METALLICA – 2023 – 72 Seasons

1. 72 Seasons
2. Shadows Follow
3. Screaming Suicide
4. Sleepwalk My Life Away
5. You Must Burn!
6. Lux AEterna
7. Crown of Barbed Wire
8. Chasing Light
9. If Darkness Had a Son
10. Too Far Gone?
11. Room of Mirrors
12. Inamorata

Rok wydania: 2023
Wydawca: Universal


Najnowszy album Metalliki poznałem (oczywiście poza utworami wrzuconymi wcześniej przez zespół do sieci) w nietypowych okolicznościach: na fotelu kinowym podczas światowej prapremiery. Rozmach promocyjny „72 Seasons” mógł robić wrażenie. A sama muzyka? Podobało mi się za pierwszym razem i … podoba coraz bardziej z każdym przesłuchaniem. Wiem, że nap… pardon: krytykowanie Metalliki jest trendy, ale co tam.

           Trudno oczekiwać od zespołu z ponad czterdziestoletnim stażem wymyślania prochu na nowych albumach. I Metallica zagrała na „72 Seasons” bezpiecznie, proponując słuchaczom muzyczną podróż po różnych etapach swojej kariery. Wybrany na pierwszego singla „Lux Aeterna” nawiązywał do czasów debiutanckiego „Kill’em All”, sporo w nim ukłonów w stronę metalowej klasyki spod znaku NWOBHM. Kwartet zresztą chętnie mruga okiem do fanów, sięgając po patenty swoich mistrzów. A to mignie coś z Thin Lizzy („Too Far Gone?”, „Room of Mirrors”), a to zapodają gitarowy riff, który mógłby wyjść spod palców Tony’ego Iommi (finałowa „Inamorata”). Wracając do przebieżki po  dokonaniach własnych: tytułowy kawałek to nawiązanie do czasów „Master of Puppets”, rozpędzony „Chasing Light” przywołuje ducha albumu „Ride The Lightning” (prosty zaśpiew w refrenie – będzie koncertowa petarda!); ciężki, walcowaty „You Must Burn!” to klimaty a la „Czarny Album”, „Sleepwalk My Life Away” spokojnie mógłby znaleźć się na „Load” i tak można byłoby wymieniać dalej…

           Atuty „72 Seasons”? Na pewno brzmienie – potężne, soczyste, żadnej demówkowej jakości „St. Anger”… Na pewno teksty i wokale Hetfielda. Na pewno całkiem sporo zapadających w pamięć melodii. No i ta epicka „Inamorata” na finał, która już w kinie wbijała w fotel, a z płyty brzmi jeszcze piękniej… Gdyby skrócili ten album (trwa 77 minut!) o dwa numery (na przykład „Crown of Barbed Wire”) – byłoby super.

           Przyznam szczerze: nie rozumiem wściekłych ataków na ten album. Wiadomo, że opinia jest jak pewna część ciała (każdy ma własną), ale pisanie na przykład o „geriatrycznym pierdnięciu” to przesada… Paradoksalnie: na premierze „72 Seasons” najbardziej skorzystali chyba weterani z Overkill, których najnowsza płyta stawiana jest w kontrze do „Żółtego Albumu” i jawi się niemal jak arcydzieło metalu. Posłuchałem i napiszę tak: ani ten „Scorched” tak wybitny, ani nowa Meta tak słaba jak je malują.

           Na dziś „72 Seasons” lubię nawet bardziej niż poprzedniczki, czyli „Hardwired… To Self Destruct” i „Death Magnetic”. A krytykantom chciałbym przypomnieć, że tuż po premierach narzekano również na „And Justice For All” i „Czarny Album” (zdrada panie i komercja!). Po latach zupełnie inaczej się je postrzega. Dajmy także czas „72 Seasons”…

8/10

Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *