LINA & JULES MAXWELL – 2025 – Terra Mae

01 Arde Sem Se Ver (Follow The Dove)
02 Não Deixei De Ser Quem Sou (The Person I Always Was)
03 Terra Mãe (Mother Earth)
04 Entre O Ser E O Estar (Wishful Thinking)
05 Milagres (Miracles)
06 Requiem
07 A Flor Da Romã (Cherry Blossom)
08 Falcão Na Corda Bamba (Hawk On A High Wire)
09 When Are They Coming

Rok wydania: 2025
Wydawca: Atlantic Curve


Jules Maxwell to irlandzki kompozytor i instrumentalista, którego kariera nabrała tempa z chwilą dołączenia do składu grupy Dead Can Dance. Od kilkunastu lat wspiera legendarną formację jako klawiszowiec podczas koncertów. W sesjach nagraniowych nie uczestniczy, stąd na próżno szukać nazwiska Maxwella na którymkolwiek studyjnym albumie zespołu pod kierunkiem Brendana Perry’ego i Lisy Gerrard. Swoje ambicje realizuje więc jako twórca muzyki do spektakli teatralnych, filmów a nawet opery. Ma na koncie kilka albumów solowych. Najbardziej zasłynął jednak jako pomysłodawca unikatowych duetów.

Zza kurtyny anonimowości wyłonił się w 2021 roku po wydaniu płyty „Burn”. Ten artystyczny owoc współpracy Maxwella z wokalistką Dead Can Dance – Lisą Gerrard – okazał się prawdziwym przełomem. Z jednej strony udowodnił ogromny talent kompozytorski Julesa, z drugiej pozwolił Lisie pokazać się w klimatach odmiennych od twórczości macierzystej grupy. Aczkolwiek nie do końca. Jej charakterystyczny styl wokalny nierozerwalnie kojarzy się z brzmieniem Dead Can Dance. Różnica polegała na zaakcentowaniu innych środków wyrazu, zwłaszcza wyeksponowaniu elektroniki, czego w sztuce uprawianej przez Gerrard dotychczas nie spotykaliśmy.

Kolejnym krokiem na ścieżce twórczej pana Maxwella jest opublikowany tuż przed wakacjami Anno Domini 2025 album „Terra Mae”. Tym razem firmuje go duet Lina & Jules Maxwell. Zamiast bowiem pójść za ciosem i stworzyć następną płytę z udziałem koleżanki z Dead Can Dance, kompozytor postanowił zapuścić się w inne rejony muzyczne. Na jego nowej płycie pojawia się zatem Lina Cardoso Rodrigues – portugalska (aczkolwiek urodzona w Niemczech) wokalistka specjalizująca się w gatunku Fado. Wspólna płyta, której tytuł oznacza w tłumaczeniu „Matka Ziemia” jest zatem zderzeniem wpływów folkloru irlandzkiego i portugalskiego, przefiltrowanego jeszcze przez współczesny pop. Bardzo egzotyczna mikstura.

Efekt tej niecodziennej kolaboracji okazuje się niestety dziełem mocno nierównym. Jules Maxwell podjął próbę połączenia ze sobą zbyt wielu nieprzystających wzajemnie dźwięków. Eksperyment udał się połowicznie. Kompozycje nacechowane głębokimi emocjami sąsiadują z utworami zdradzającymi ciągoty do płytkiej przebojowości. Czasem wręcz ocierają się o banał. Trochę za dużo przypraw w jednej potrawie.

Płytę otwiera urzekająca pieśń „Arde Sem Se Ver (Follow The Dove)”. Paradoksalnie, najlepszą kompozycję w tym zestawie dostajemy już na samym początku. To zresztą jedyny tutaj udany przykład pogodzenia komercji ze sztuką. Zapadająca w pamięć melodia podkreślona została nowoczesną elektroniką i delikatną partią gitary. Dźwięczny głos Liny pięknie unosi się nad lirycznym podkładem dźwiękowym. Gdyby reszta albumu utrzymana była w podobnym tonie – dostalibyśmy arcydzieło. Niestety, potem jest już różnie.

Não Deixei De Ser Quem Sou (The Person I Always Was)” to przesłodzona ballada, którą poleciłbym bywalcom potańcówek w kurortach zdrojowych bądź fanom twórczości grecko-polskiej piosenkarki Eleni. Dla kontrastu pojawia się następnie tytułowy „Terra Mãe (Mother Earth)”. Ów delikatny utwór nawiązuje klimatem do okresu współpracy Maxwella z Lisą Gerrard. Jest poetycki, zmysłowy i przytłaczający mistycyzmem właściwym dla krążka „Burn”. Z zadumy brutalnie wybudza nas więc „Entre O Ser E O Estar (Wishful Thinking)”. Ocieka lukrem i niewiele ponad to. Radiowe ambicje kompozytora ujawniają się też w nieomal tanecznym „Milagres (Miracles)”. Powrót do kontemplacji przychodzi wraz z „Requiem” – uduchowioną pieśnią zdradzającą związki autora z grupą Dead Can Dance. Nawet Lina próbuje w nim dopasować się wokalnie do swej słynnej poprzedniczki.

Z nieba wracamy na ziemię. „A Flor Da Romã (Cherry Blossom)” to następna próba pożenienia portugalskiego bluesa z senioralnym pop music. Od całkowitej katastrofy ratuje ten song piękna koda fortepianowa w duchu Chopina. Schemat przeplatania profanum i sacrum obowiązuje do samego końca. Przychodzi więc czas na „Falcão Na Corda Bamba (Hawk On A High Wire)”. Podniosły hymn na modłę Leonarda Cohena okazuje się być drugą najlepszą kompozycją tego zbioru. Jego dopełnienie stanowi „When Are They Coming”, delikatna fortepianowa miniatura przynosząca ukojenie na finał. Jedyny raz Lina sięga tu do liryki anglojęzycznej.

„Terra Mae” prawdopodobnie spotka się z życzliwym przyjęciem ze strony fanów dotychczasowej twórczości Liny Cardoso Rodrigues. Sympatycy duetu Gerrard/Maxwell raczej poczują się nieco zaskoczeni nową propozycją kompozytora. Ortodoksyjni wyznawcy Dead Can Dance mogą zaś omijać ów krążek szerokim łukiem.

7/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *