LUKATHER, STEVE – 2010 – All’s Well That Ends Well

LUKATHER, STEVE - 2010 - All's Well That Ends Well

1. Darkness In My World
2. On My Way Home
3. Can’t Look Back
4. Don’t Say It’s Over
5. Flash In The Pan
6. Watching The World
7. You’ll Remember
8. Brodie’s
9. Tumescent

Rok wydania: 2010
Wydawca: Mascot Records
http://www.myspace.com/stevelukatheronline


Pewnie większości z Was Steve’a Lukathera przedstawiać nie trzeba bliżej. Może jednak dla pozostałych w telegraficznym skrócie: amerykański gitarzysta, wokalista, aranżer i producent, współzałożyciel, gitarzysta i wokalista grupy Toto, doskonały muzyk sesyjny (brał udział w nagraniu blisko 800 płyt), mało kto pewnie wie, że wspomagał sesyjnie między innymi Michaela Jacksona przy nagrywaniu „Beat It” i „Human Nature”, Dona Hanley’a, Lonela Richie, Richarda Marxa a także wielu, wielu innych z Arethą Franklin włącznie. Jako ciekawostkę podam jeszcze tylko, że jako jedyny muzyk grupy Toto zagrał na wszystkich ich koncertach. Lukather będąc jeszcze muzykiem grupy wydał solowo 4 płyty: ”Lukather” w roku 1989, „Candyman” w roku 1994, „Luke” w roku 1997 oraz „Sentimental” w roku 2003.Po rozpadzie grupy jako jedyny z muzyków nie wziął sobie urlopu ale wręcz przeciwnie. Zakasał mocno rękawy czego efektem była wydana w 2008 roku „Ever Changing Times”- bardzo fajna i dość mocna w brzmieniu płyta, oraz wydana świeżo, w 2010 roku „All’s Well That End’s Well”. W nagraniu tej płyty oprócz Lukathera (który na płycie oprócz gitary zajął się także wokalem) udział wzięli także klawiszowiec i wokalista CJ Vanston, klawiszowiec Steve Weingart, basista Carlitos Del Puerto, perkusista Eric Valentine, drugi perkusista Lenny Castro, gitarzysta Trev Lukather oraz wokalistka Tina Lukather.
Początek może trochę zmylić i odstraszyć sympatyków ciężkiego grania Lukathera. Zamiast mocnego riffu gitarowego wprowadza nas w ten album spokojny i bardzo subtelny dźwięk klawiszy. Dopiero po około dwóch minutach klimat zmienia się w bogatą w brzmieniu balladę w stylu do złudzenia przypominającą to co tworzył Lukather wraz z Toto. Zresztą nie ma co ukrywać. Na całej płycie nie brakuje klawiszowych przestrzeni rodem z macierzystej formacji muzyka. Jest to chyba jeden z najbardziej spokojnych albumów Steve’a. Być może wpływ na to miały niedawne przejścia muzyka. Śmierć matki, rozstanie się z żoną, to wszystko sprawiło, że ta płyta to niejako rozliczenie się muzyka ze swoim życiem. To bardzo osobisty album w sferze tekstów. Być może dlatego też właśnie Lukather do współpracy przy tworzeniu „All’s Well That Ends Well” zaprosił swojego syna Treva i córkę Tinę. Natomiast jeżeli chodzi o warstwę muzyczną to już „Lukatherowska” swojskość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Całość utrzymana w takim kalifornijskim, mocnym klimacie z kawałkami funk-rockowymi, nie brakuje hardrockowego kopa, lekkich wycieczek w stronę jazzu ale i sympatycy cukierkowych pościelówek też znajdą tu coś dla siebie. Przyjemne partie wokalne, sporo klawiszowych ozdobników, mocno przodująca we wszystkich utworach gitara ze zgrabną linią melodyczną. Bardzo fajna to płyta. Tak. Myślę, że fajna to najbardziej odpowiednie słowo. Dziewięć utworów na których Lukather pokazuje swój fach i doskonały warsztat zarówno jako muzyk ale również jako aranżer i wokalista. I jest to fach na najwyższym poziomie.

9/10

Irek Dudziński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *