1. Off The Grid
2. Me, Myself
3. Broken Man
4. Torn
5. Here And Now
6. The Ones
7. Wrath
8. Chosen Ones
9. Origin
Rok wydania: 2014
Wydawca: Made Of Hate / Fonografika
http://www.madeofhate.net
Biorę płytę w dłonie, badam, oglądam i co widzę? Okładka biedna niczym
telewizyjna reklama pewnego towarzystwa ubezpieczeniowego z pewnym
muskularnym panem w roli głównej. Na zdjęciach widzę wypacykowaną ekipę w
towarzystwie wampirycznej, wydekoltowanej niewiasty (widać, że to
Warszawa – bez obrazy). Pierwsze skojarzenia ciągną w kierunku
następującej myśli – o co w tym wszystkim do cholery chodzi?! Czuję się
lekko skonfundowany dzierżonym w dłoniach wydawnictwem, ale nic to…
pora na dźwięki! W końcu nie taki straszny diabeł jak go malują, a jak
będzie tym razem?
Jest dokładnie tak jak głosi powyższe przysłowie. Na całe szczęście już
pierwsze takty szybko gruzują graficzną oprawę i ambiwalentny image
zdjęciowy. Ciężkie dźwięki, wydobywające się z głośników od razu budzą
jak najlepsze wrażenie, należycie rekompensując wizualne anomalie. Nośne
kompozycje o tłustym brzmieniu emanują energią i żywiołowym podejściem
do tematu. Jest ciężko, gęsto, nowocześnie i co ważne melodyjnie, czego
najlepszym przykładem jest choćby wciągający „Torn” czy też „Chosen
Ones”. Made Of Hate umiejętnie eksploruje stylistyczne rejony znamienne
dla skandynawskiej sceny melodyjnego death metalu. Stąd też porównania
wobec takich grup jak In Flames, Soilwork czy Scar Symmetry nie powinny
nikogo urazić. „Out Of Hate” emanuje podobną energią oraz klimatem,
który gości wśród szwedzkich reprezentantów tego gatunku. Zaskakuje
fakt, że nasi rodacy w tej dziedzinie radzą sobie wyśmienicie i to
cieszy!
Muzycznie i wykonawczo wydawnictwo nie budzi zastrzeżeń, może za
wyjątkiem zbyt syntetycznego brzmienia bębnów, co najbardziej doskwiera
przy okazji wykonywanych przejść po tomach np. we wstępie „Broken Man”.
Poza tym całość stoi na wysokim poziomie i to nie tylko w aspekcie samej
produkcji. Również kompozycje, zawarte w nich pomysły są przemyślane i
dopracowane. Wszystko cyka jak w zegarku, czego zasługą jest stabilna,
punktująca sekcja rytmiczna. Dobre wrażenie robią linie melodyczne
gitar, które co pewien czas sypną chwytliwym riffem, tudzież pojawi się
rozsądna solówka. Te w połączeniu
z nośnymi, spokojniej zaśpiewanymi refrenami potrafią na dłużej
zakotwiczyć w świadomości, co również stanowi spory atut. Oprócz tego
Warszawiacy wiedzą kiedy dołożyć do pieca, a kiedy zwolnić – dbają o to
by poszczególne utwory nie zlepiły się w jedną zbitą maź. To też
pozytywnie wpływa na ogólny odbiór, który w tym przypadku nie stanowi
większego problemu (jak to mówią, wchodzi bez popity). Może nie jest
zbytnio oryginalnie, ale za to fachowo i dojrzale!
Nowa, już trzecia płyta stołecznego Made Of Hate robi jak najlepsze
wrażenie. Pomijając graficzne (nienajlepsze) doznania, reszta to kawał
porządnego metalowego rzemiosła. Sympatycy skandynawskiego death metalu w
nowoczesno – melodyjnym wydaniu powinni być w pełni usatysfakcjonowani.
Płyta z całą pewnością zasługuje na uwagę!
8/10
Marcin Magiera

















































