1. The Lovely Linda
2. That Would Be Something
3. Valentine Day
4. Every Night
5. Hot As Sun / Glasses
6. Junk
7. Man We Was Lonely
8. Oo You
9. Momma Miss America
10. Teddy Boy
11 Singalong Junk
12. Maybe I’m Amazed
13. Kreen-Akrore
Rok wydania: 1970/2011 (wznowienie)
Wydawca: Hear Music
http://www.myspace.com/paulmccartney
McCartney był wściekły. Właśnie wrócił ze swojej samotni, farmy
położonej w Szkockim Kintyre z nagraniami na swoją pierwszą solową
płytę. Był marzec 1970 roku i Paul miał wielką nadzieję że album
zostanie wydany jeszcze w kwietniu. Spotkał się w tym celu z Allenem
Kleinem, który mu stanowczo zakomunikował że to jest niemożliwe.
Kwietniowe terminy zostały zarezerwowane dla „Let it be” The Beatles i w
tym samym czasie miała być wydana pierwsza solowa płyta Ringo Starra.
Ta informacja całkowicie wytrąciła go z równowagi. Jakby tego było mało
John Lennon i George Harrison napisali do niego list, w którym
apelowali o rozsądek i oświadczali że płyta Beatlesów ma się ukazać 24
kwietnia, w związku z tym przekazali dyspozycję by przełożyć wydanie
„McCartney” na dzień 4 czerwca. List zawiózł mu osobiście Ringo,
nadworny „strażak’ w zespole The Beatles. Wściekłość Paula osiągnęła
temperaturę wrzenia, wymachując pięściami, ze słowami „ wykończę was
wszystkich!”, „zapłacicie mi za to!” wyrzucił Starra z domu. Trzeba
przyznać swoim zachowaniem zrobił na Ringo wrażenie na tyle mocne, że
ten przekonał wszystkich, by terminy wydawnictw zmienić. Ostatecznie
debiut Paula McCartneya pojawił się sklepach 17 kwietnia 1970 roku. Po
wysłuchaniu płyty można przytoczyć klasyka zapewne bliskiego sławnemu
wyspiarzowi, Williama Szekspira : „Wiele hałasu o nic”. Trudno na niej
znaleźć genialnego kompozytora „Yesterday” czy „Eleanor Rigby”. Całość
robi wrażenie zaledwie szkiców kompozycji . Z trzynastu zamieszczonych
numerów aż pięć to utwory instrumentalne. I tylko jedna piosenka jest
warta uwagi : „Maybe I’m Amazed”, której adresatem jest towarzyszka
jego życia Linda. Cóż, miłość czyni cuda. Ale jak to jest możliwe, że
McCartney potrzebował cudu żeby stworzyć coś wartościowego? Paul był
mocno zawiedziony rozpadem The Beatles. Kompletnie rozczarowany uciekł
na wieś do swojej szkockiej farmy. Tam na wypożyczonym z EMI
czterościeżkowym magnetofonie rozpoczął rejestrowanie swoich nowych
utworów . Sam zagrał na wszystkich instrumentach. Nagraniom ewidentnie
zabrakło geniuszu Georga Martina czy Phila Spectora, producentów
odpowiedzialnych za piosenki The Beatles, którzy dotąd doradzali czy
wręcz kierowali procesem szlifowania pomysłów drugiej połowy
kompozytorskiego duetu Lennon-McCartney. I tak wówczas już ex-Beatles
stworzył materiał na jeden singiel i to bez strony „B”.
W tym toku na fali tak popularnych reedycji klasycznych dzieł gigantów
rocka ( i nie tylko) doczekaliśmy się wznowienia debiutu Paula
McCartney’a. Dla fanów muzyka, a także kolekcjonerów płyt z lat 70-tych
dobra wiadomość! Bowiem brzmi fantastycznie i jest prawie wierną kopią
oryginalnego, analogowego wydawnictwa, z tą różnicą że nie ma
pierwotnie dołączanego wywiadu z Paulem w którym ogłaszał koniec The
Beatles. Za to jest wiele fotografii muzyka autorstwa Lindy. Album jest
także dostępny w wersji winylowej lub z dodatkowymi dyskami CD i DVD
zawierającymi bonusowe nagrania.
Płyta muzycznie rozczarowuje, ale w 1970 roku jego solowe „dzieło”
dotarło do miejsca drugiego w Wielkiej Brytanii i pierwszego w USA ,
gdzie dodatkowo pokryło się podwójną platyną! Paul McCartney już wówczas
był legendą i pozostanie nią na zawsze.
4/10
Witold Żogała

















































