1. Deathproof (Charger vs Challenger)
2. One Time, Two Times
3. Headin’ For Disaster
4. Open Up, Chris
5. Her Rose’s Flavour
6. Trucker Song
7. The Road
8. The Streets Of Will
9. The Warmth
10. F.H.T.W.
Rok wydania: 2011
Wydawca: Metal Mind
http://www.myspace.com/leasheye
Odnoszę wrażenie, że nowy album LeashEye, to po prostu cięższy i
(momentami) walcowaty hard rock. Łatka zespołu southernowego, który w
moim mniemaniu przylgnęła do warszawiaków za sprawą debiutu, zblakła,
lub powoli została odpruta, jeśli ktoś wolałby konsekwentne porównania.
Cieszy, że zespół ewoluuje. Teksty na całym albumie są w języku
angielskim. A w nich wiele humoru luzu i beztroski. W instrumentarium na
stałe wkradły się klawisze, głównie w postaci hammondów, ale ich
obecność robi pieronujące wrażenie najbardziej kiedy pojawiają się w
postaci szybkich partii pianin.
Leash Eye w dalszym ciągu stawia na ciężkie riffy, a kawałki oscylują
raczej w średnich tempach, co sprzyja myślom, że mamy do czynienia z
ciężką muzyką. Wbrew pozorom jednak to nie jedyny atut. Na V.I.D.I.
liczy się nie tylko motoryka, ale dobre melodie i wyczesane solówki.
Świetnym zabiegiem było też zaproszenie do współpracy Piotra
Cugowskiego, który genialnie wpasował się w klimat kawałka „Trucker
Song”, a dzięki niemu osadzony jest nieco w whitesnake’owych klimatach.
Przyznam szczerze, że byłem przekonany, że w podobnej stylistyce nikt
nie wyda w tym roku w Polsce lepszej płyty niż J.D. Overdrive, jednak
Leash Eye zweryfikował ten pogląd. Ta płyta, mimo zawartości powszechnie
eksploatowanych w gatunku patentów, tchnie świeżością i emanuje
energią.
8,5/10
Piotr Spyra


















































