1. Intro
2. Krzta Harmonii
3. 8 Przebudzenie – Iluzji Łąka – Feat. Ania Rusowicz
4. Leci Ptaszek Świadomości
5. Ijoijo
6. Epopeja Codzienności – Feat. Vienio
7. Nic Się Nie Stało
8. Regeneracja
9. 9 Przebudzenie – Miasto Harmonii Feat. Ńemy
10. Jadę Dalej – Autostrady Niczym Połącz Kropki
11. Józek O. – Inny Aspekt
12. Przedmiot Liryczny – Feat. Czesław Mozil, Abradab, Vienio
13. Rymoliryktando 2012
14. Czuję Harmonii Tętno
15. Oda Do Młodości 2013 – Feat. Buka
Rok wydania: 2013
Wydawca: EMI
www.motiontrio.com/
„- Idź pan stąd!
– Zagrać?
– Wynoś się pan!
– Gdzie?
– Do dupy z takim graniem, nikt tego już nie chce słuchać. Co panu się
wydaje, że pan gra na Pradze przed wojną albo zaraz po? Co pan,
przeleżał pod lodem pół wieku? Dla kogo pan to gra?!
– Dla ludzi.
– Wie pan, co robię, jak potrzebuję muzyki? (pokazuje radio) O! Od
Cockera do Mozarta! A chociażby Chopina chociażby może sobie chociażby
posłuchać! Na wyciągnięcie ręki! A pan mi będziesz zaiwaniał zakazane
piosenki. Wypierdalaj pan z tą harmoszką! (mierzy z mopa) Bo panu w dupę
strzelę!”
Jaki L.U.C jest, niełatwo zobaczyć – kryjący się za eksperymentalnymi,
angażującymi intelekt „projektami”, związany na zawsze już chyba z
Wrocławiem, jego kulturą, obyczajami i porównaniami (teksty wiele tracą w
odczytywaniu osoby „spoza”), dziwak i outsider a jednocześnie silnie
komunikatywny artysta, szukający bez przerwy nowych nici porozumienia z
fanami. Odnajdujący chyba najwięcej uznania wśród publiczności
unikającej na co dzień rapu i kultury z nim związanej. Do tego
pracoholik i perfekcjonista, który nigdy nie będzie zadowolony z
obecnego stanu własnej twórczości. Lubię takich ludzi.
Nic się nie stało jest wynikiem nietypowej współpracy z Motion Trio,
trzema akordeonistami o szerokich najwyraźniej horyzontach muzycznych,
którzy targnęli się na – teoretycznie – niemożliwe. Wszystkie podkłady
łączą dźwięki harmonii i elektroniki, krążącej blisko trip hopu i
dubstepu. Można by oczekiwać mikstury o charakterze
jarczmarno-spelunowego ludowego grania i choć owszem, taki również udało
się osiągnąć, gdy niemal czuć wystającą z butów słomę (vide Józek O.),
jednak w najważniejszych momentach nowego eluceświata (za które uważam
rozpoczęcie, zakończenie i przerażającą Epopeję codzienności) aura staje
się naprawdę ciężka. Wolno poruszane akordeony, liczne fragmenty ciszy,
mroczne wprowadzenia do poszczególnych kompozycji i wisielczy humor. Z
drugiej strony nie brakuje momentów klasycznej dla Łukasza krzywizny
(mój ulubiony komentarz na Youtube: „bo wy ziomy nie kumacie że L.U.C to
muza do słuchania na haju” – z czym się nie zgodzę; po alkoholu smakuje
równie dobrze), zgromadzonej na środku krążka, gdzie Motion Trio
rozwija biesiadne skrzydła. Eksperyment muzyczny na Nic się nie
stałopokazuje zatem różne oblicza romansu autora Haelucenogenoklektyzmu z
tym niedocenianym (również przeze mnie) instrumentem i niewątpliwie
jest podobnie interesującym przedsięwzięciem stylistycznym, co
poprzednie krążki Luka. Konceptualne tak samo dźwiękowo, jak i
lirycznie, chciałbym przypomnieć.
Jeżeli zaś o tekstach mowa, komuś się zebrało na rozliczenia. Z własnym
życiem (w końcu „trzy dekady pękły”), z chorobą / wybawieniem –
pracoholizmem (wspomniana już Epopeja, trwająca ponad dziesięć minut), z
narodem i narodowością, mieszanką miłości do ojczyzny i głębokim nią
rozczarowaniem oraz z fachem artysty. Gdzieś tam w tle pojawia się motyw
poszukiwania harmonii (dwuznaczny, jeżeli pamiętać o instrumentarium),
jednak najsilniej na słuchacza działa znamię przekroczenia magicznej
bariery wieku i związana z nim niepewność wobec przyszłości.Tym razem
obyło się bez „chudych kosmitów”. L.U.C wciąż strzela wielopoziomowymi
metaforami, wymagającymi skupienia i dystansu. Gościnnie na albumie
usłyszymy świetne, jak zawsze, występy innych muzyków – tym razem będzie
to Vienio, Buka i znany już w tych stronach Abradab oraz dwie postaci,
których byś, drogi Czytelniku, w ciemno raczej obok Łukasza nie
postawił: Czesław Mozil i Ania Rusowicz (kolejno refreny w Przedmiocie
lirycznym i 8 przebudzeniu). Niektórzy pojawiają się na chwilę, inni
stanowią solidny fundament Nic się nie stało, niemniej każdy tutaj
pasujei ubarwia przygodę.
Przygodę trudną i – obawiam się – niedostępną dla wielu. Nie żeby nagle
hip-hopowe środowisko miało zacząć L.U.Ca traktować poważnie, bo tam
wielu odnosi się do niego jak do chorej na demencję babci, ze sztucznym
uśmiechem, przytakując w odpowiedniej chwili, lecz akordeonowa, duszna
atmosfera nie ma już takiej siły przebicia, jak kolorowy, podbity
alkoholem do rozdzielczości HDKosmostumostów. Na całe zresztą szczęście,
bo raz, że to już zupełnie inne kredki, dwa, że trudno byłoby tamtą
wizję zwyczajnie przebić. „Na Sky Tower baner”? Chyba nie tym razem.
Luku musi liczyć na własnych fanów, może liczyć na sieciowych
pseudorecenzentów, dlatego musiałem dołożyć własną cegiełkę. Nie mnie
wystawiać ocenę, bowiem moja dusza należy do rocka (to chyba jakaś
rekomendacja, czyż nie?), ktoś powie, iż słabo się znam. Ale do
posłuchania zachęcam, L.U.C to zbyt kreatywna głowa, aby go ignorować.
Adam Piechota



















































