1 A life’s work Pt.1 (1:17)
2 A life’s work Pt.2 (3:24)
3 A life’s work Pt.3 (2:28)
4 A life’s work Pt.4 (17:09)
5 Headlines (9:30)
6 Endless ocean (3:12)
7 Slightly mad (9:48)
8 Tired (15:22)
9 In Memoriam (8:40)
Rok wydania: 2011
Wydawca: Progress Records
http://www.myspace.com/magicpiehome
Do sięgnięcia po najnowsze wydawnictwo Norwegów z Magic Pie zachęca już
sama ciekawa, dość klimatyczna okładka (w środku książeczki tego typu
grafik jest więcej). Wkładamy płytę do odtwarzacza, wciskamy play i
zaczyna się prawdziwa uczta dla uszu. O tak, album „The Suffering Joy”
to nie lada gratka dla koneserów progresywnego grania. Płyta dla osób,
które lubują się w dźwiękach, które nie sposób ogarnąć od pierwszego
przesłuchania. Wydaje się, że najlepiej mogą się w tym odnaleźć fani
grup pokroju Transatlantic czy The Flower Kings. Ta płyta wręcz
onieśmiela słuchacza mnogością pomysłów, które rozwijają się, zapętlają,
krzyżują, wykonują nagłe zwroty a jednocześnie pełne są dobrych
melodii. Nagrać płytę skomplikowaną do granic absurdu dla takich
wirtuozów jak muzycy Magic Pie zapewne nie byłoby problemem. Oni
postanowili jednak stworzyć materiał, który zawierając wszystkie
najlepsze cechy progresywnej sztuki i będąc wymagającym posiada
wszystkie zalety krążka, którego się po prostu wyśmienicie słucha.
Rewelacyjne chórki (chwilami przywodzące na myśl Shadow Gallery) czy
pojawiające się partie kobiece (tu dla odmiany kłania się Kaipa) to
jedne z wielu zalet płyty. Fragmenty instrumentalne odkrywają swoje
ukryte walory za każdym kolejnym przesłuchaniem a gracja z jaką
instrumentaliści wygrywają kolejne dźwięki, w połączeniu z ich
nieprzeciętnymi umiejętnościami wzbudza szacunek (zawsze się w takich
przypadkach zastanawiam jak oni to grają na koncertach). Klawisze toczą
boje z gitarami, perkusja nabija połamane rytmy (chwilami zespół ociera
się wręcz o prog metal) a nad wszystkim króluje rewelacyjny głos
wokalisty (kurcze, znów mam pewne skojarzenie, tym razem z… Brucem
Dickinsonem – niektóre dźwięki obydwaj panowie wydobywają ze swych
gardeł w niemal identyczny sposób).
„The Suffering Joy” to bardzo udana pozycja i proponuję zwrócić na nią
baczną uwagę aby w natłoku wydawnictw, które będą miały premierę w tym
roku, nikomu nie umknęła. Zabawa dźwiękami to niełatwa forma ekspresji
(zapewne każdy kto ma pierwszy raz w dłoni jakiś instrument wie co mam
na myśli). Szanujmy więc i doceniajmy takie zespoły jak Magic Pie,
którzy tworząc nieco z boku sceny i bez spektakularnych sukcesów
nagrywają muzykę przez duże „M”!!
9/10
Piotr Michalski


















































