1. Blue Lightning
2. Foxey Lady
3. Demon’s Eye
4. 1911 Strut
5. Blue Jean Blues
6. Purple Haze
7. While My Guitar Gently Weeps
8. Sun’s Up Top’s Down
9. Peace, Please
10. Paint It Black
11. Smoke On The Water
12. Forever Man
Rok wydania: 2019
Wydawca: Mascot Records
www.yngwiemalmsteen.com
Szwedzki wirtuoz gitary przypomina o sobie jednym z najdziwniejszych
albumów w dyskografii. Ponoć Yngwie chciał udowodnić tym materiałem, że
czuje bluesa… Hmm, zamiar może i szczytny, ale realizacja pozostawia
już wiele do życzenia.
Po pierwsze: bluesa ze świecą szukać na „Blue Lightning”. Spośród
autorskich utworów właściwie tylko „Sun’s Up, Top’s Down” można
podciągnąć pod ten gatunek. Z coverów – „Blue Jeans Blues” – w oryginale
ZZ Top. Czyli uzbierałoby się materiału na singla… Szału nie ma.
Po drugie: koncepcja całości. Ledwie cztery własne kompozycje, reszta
to interpretacje rzeczy cudzych. Trudno znaleźć racjonalne
wytłumaczenie, po jakie licho Malmsteen brał się na przykład za „Smoke
On The Water”. Jasne, utwór pomnikowy, ale raz że mało bluesowy, a dwa –
ograny (żeby nie napisać oklepany) do bólu… Za wykonanie „Paint It
Black” należałby się mistrzowi jakiś muzyczny odpowiednik „Złotej
Maliny”. Przeróbki Hendrixowskich klasyków też średnio porywają…
Nieodżałowany Gary Moore, czy Joe Bonamassa udowadniali w przeszłości,
że można świetnie odnaleźć się zarówno w hardrockowym wymiataniu, jak i
dźwiękach z Chicago oraz delty wiadomej amerykańskiej rzeki. Glenn
Hughes też… (to wprawdzie basista, no ale…). Gdyby Szwed wziął na
warsztat standardy Wolfa, Watersa, czy któregoś z Kingów – wtedy miałoby
to sens. Albo, gdyby przygotował pełnowymiarowy, autorski materiał
czerpiący z tradycji wielkich gatunku… Gdyby…
Ale – niestety – dostaliśmy „Blue Lightning” w takim, a nie innym
kształcie. Szacunek dla Mistrza za technikę, za gitarowe popisy i … to
by było na tyle. Może lepiej, by nie próbował już nikomu nic udowadniać,
tylko robił rzeczy, które potrafi najlepiej i za które fani pokochali
go w latach osiemdziesiątych. Nie wiem jak Wy, ale ja zaraz odpalę
„Trilogy” i „Odyssey”…
4/10
Robert Dłucik
















































