01. Desire (5:33)
02. Break Me Down (3:29)
03. One More Night (5:23)
04. Meltdown (4:13)
05. Piggy World (4:42)
06. No Answer (4:08)
07. Broken (4:22)
08. Night Flier (3:49)
09. Nietzsche (5:23)
10. Last Cigarette (9:16).
Rok Wydania: 2010
Wydawca: Lion Music
Amerykanie z Mastermind dzięki Lion Music powracają swoim siódmym w
dyskografii albumem studyjnym, nagranym po dwunastoletniej przerwie.
Nowa twarzą a w zasadzie gardłem zespołu jest Tracy Mc Shane a gościnnie
zagrał na płycie Jens Johansson (Stratovarius).
Trzeba przyznać że nowa członkini zespołu dysponuje ciekawą barwą głosu,
który dobrze współgra z dosyć zadziornymi partiami gitar, którym
towarzyszą bogate tła klawiszy. Jeżeli chodzi o solówkowe szaleństwa,
jest również całkiem bogato. Rzućmy wiec okiem na te dziesięć utworów
mastermindowej układanki:
„Desire”- Wszystko zaczyna się klawiszową introdukcją na tle której po
raz pierwszy swoje możliwości pokazuje Tracy Mc Shane. To najbardziej
klawiszowa a co za tym idzie najbardziej przestrzenna kompozycja na tej
płycie.
„Break Me Down” – Atmosfera nieco gęstnieje, utwór zdecydowanie
mroczniejszy od pierwszego, wszystko rozgrywa się w tle tykającego
zegara. Utwór trąci nieco gotycką nutą.
„One More Night” – kolejny z utworów wbrew pozorom nie jest coverem
piosenki Phila Collinsa ale podobnie jak collinsowy utwór tak i
kompozycja Mastermind można określić mianem ballady. Męsko-żeński duet
wokalny, klimat niebezpiecznie zjeżdża tutaj jakby nieco na folkowe
tory, to taki folk podrasowany ostrą gitarką. I jest tu taki muzyczny
motyw który do złudzenia przypomina fragment kompozycji „Close To The
Edge” Yesów. Nieźle namieszane?
„Meltdown” – tłusty basowy podkład i brudna, nisko nastrojona gitara.
Toż to prawie doom metal! Wokalista może również z powodzeniem stawać w
szranki chociażby z Messiahem Marcolinem (Candlemass) albo z Erickiem
Wagnerem (Trouble). W tej konwencji wolę jednak facetów.
„Piggy World” – kolejna kompozycja zdecydowanie bardziej dynamiczna,
tym razem wokalistka bawi się rapowaną konwencją której towarzyszy
melodyjny refren a do tego agresywna gitarka. Czyżby Beastie Boys?
„No Answer” – Znowu zwalniają, i szkoda, bo moim zdaniem te balladowe
momenty są niestety najsłabsze na płycie. Prawdziwie rasowa ballada
rockowa potrzebuje żaru a nie płomienia z zapalniczki…
„Browken” – no proszę, zagęścili brzmienie i zrobiło się znowu całkiem ciekawie. Utwór posiada pewną orientalną nutę.
„Night Flier” – Muzycy postanowili nieco zaszaleć pokazują woje
instrumentalne umiejętności. Gitara goni perkusję uciekającą przed
klawiszową kanonadą, sprawne ale tak naprawdę za wiele z tego nie
wynika.
„Nietzche” – Tutaj mamy również do czynienia ze świetnymi partiami
instrumentalnymi tyle że bardziej z sensem. Bez wątpienia jedna z
ciekawszych kompozycji na płycie.
„Last Cigarette” – Magnus Opus płyty. Najdłuższa z pośród wszystkich,
9-cio minutowa. Sączy się leniwie jak dymek tytułowego papierosa. Moim
zdaniem tego papierosa można było jednak wypalić znacznie szybciej. Jest
to na szczęście ostatni papieros, no i bez obaw po zachłyśnięciu trudno
się uzależnić.
Reasumując, płyta bez wątpienia ciekawa. Wadą natomiast jest to że jest
bardzo niespójna. Jednak z drugiej strony patrząc składa się z wielu
muzycznych barw. Przecież na tym polega gra o nazwie Mastermind – na
odgadywaniu kolorów. Mamy więc typowy Mastermind.
6/10
Marek Toma


















































