1. Blasphémait Desecration
2. The Voice of My Ghost
3. Athirst for Dissonance
4. Born of Plague
5. Divine Tragedy
6. Carnage of the Forgotten
7. When Our Shadows Align
8. Forged in Stone
Rok wydania: 2025
Wydawca: Agonia Records
Bandcamp
Niby nie brakuje nowych wydawnictw spod znaku (nie tylko) ekstremalnego death metalu, ale jakoś niespecjalnie często można natrafić na coś szczególnie wartego uwagi. Z drugiej strony, premiery płyt debiutantów często bywają niezauważone i dlatego nie zaszkodzi przypomnieć o MALEFIC THRONE, grupie która zrzesza w swoim składzie starych wyjadaczy, ale po kolei…
W listopadzie ubiegłego roku pod banderą naszej rodzimej wytwórni ukazał się „The Conquering Darkness”, debiutancki album deathmetalowego trio z Ameryki. Jak już wspomniałem, w szeregach zespołu próżno szukać muzycznych dyletantów. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę nazwy kilku zespołów, z którymi poszczególni muzycy są lub byli związani: MORBID ANGEL, HATE ETERNAL, ANGELCORPSE, DYING FETUS. Znawcom gatunku z pewnością zbędne są dalsze rekomendacje i myślę, że w tym momencie mógłbym zakończyć recenzję… Jednak nie każdy zjadł zęby na tejże stylistyce, dlatego warto rozwinąć wątek. Tak naprawdę nie wiem czym dokładnie kierowali się panowie decydując się na stworzenie kolejnego zespołu uprawiającego tak mocno eksploatowany gatunek, którego prezentowane pomysły – mniej lub bardziej – budzą skojarzenia względem macierzystych formacji. Pewnym jest, że całe zamierzenie jest jak najbardziej uzasadnione, a skąd taka teza? Wystarczy włączyć „The Conquering Darkness” i wtedy wszystko staje się jasne i klarowne. Od pierwszych dźwięków otwierającego „Blasphémait Desecration” słuchacz jest wystawiony na ekspresywny grad dźwięków o wysokim wskaźniku brutalizacji. Generalnie nie ma chwili wytchnienia – zespół gna do przodu niczym pocisk, z powodzeniem wypełniając każdą wolną przestrzeń. Sprzyja temu wyjątkowo zintensyfikowana kanonada blastów, które są wszechobecne. W ogóle pod względem rytmicznym dominuje restrykcyjna precyzja, techniczne podejście, co budzi uznanie. Z drugiej strony próżno tu szukać chwytliwych akcentów, co jest swego rodzaju domeną amerykańskiej odmiany technicznego death metalu. Incydentalnie można natrafić na mgliście nośne fragmenty, ale występują one naprawdę w śladowych ilościach. Pod tym względem najmocniej wybijają się otwierający „Blasphémait Desecration”, a dokładniej refren tego utworu oraz zamykający całość wolniejszy „Forged in Stone”, przywołujący na myśl specyfikę „God Of Emptiness” autorstwa MORBID ANGEL. Trzeba przyznać, że blisko trzy kwadranse, bo tyle właśnie trwa „The Conquering Darkness” do wysoce aktywna jazda bez trzymanki, rasowy techniczny death metal bez żadnych naleciałości bardziej nowoczesnych odmian gatunkowych, które nierzadko zahaczają o bardziej przyjazne rejony muzyki gitarowej. Próżno też szukać delikatności, przymilania się szerszej publiczności. Jest szybko, gęsto, ciężko, drapieżnie i brutalnie. Zespół co chwilę atakuje nowym motywem, łamie struktury, co w dużej mierze jest spowodowane pokręconą rytmiką. Dominują wiraże wszelkich zawiłości, co dla niektórych może stanowić barierę nie do przejścia. To swego rodzaju kwintesencja gatunku głęboko osadzona w klasyce, ale przecież to nie powinno nikogo dziwić skoro w zespole udzielają się starzy wyjadacze, którzy ewidentnie mają niespożytkowane pokłady energii i to robi wrażenie.
Uwagę przykuwa też mroczna okładka utrzymana w apokaliptyczno – majestatycznym tonie (osobiście przywołuje mi na myśl jedną z okładek HOUR OF PENANCE). Obraz wprowadza poważną atmosferę pozbawioną oznak radości, co ma też swoje odzwierciedlenie w samej muzyce jak również tekstach. Te również utrzymane są w poważnym tonie, gdzie daje się wyczuć bunt, opozycyjne nastawienie do pewnych wartości, kult jednostki oraz negację norm religijnych. Nie wiem czy można to nazwać manifestem siły – pewnie każdy z osobna dojdzie do własnych wniosków. Jeżeli chodzi o formę wydania, robi ona jak najbardziej pozytywne wrażenie i choć dołączona książeczka nie rozpieszcza graficznie (w środku zawiera ciekawy wizerunek prawdopodobnie śmierci), to całość prezentuje się schludnie, klarownie. Zabrakło jedynie zdjęcia członków zespołu, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Należy jednak wziąć pod uwagę, że sama muzyka rekompensuje jakiekolwiek niedobory, chociaż nie wiem czy w przypadku tegoż wydawnictwa coś takiego w ogóle występuje.
Dlatego jeżeli ktoś gustuje w amerykańskim, ekstremalno – technicznym death metalu w klasycznym wydaniu, a dodatkowo bliska mu jest twórczość takich zespołów jak chociażby MORBID ANGEL, IMMOLATION, ANGELCORPSE, SUFFOCATION, VADER, ten bez wahania powinien sięgnąć po wysoce energetyczny debiut MALEFIC THRONE. Nie jest to co prawda muzyka chwytliwa, łatwa w odbiorze, ale jak przystało na rasowy death metal, nie ma tu mowy o taryfie ulgowej. „The Conquering Darkness” od początku do końca miażdży – to muzyczny pokaz niszczącej siły w naprawdę dojrzałym wydaniu i to przy zachowaniu tradycyjnym wzorców. Bardzo solidny materiał; metalowa moc i kunszt w jednym – mam nadzieję, że doczekamy się kontynuacji.
8/10
Marcin Magiera



















































