01. Uninvited
02. Good Old Days
03. What Went Wrong
04. Vulnerable
05. World On Fire
06. Fallen Tree
07. Toxic
08. The Kids Are Not All Right
09. Nobody
10. May You All Live In Fascinating Times
Rok wydania: 2019
Wydawca: Universal Music Polska
https://lionshepherd.net
Czy połączenie naturalnych emocji, wysublimowanego nastroju, rockowej
szlachetności z delikatnością brzmień na polskiej scenie jest w ogóle
możliwe? Biorąc pod uwagę bezmiar pompowanej zewsząd płytkości,
infantylnych melodii, wydaje się to raczej mało prawdopodobne i tu Was
zaskoczę. LION SHEPHERD – ten zespół zdaje się wyłamywać wszechobecnym
(często niskim) standardom. Osoby sympatyzujące z twórczością
Warszawiaków wiedzą, o czym mowa, a reszta? Zwolennicy muzycznych wrażeń
z wyższej półki bezsprzecznie powinni baczniej przyjrzeć się (albo
przysłuchać) temu, co przygotowali tym razem twórcy „Heat”.
Główni sprawcy zajścia, Haidar/Owczarek na początku bieżącego roku
powrócili z trzecim krążkiem, a ten z reguły jest uważany za przełomowy
(żeby nie być gołosłownym przytoczę kilka tytułów – trochę z innej bajki
– może ktoś kojarzy: „Master of Puppets”, „Rust in Peace”, „Reign in
Blood”). W przypadku LION SHEPHERD, premierowe dokonanie również odgrywa
istotną rolę. Być może za wcześnie o tym mówić, ale w moim odczuciu
jest to najlepsza rzecz, jaką stworzył ten zespół do tej pory. Słychać,
że jest to materiał, w który włożono wiele siły, emocji, gdzie muzyka
nie jest tylko i wyłącznie konfiguracją dźwięków, ale niesie ze sobą coś
więcej. Mam tu na myśli pewne uduchowienie, osobisty pierwiastek. I
może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że „III” to taka bolesna piguła
odwzajemniająca obecne realia, osobiste odczucia i przemyślenia. W tym
przeświadczeniu utwierdzają przede wszystkim poszczególne teksty, a te w
wyjątkowy sposób mają swoje naturalne odbicie w warstwie muzycznej. Nie
jest to nowość w przypadku tej grupy, ale tym razem ta sztuka została
jeszcze wyraźniej rozwinięta. Jednak nie tylko w tej materii dokonał się
progres – z płyty na płytę zespół ewoluuje, nabiera kolorów,
dojrzałości i tego nie sposób nie poczuć. Tym razem jaskrawości i
charakteru dodał nowy nabytek, czyli perkusista Maciej Gołyźniak. Jego
osoba, styl gry, nadały muzyce LION SHEPHERD innego oblicza. Muzyka
stała się żywsza, głębsza, a przy tym bardziej lotna, jeżeli ktoś
rozumie, o co mi chodzi (śmiech). Album jest spójny, choć zdarzają się
pewne odskocznie stylistyczne, momenty rockowszego uniesienia. Ma to
miejsce chociażby przy okazji zmiennego „Vulnerable”, w którym pojawia
się dość „łobuzerski” riff. Przy okazji tegoż kawałka występują
instrumentalne improwizacje i nie jest to odosobniony przypadek, bo tego
typu rozwiązania pojawiają się także w innych numerach, m.in. „World On
Fire” z drapieżną solówką i agresywnymi wstawkami wokalnymi czy też
„Toxic” o atmosferycznym zwieńczeniu. Jeżeli już mowa a partiach gitar,
szczególnie partie solowe przywołują na myśl dokonania kultowego PINK
FLOYD. W tej materii nie ma też pośpiechu, ponaglania, stąd Mateusz
Owczarek umyka sztywnym ramom czasowym (takie przynajmniej można odnieść
wrażenie).
Tradycyjnie nie brakuje orientalnych ornamentacji, ale tym razem są one
jakby bardziej zespolone/wtopione w cały zamysł twórczy. Chodzi też o
to, że pozostają one w idealnej symbiozie z muzycznym wizerunkiem,
artystycznym kierunkiem. Stanowią też nieodzowny element stylu LION
SHEPHERD, przez co grupie udało się wypracować unikatowy i na pewno
rozpoznawalny styl. Na „III” nie brakuje świetnych melodii, zapadających
w pamięć motywów, o czym najlepiej przekonują takie kompozycje jak
teledyskowy „What Went Wrong”, którego klimat oraz pomysł potwierdzają
klasę zespołu; etnicznie przyozdobiony „Uninvited” czy też atmosferyczny
„Nobody”, który pod pewnymi względami przywołuje na myśl styl
amerykańskiej formacji DAVE MATTHEWS BAND.
Oprócz nietuzinkowej muzyki oraz ideowej subtelności kompozytorskiej,
„III” przykuwa uwagę formą wydania. Postawiono na prostotę,
kolorystyczną ostrzegawczość – chodzi o dominującą czerwień, w której
tonie tekturowy digipack opatrzony zakamuflowanymi (po części zdjęciami
załogi LION SHEPHERD). Do niego na stałe przytwierdzono książeczkę z
tekstami oraz fotografiami zespołu (zarówno zespołowymi jak i
pojedynczymi). Całość została profesjonalnie i pomysłowo zaprojektowana.
Wizualnie nowe dokonanie Warszawiaków prezentuje się przejrzyście,
gustownie. Widać, że część graficzna została potraktowana poważnie,
stanowiąc istotny element wydawnictwa. Tak naprawdę każda składowa „III”
jest równie istotny i pewnie dlatego „trójeczka” Warszawiaków jest tak
wyjątkowa. Czuć, że w przygotowanie tego materiału włożono wiele
wysiłku, emocji i czasu.
Nie wiem czy jakiekolwiek słowa są w stanie oddać ducha „III”. Tego
materiału po prostu trzeba posłuchać, skontemplować. W upewnieniu o
wyjątkowości zawartości premierowego krążka na pewno pomoże jego
konfrontacja na żywo – osobiście miałem okazję tego doświadczyć, stąd
wiem jak jest. LION SHEPHERD pnie się w górę, z płyty na płytę, progres
jest zauważalny. Czy zespół osiągnął swoje apogeum? Szczerze wątpię;
myślę, że na razie nie ma o tym mowy i w niedalekiej przyszłości możemy
oczekiwać kolejnej porcji nietuzinkowych nut przesiąkniętych osobistymi
doznaniami w nieskazitelnym wydaniu.
9/10
Marcin Magiera




















































