METALLICA – 2023 – 72 Seasons

1. 72 Seasons
2. Shadows Follow
3. Screaming Suicide
4. Sleepwalk My Life Away
5. You Must Burn!
6. Lux AEterna
7. Crown of Barbed Wire
8. Chasing Light
9. If Darkness Had a Son
10. Too Far Gone?
11. Room of Mirrors
12. Inamorata

Rok wydania: 2023
Wydawca: Universal


Muszę się do czegoś przyznać. Dałem się porwać szaleństwu wylewania pomyj na nowy album METALLIKI. Po kinowej premierze byłem zawiedziony, a potem już poszło… Jak wygląda sytuacja kilka tygodni później? Co prawda daleki jestem od twierdzeń, że to nic nie warte dźwięki to jednak i do zachwytów droga daleka.

Nowy album METALLIKI jest (przede wszystkim) za długi. Nie rozumiem, po co część zespołów w obecnych, coraz bardziej winylowych, czasach decyduje się na takie kolosy (np. Iron Maiden i ich ostatnie dwa wydawnictwa). Gdyby podzielić ten album na dwa krążki i wydać je w odstępstwie roku czy dwóch, odbiór mógłby być zgoła odmienny. Dlaczego? Może dlatego, że przeciętny współczesny człowiek, bombardowany informacjami i uzależniony od ciągłego napływu bodźców nie potrafi się skoncentrować dłużej nad jedną czynnością. O zgrozo, i u siebie zauważam takie zachowania. Tymczasem zespół serwuje album, który trwa ponad 70 minut! To jednak tylko jedna strona medalu, bo owszem choć  taka ilość dźwięków jest trudna do przyswojenia w krótkim czasie to jednak i zawartość muzyczna tego zadania nie ułatwia. Zespół nagrał niezwykle przewidywalną płytę, ale zrobił to dlatego bo mógł. Oni już raczej nie będą eksperymentować i szukać nowych obszarów rozwoju. METALLICA ma ugruntowaną pozycję i są w takim momencie swojej kariery, że cokolwiek by nagrali to będzie towarzyszył temu rozgłos.

To może słów kilka o muzyce? Skłamałbym gdybym napisał, że taka „Lux AEterna” mi się nie podoba, bo mi się podoba… i jak na kawałek panów w okolicach sześćdziesiątki ma w sobie spore pokłady zadziorności i wigoru. „Inamorata” też ma w sobie coś – ciężki riff, ciekawie prowadzona melodię, czy intrygujący klimat. Na przeciwległym biegunie jest jednak rozlazły „Crown of Barbed Wire” czy ocierający się o autoplagiat „You Must Burn”… co z resztą? To w sumie nie najgorsze kawałki, które jednym uchem wchodzą a drugim wylatują. Gdzieś tam jest fajny riff, gdzie indziej linia wokalna i choć nie pokocham tej płyty, a w moim prywatnym rankingu albumów zespołu umieściłbym ją bo bliżej końca zestawienia (ostatnie miejsce chyba po wsze czasy będzie dzierżyć „St. Anger”) to jednak co kilka dni ją odpalam i słucham (pomimo sporej konkurencji) co jednak pokazuje jaki status ma w mej podświadomości ten zespół.

Dziś bez oceny

Piotr Michalski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *