01. Compass
02. Fanatic
03. Exodus
04. Thought Pattern
05. Abyss
06. Corner of my own
07. Do you want my Lawnmower
08. Downfall
09. New Horizon
10. Stand Down
11. Orbiting the Void
12. Terminal Velocity
13. Polarity
14. Despondent (Bonus track)
Rok wydania: 2017
Wydawca: ViciSolum Productions
https://www.facebook.com/koreaSweden/
Kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z twórczością szwedzkiej grupy KOREA
(uwaga: nie jest to projekt ku chwale Kim Dzong Una, dyktatora o
przebojowej fryzurze), byłem mocno zaciekawiony. Miało to miejsce
całkiem niedawno, bo po premierze ich ostatniego lyric video. „New
Horizon” idealnie zadziałał w roli promocyjnego wabika, zanęty, który
przynajmniej u mnie włączył receptory stymulujące czujność wobec
„Abiogensesis”, nowego materiału zespołu.
Zainteresowanie wzmocniła fenomenalna okładka, za którą odpowiada Pierre
– Alain D./3MMI Design. Atmosferyczny obraz ją zdobiący jest po prostu
piękny! Pomysł, który wykorzystuje, skłania do głębszych przemyśleń. To
swego rodzaju „apokaliptyczna” wizja, wyciszony pejzaż, gdzie dzieło rąk
ludzkich (oraz sam człowiek) niknie otulone spokojem natury. Ponadto
ogrom przestrzeni na pewien sposób może przywodzić na myśl front
„Victims of the Modern Age” grupy STAR ONE. Natomiast obraz z tyłu
opakowania zdaje się przedstawiać sytuację zupełnie odwrotną, gdzie
jednostka ludzka zaczyna dominować. Graficzną okazałość uzupełniają
inne, równie udane obrazy, których bogactwo formy cieszy oko.
W kwestii stricte dźwiękowej nie uświadczymy podobnego rozmachu oraz
przestrzennych rozległości; pod tym względem panuje ciepła miarowość.
Nie jest to muzyka szumnie wzywająca, a raczej nienarzucająca i skromna,
cierpliwie czekająca na swoją kolej. KOREA preferuje nowoczesne
brzmienia oraz formy jakie obecnie zyskują coraz większą popularność.
Robi to jednak w sposób stonowany, rozważny. Stylistycznie zespół obraca
się w rejonach, które można określić jako klimatyczna mieszanka
alternatywnego metalu, rocka z naleciałościami elektronicznego popu np.
spod znaku A-HA. Mimo pewnych naleciałości oraz podobieństw
„Abiogenesis” prezentuje się dość oryginalnie. W dużym stopniu sprzyja
temu rozpoznawalna, choć nieco mdła barwa wokalisty. Michael Ehrnstén
śpiewa w charakterystyczny sposób (ma ciepłą barwę), dzięki czemu muzyka
nabiera wyjątkowego wyrazu. Niektórym może przeszkadzać fakt, że linie
wokalne są zbyt monotonne, za mało urozmaicone. To zjawisko występuje –
tylko w dużo większym stopniu – u Jonasa Renkse (KATATONIA), którego
wokale są niemal identyczne.
Instrumentalnie panowie radzą sobie bez zarzutu, tworzą sprawną maszynę,
trwały monolit, którego żaden element nie próbuje dominować nad resztą.
Pod tym względem „Abiogenesis” to doskonały przykład pracy zespołowej.
Pewne zastrzeżenie może natomiast budzić samo brzmienie – co prawda jest
ono w pełni profesjonalne (na pewno tłuste), ale zostało przesadnie
zabasowane. Dlatego muzyka nierzadko sprawia wrażenie zbytnio zbitej
masy, która zalewa słuchacza niczym lepka maź, choć co pewien czas
pojawiają się elementy odciążające. Myślę jednak, że zabrakło wyższych
częstotliwości, co pozwoliłoby poszerzyć spektrum muzycznych doznań. O
dziwo, mimo ogólnego dociążenia, pozytywnie zaskakuje realizacja partii
samego basu. Zostały „ukręcone” w sposób selektywny i nie nikną w gęstym
masywie niskich tonów.
Jeżeli chodzi o same pomysły, bywa naprawdę różnie. Nie ulega jednak
wątpliwości, że ideowo „Abiogenesis” trzeba uznać za materiał twórczo
zaawansowany i na pewno przemyślany. Płyta jest wyrównana i spójna; może
nawet za bardzo. Jednak przez wzgląd na tematyczną jednolitość,
mniejsza różnorodność wydaje się być uzasadniona. Wydawnictwo można
traktować jako rzecz o charakterze konceptualnym, czego potwierdzeniem
jest nie tylko spójna szata graficzna, ale również wątkowo powiązana
warstwa liryczna. Ta odnosi się do losów człowieka podczas apokalipsy,
końca obecnego porządku, wizji nowego początku. Pod tym względem daje
się wyczuć ogromny żal oraz niechęć wobec wyższego bytu (najpewniej
Boga), pod adresem którego kierowane są liczne wyrzuty.
Całość trwa nieco ponad godzinę i w ciągu tego czasu, tak faktycznie,
mógłby panować większy rozmach. Zespół jakby zbyt kurczowo trzymał się
wąskich obszarów, a niekiedy przydałaby się większa rozległość. Brakuje
dźwiękowej przestrzeni (to też wina brzemienia), a kompozycje trzymają
zbyt równy poziom. Za to sporym atutem „Abiogenesis” jest nieprzeciętna
atmosfera. Daje się to poczuć już na wstępie, przy okazji SOEN’owego
„Compass”, który miarowo wprowadza słuchacza w świat KOREA. W głównej
mierze jest to zasługa nienachalnego zastosowania elektroniki, która z
powodzeniem zapełnia wszelkie wolne przestrzenie, a w takich utworach
jak „Stand Down” (przywołuje na myśl styl GOTHMINISTER) czy też
„Terminal Velocity” staje się znacząco wyeksponowana. Ten aspekt oraz
inne walory (liczne) stają się bardziej namacalne, kiedy muzykę
kontempluje się na słuchawkach – w tym przypadku właśnie ta metoda jest
najbardziej preferowana.
No cóż, jeżeli lubicie nowoczesne klimaty z pogranicza metalowej
alternatywy w niekoniecznie ciężkim, ale melodyjnym wydaniu, a ponadto
cenicie sobie przejrzystość form oraz piosenkowe usposobienie, to z
wysokim prawdopodobieństwem przypasuje wam nowa propozycja KOREA.
„Abiogensesis” to płyta produkcyjnie dopracowana, atmosferycznie
zaawansowana i choć w moim mniemaniu brakuje jej nieco werwy i metalowej
energii, warto się przy niej zatrzymać. Muzyka idealna na dłuższe
spacery!
7,5/10
Marcin Magiera




















































