LUXTORPEDA – 2016 – MYWASWYNAS

LUXTORPEDA - 2016 - MYWASWYNAS

1. Pozdrawiamy
2. Zerwali sieć
3. Jak husaria
4. Księgowy
5. Silnalina
6. MYWASWYNAS
7. Siódme
8. Mazanic
9. Iglo
10. Dziury po ospie
11. Imago

Rok wydania: 2016
Wydawca: Universal
http://luxtorpeda.net/


W latach 70. wydawanie albumów w krótkim odstępie czasu było czymś zupełnie normalnym, nikogo to nie dziwiło. Obecnie taka formuła powoduje zapalenie się „czerwonej lampki”. Czy to przypadkiem nie za szybko? Czy nie da o sobie znać zmęczenie materiału? W przypadku Luxtorpedy takie znaki zapytania mogły się pojawić. Przecież „MYWASWYNAS” to czwarta płyta w przeciągu pięciu lat. Jednak bez obaw. Syndrom wypalenia – na szczęście – ich nie dopadł.

Po prostu wiedzieli jak go uniknąć. W końcu mamy do czynienia z doświadczonymi muzykami, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Recepta była bardzo prosta: nie można stać w miejscu. Oczywiście najważniejsze elementy stylu pozostały na swoim miejscu. Charakterystyczne riffy Litzy i Drężmaka, zaangażowane teksty, którym daleko do banału (chyba nikomu opisywanie rzeczywistości nie wychodzi tak dobrze i tak przekonująco), wspaniale uzupełniający się duet wokalny (połączenie krzyku i deklamacji to znak rozpoznawczy i największa siła Luxów). Rewolucji nie doświadczymy, pomimo zapowiedzi w wywiadach, że tym albumem chcą się odciąć od „klasycznego” brzmienia. Z drugiej jednak strony nowe podejścia aranżacyjne są również słyszalne, a „smaczki” będziemy odkrywać z każdym kolejnym przesłuchaniem. Brak więc powtórki z rozrywki i odcinania kuponów.

Najpierw zajmijmy się zaskoczeniami. „MYWASWYNAS” zagrzewający do walki, pełniący rolę tzw. „skitu”, czyli przerywnika pomiędzy utworami (nic dziwnego, że był to pomysł Hansa, hiphopowca z krwi i kości), do którego zaangażowano chór złożony z fanów zespołu. Na Woodstocku z pewnością zabrzmi to potężnie. Podobnie jak przebojowa „Silnalina” z refrenem idealnie skrojonym na wszelkiego rodzaju koncerty. Następna w kolejności „Jak husaria” brzmi dość… progresywnie i podnosi na duchu (patrz: tekst). „Siódme” to z kolei flirt z kalifornijskim brzmieniem. Fajnie, że kombinują, ale akurat ten numer wydaje się być najsłabszym ogniwem na albumie. Co innego końcówka: „Dziury po ospie” oraz „Imago to utwory potwierdzające, że zespół eksploatuje nowe muzyczne rejony. W obu przypadkach jest miejsce na delikatną zwrotkę, mocarny refren, zmiany tempa i nieprzewidywalność. Jeszcze większe wrażenie robi wersja instrumentalna tego drugiego, którą znajdziemy na dodatkowym dysku. Dodano tu smyczki oraz solówkę Marcina Pospieszalskiego. Luxtorpeda stawia także na sprawdzone patenty. Lekko thrashowe „Pozdrawiamy!” czy rage’owe „Zerwali sieć” przykładami pierwszymi z brzegu. W tym drugim warto zwrócić uwagę na zabawę metrum oraz moment, kiedy Krzyżyk okłada bębny z całej siły, a Litza śpiewa fragment, który najbardziej zapadł mi w pamięć: „Z ciemności wyrwany do światła leć/wyrwani z otchłani zerwali sieć”. Jest jeszcze „Mazanic”, gdzie z przyjemnością odnotowuje wpływ Josha Homme’a. Wszystko brzmi klarownie. Za mastering odpowiada Howie Weinberg. Tak, ten sam, który w przeszłości współpracował z takimi markami, jak Rammstein, Pantera czy Smashing Pumpkins. Klasa światowa, jednym słowem.

Nie wiem jak oni to robią, że przy takim tempie pracy, nie dostają zadyszki i wciąż potrafią zmajstrować dobry album. Zważywszy na ilość koncertów oraz liczbę projektów, w które zaangażowany jest Litza, to musi budzić podziw. Luxtorpeda wciąż pędzi i – z pewnością – w żadnym wypadku nie zamierza się szybko zatrzymać. A słuchacze po raz kolejny chętnie do tego pociągu wsiądą. Dobra passa wciąż trwa.

8/10

Szymon Bijak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *