1. Prebirth
2. The new beginning
3. Out on a limb
4. Summerland
5. Lunatic soul
6. Where the darkness is deepest
7. Near life experience
8. Adrift
9. The final truth
10. Waiting for the dawn
Rok wydania: 2008
Wydawca: Mystic Production
O tej płycie mówiło się już od jakiegoś czasu. Mariusz Duda jeden z
filarów naszej eksportowej gwiazdy, progresywnego grania – Riverside,
wraz z grupą znamienitych muzyków, nagrywał album, który według
zapowiedzi prezentował się niezwykle intrygująco. Na dzień dzisiejszy
można powiedzieć, iż słowo ciałem się stało a pięknie wydany przez
Mystic Production digipack jest już do kupienia w większości sklepów z
płytami CD.
Jaki jest Lunatic Soul? Jest jak bezchmurna noc: mroczny i
przytłaczający a jednocześnie niezwykle piękny. Tu nie ma miejsca na
chwile słabości, to jedna z tych płyt, które wciągają słuchacza z każdym
kolejnym przesłuchaniem, i nie pozwalają się od siebie oderwać. Mogę
zaryzykować stwierdzenie, iż Lunatic Soul swoim klimatem i atmosferą
porwał mnie zdecydowanie bardziej niż ostatni krążek macierzystej
formacji Mariusza. Już od pierwszych dźwięków niepokojącego i mrocznego
intro czułem, że szykuje się dźwiękowa podróż. Podróż, którą będę chciał
powtarzać wielokrotnie. W podszytym orientalną nutką (zresztą to nie
jedyny taki fragment na tej płycie) „The new beginning” uwagę zwraca
ciekawa rytmika, niesamowite partie fletu i przede wszystkim to potężne,
przytłaczające basowe tło. W kolejnym (chyba najbardziej
Riverside’owym) „Out on a limb” słyszymy lekko przesterowany wokal
Mariusza. Dużo tu delikatnych akustycznych gitar, a mniej więcej od
drugiej minuty za sprawą melodii i charakterystycznej rytmiki po raz
kolejny możemy poczuć klimat orientu. Niezwykle przekonująco wypada
„Summerland”, które swoim pogrzebowo deszczowym klimatem idealnie
wpasowuje się w jesienne wieczory. Jest to bardzo nastrojowa i
klimatyczna kompozycja, która pod koniec nabiera patetyzmu i swego
rodzaju podniosłej atmosfery. Utwór tytułowy – „Lunatic Soul”, bez
cienia wątpliwości powinien przypaść do gustu fanom „Again” grupy
Archive. Podobny nastrój i feeling, do tego z każdą sekundą trwania
nabiera on mocy i potęgi – przepiękny, delikatny i nastrojowy utwór.
Kompozycje 6 i 7 to dwie instrumentalne propozycje Pierwsza – „Where the
darkness is deepest” niezwykle przytłaczająca i wywołująca niemal
klaustrofobiczne myśli, głównie za sprawą sugestywnych partii basu i
mrocznego klawiszowego tła. Druga to (no, może nie do końca wyłącznie
instrumentalna) „Near life experience” z ciekawym rytmem i intrygującymi
partiami pianina oraz harmonijki. „Adrift” to obok „Out on a limb”,
kolejna kompozycja, która z powodzeniem mogłaby się znaleźć na płycie
bądź maksisinglu Riverside. Mariusz popisuje się tu niezwykle ciekawymi
partiami basu a intrygująca melodia stawiają ten utwór w gronie
najmocniejszych punktów krążka. Zwolennicy ciepłego brzmienia Hammondów
powinni czuć się usatysfakcjonowani wysłuchawszy „The final truth”. To
jeden z tych świdrujących umysł utworów, w których instrumenty
perkusyjne odgrywają niezwykle istotną rolę. Nastrojowy początek i
podniosłe, filmowe zakończenie nie pozwalają o sobie zapomnieć. Nie
można też nie wspomnieć o ciekawej linii melodycznej, a głos wokalisty
wspaniale uzupełnia się z warstwą instrumentalną. Debiutancki krążek
Lunatic Soul zamyka – „Waiting for the dawn”, akustyczny, wzbogacony
dźwiękami fletu przeobrażający się w utwór niczym soundtrack do sennego
koszmaru, który nagle się urywa…i to już koniec???
Muszę stwierdzić, że „Lunatic Soul” zrobił na mnie ogromne wrażenie.
Dźwięki wypełniające ten krążek przemawiają do mnie w całej
rozciągłości. To piękna, delikatna, niepokojąca i podniosła muzyka.
Wspaniale się tego słucha, gdy słońce już zajdzie, a oniryczne i
stosunkowo ascetyczne dźwięki docierają do słuchacza. Brawo, brawo,
brawo – mam nadzieję, ze to nie jest jednorazowy projekt, gdyż utworów
pokroju „The final truth” mógłbym słuchać bez końca.
9,5/10
Piotr Michalski



















































