niebanalne utwory w ścisłych ramach
gatunku w którym ciężko zaskoczyć. Zaskoczenie wydaje się być jednak w
tym przypadku kompletnie niepotrzebne. Zespół eksploruje poletko
progmetalu we własny sposób i jestem przekonany, że wywalczy swoją
muzyką wielu fanów. Niezłe melodie, nie tylko urokliwe motywy, ale i
umiejętność składania z nich przyjemnych utworów, kapitalne partie
solowe – to jest to co grupa ma do zaoferowania na swoim debiucie.
I paradoksalnie… mimo, że dla fanów progmetalu ten album nie będzie
jakimś szokiem – do nich jest adresowany – i właśnie im powinien się
spodobać najbardziej… nawet tym nieco zmęczonym konwencją.
8,5/10
Piotr Spyra















































