LOST OPERA – 2016 – Hidden Sides

LOST OPERA - 2016 - Hidden Sides

1. The Inquisitor
2. Today I Cry
3. Follow the Signs
4. Rage
5. Betrayal
6. The Lonely Owl
7. The Sinner
8. May I?
9. So Wrong
10. O.P.S
11. My Silent Hill
12. The Weight of the Cross

Rok wydania: 2016
Wydawca: Wavelength Records
www.lostopera.com/


Kiedy całkiem niedawno w biurze podszedł do mnie redakcyjny kolega i zapytał „co mam fajnego”, bez wahania ze sporej ilości płyt wybrałem nowy album grupy LOST OPERA. Z kolei kiedy jak najszybciej chciałem zareklamować „Hidden Sides” opisałem ją porównaniem do zespołu CLOUDSCAPE, gdyby dodać tam nieco growli. I chyba to dość trafne porównanie – będę się go więc trzymał.

Francuzi uprawiają bowiem progmetal z powerowym zabarwieniem i akcentami symfonicznymi. W klawiszach nie zabrakło szczypty elektroniki, która wraz z bardziej brutalnym głosem sprawia wrażenie produkcji bardziej nowoczesnej. Jednak zarówno elementy klawiszy, jak i growle nie dominują muzyki na tyle aby przeważyć szalę i spróbować zaklasyfikować muzykę grupy do podkategorii. Myślę, że spora zasługa w porządnym i klarownym brzmieniu albumu, w osobie producenta. Fanom gatunku nie trzeba przedstawiać Jacoba Hansena, a nazwisko to jest właściwie gwarantem dobrej produkcji progmetalowej płyty.

Otrzymujemy więc dwanaście spójnych utworów podszytych dekadencką nieco melancholią. Wszystko oparte jest na dynamicznych riffach niejednokrotnie połamanej rytmice, ale i melodii, która za sprawą klawiszowego tła czy solówki dodaje całości nieco ogłady. Wokalnie także uświadczymy nieco odmian, bo generalnie przyznać trzeba że wokalista prezentuje wysokie partie z chrypką w dołach, ale też bywa że zapędzi się w bardziej nosową manierę. Śpiew operowy czy damskie wokalizy to tu właściwie dodatki, ale takie które dodają całości smaku. Tak jak sample z odgłosami burzy, orkiestracje czy organy kościelne, wszystko to dodaje nieco teatralności – ale ponownie absolutnie bez dominacji.

To właśnie podoba mi się w płycie LOST OPERA. Umiar. Wprawdzie potrafią wykorzystać różnorakie środki wyrazu, ale wolą je zaakcentować niż wyeksploatować. Wrażenie dbałości o szczegóły potęguje ładnie zaprojektowany digipack, gdzie okładka płyty, jest post-apokaliptyczną wizją obrazu zdobiącego tył wydawnictwa. Całość zgrabnie się składa w jedną z fajniejszych francuskich produkcji jakie dane było mi słuchać może nawet w całym mijającym roku.

8/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *