1. Rising
2. Bounce
3. Cold Water Spirit
4. Forward Thinking
5. Revolutionary Star
6. The Heart
7. Eternal Cycles
8. Clear Skies
9. Planetary Strength
10. Parisienne Etude
11. Midnight Sun
12. Starfall
Rok Wydania: 2011
Wydawca: Lion Music
http://www.myspace.com/larsericmattsson
Aurora Borealis to już jedenasty album wybitnego wirtuoza gitary. Jest
to płyta wyjątkowa pod takim względem, że to koncert na orkiestrę
symfoniczną i gitarę. Wprawdzie nie jest to innowacyjne wydarzenie w
dzisiejszych czasach, ponieważ taki album na swoim koncie ma choćby
Yngwie Malmsteen, ale jest to przedsięwzięcie godne odnotowania. Zresztą
nie sposób przy tej okazji powstrzymać się od porównań. Lars Eric
Mattsson to bardzo bogata i ciekawa osobowość, a jego w pełni
instrumentalna najnowsza płyta, wypełniona jest dwunastoma
wirtuozerskimi utworami. Nie ulega wątpliwości że Mattsson jest
wirtuozem jak sam słynny Michał Anioł i maluje również pięknie, z tym że
dźwiękami gitary. Płyta przeplatana jest pięknymi i bardzo melodyjnymi
suitami, a w nich pojawiają się rewelacyjne partie skrzypiec, które
wprowadzają w głębie kompozycji, ale to nic dziwnego bo przecież
Mattsson to doświadczony gitarzysta i kompozytor, który spędził z gitarą
większość swojego życia, i znajduje to odbicie w jego kompozycjach.
Jestem natomiast wręcz rozczarowany brzmieniem płyty, momentami mam
wrażenie jakby została zrealizowana w amatorskim studio, gdzie człowiek
odpowiedzialny za brzmienie płyty, dopiero poznał teorię „włącz i wyłącz
mikser”. Przykro mi o tym pisać, ale niestety to jeden z ważniejszych
czynników, który wpływa na poziom albumu. Obecnie dobrze brzmiąca płyta
to połowa sukcesu, ale chyba nie wszyscy to zauważają! Drugie negatywny
aspekt, to utwory które są zbyt podobne do siebie. W połowie płyty można
odnieść wrażenie, jakby słuchało się cały czas jeden numer.
Nie można negować faktu, że Lars Eric Mattsson to artysta, który jest
wybitny, a jego twórczość godna uwagi. Jego płyty mogę polecić nawet
najbardziej wybrednym fanom gitary.
Chciałem zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz, która zazwyczaj mi umyka –
mianowicie na okładkę. Bardzo podoba mi się prostota, która została
zawarta w okładce – rewelacja. Dzisiaj, kiedy wszyscy próbują obracać
świat do góry nogami żeby zaszokować odbiorców, ta okładka mówi o tym,
że to co proste jest najpiękniejsze, a co ciekawe, najtrudniej
skomponować proste rzeczy.
Obcując z albumem Aurora Borealis, odnosimy wrażenie że artysta nie
powiedział jeszcze ostatniego słowa, czuć w jego twórczości pozytywną
energię i pasję, którą łatwo zagubić wpadając w rutynę. Ale Mattsson to
klasa muzyka, który nigdy nie pozwoli sobie na odcinanie kuponów, nawet
jeśli nie wszystkie jego albumy będą porywać.
7/10
Paweł Larysz
















































