MARILLION – A Sunday Night Above The Rain

Marillion - A Sunday Night Above The Rain

CD 1/DVD 1:
1. Gaza
2. Waiting To Happen
3. Lucky Man
4. This Strange Engine
5. Pour My Love
6. Neverland
7. Invisible Ink

CD 2/DVD 2:
1. Montreal
2. Power
3. Sounds That Can’t Be Made
4. The King of Sunset Town
5. The Sky Above the Rain
6. Garden Party

Rok wydania: 2014
Wydawca: Ear
http://marillion.com


Marillion – zespół przez wielu uważany za kultowy tylko w początkowych latach swej kariery, gdy za mikrofonem stawał Fish. Jednak mimo zmiany ich kariera cały czas pędzi jak TGV. Steve Hogarth sprawdza się jako wokalista i choć może nie jest tak dobry jak Fish to wielu słuchaczy lubi jego głos. Dowodem na to jest wydany w tym roku koncertowy album o tytule „A Sunday Night Above the Rain”. Album ukazał się w kilku wersjach. Można go zakupić w wersji 2CD, 2DVD oraz Bluray. Co ciekawe jednocześnie można kupić zapis koncertu z Kanady jak i z Holandii. Oficjalną wersją, którą promuje również sklep internetowy zespołu jest ta zarejestrowana w holenderskim Port Zelande. Mnie w udziale przypadła do zrecenzowania „holenderska” wersja audio oraz ta z obrazem na DVD.

Powodem do wydania albumu koncertowego była trasa, na której panowie promowali wydany w 2012 roku album „Sounds That Can’t Be Made”. Miejscem nagrania koncertu jak już wcześniej wspomniałem było Port Zelande. Na płytach znalazły się utwory ze wszystkich muzycznych podróży po Dźwiękach, Które Nie Miały Zostać Stworzone oraz kilku innych kawałkach, które zespół wybrał na ten wyjątkowy wieczór. A muszę przyznać, że patrząc na niego poprzez srebrny ekran był wyjątkowy. Publiczność zebrana tego wieczoru była fantastyczna. Żywiołowa reakcja i częste śpiewanie z Hogarth’em to cechy charakteryzujące publikę tego wieczoru.

Wszystko rozpoczęło się „Gazą”, podczas której wszedł H ubrany w koszulkę z pacyfą i usiadł przed publicznością. Dało się zauważyć tu pięknie zaznaczony bas Pete’a Trewavas’a, a pod koniec konwersowali między sobą Hogarth wokalem i Rothery na swej gitarze. Po tym utworze H ładnie przywitał się z publicznością, obiecał, że zagrają dużo utworów z ostatniego albumu i rozpoczął śpiewać „Waiting to Happen”. I muszę się przyznać, że mnie zatkało. Całe Port Zelande śpiewało zwrotkę a w oczach Steve’a pojawiły się świeczki. Takiego odbioru nie spodziewałem się ja jak i chyba sam frontman. Przy okazji „Lucky Man” H zasiadł do keyboardu po raz pierwszy tego wieczoru, zaś podczas „This Strange Engine” wywijał na flecie. Przepięknie na klawiszach w tym utworze zaprezentował się Mark Kelly a pod koniec solówką Steve Rothery pozamiatał wszystkich. Na pierwszej płycie wrażenie zrobił również „Neverland”, w którym na dwugryfowym basie Pete zabrał nas na spacer po Nibylandii. Druga płyta to już prawie wyłącznie kawałki z ostatniego albumu (Montreal, Power, Sounds That Can’t Be Made, The Sky Above The Rain), które wyjątkowo pięknie zaprezentowały się w Holandii. Wartym zaznaczenia jest, zę rewelacyjnie i energetycznie wypadł „Power”, który mną wstrząsnął. Tyle siły ile drzemie w tym utworze nie ma w większości dyskografii zespołu. Same bisy to już istne szaleństwo. Po „The Sky Above The Rain” na zgromadzoną publiczność spadło konfetti, zaś w ostatnim wybrzmianym podczas tego niedzielnego wieczoru „Garden Party” Hogarth biegał po scenie jak oszalały. Pojawiły się również efekty pirotechniczne. W podziękowaniu za magiczny wieczór podczas ostatniego utworu sam H pocałował jedną z fanek w rękę (piękny gest zapomniany często w dzisiejszych czasach) oraz uścisnął dłoń jednego z mężczyzn z publiczności.
Wizualnie koncert prezentuje się wyśmienicie. Mogę powiedzieć nawet, że był to najlepszy jakościowo koncert jaki widziałem na DVD jeśli chodzi o obraz. Dźwiękowo nie ma się do czego przyczepić, bo selekcja dźwięków jest zauważalna, wokal Hogartha jest również dobrze słyszalny. Czy to gitara Rothery’ego, czy keyboard Kelly’ego brzmią naprawdę czysto. Jedyną nieczystością jest wokal. Ale do tego chyba wszyscy fani już przywykli, że H nie śpiewa zawsze czysto. Mix 5.1 jest też ok: publiczność w surroundach plus perkusja a reszta instrumentów we frontach i wokal w centrum.

Cóż więc można powiedzieć… Jest to piękny koncert, który dla fanów na pewno będzie perełką , w szczególności pod względem wizualnym, zaś dla nowych adeptów Neo-proga pięknym, nowym wejściem w świat muzyki nietuzinkowej i choć głos Steve’a Hogartha czasami się łamie to osobiście nie wyobrażam sobie nikogo innego na stanowisku wokalisty w Marillion. To jeśli „You never knew power, did you?” to teraz poznasz słuchając tego wyjątkowego koncertu.

9/10

Michał „Angelus” Majewski

Dodaj komentarz