KORE – 2011 – Prelude to… Newland

Kore - 2011 - Prelude to... Newland

1.Stream Of Life 6:20
2.Shepherds 5:41
3.Departure 9:08

Rok wydania: 2011
Wydawca: –
http://www.facebook.com/pages/Kore/145829365476604


Olsztyńska formacja KORE została założona w 2010 roku. Wydanie składającej się z trzech kompozycji EP-ki, było niewątpliwie pierwszym sukcesem zespołu. Nagrania dokonano w studiach Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina w Warszawie. Za nagranie i mix, odpowiedzialny jest: Robert Migas i Karol Piwowarski. Skład zespołu wyglądał wówczas następująco: Karol Piwowarski (wokal, gitara), Bartłomiej Alberski (bas), Marcin Rząp (klawisze), Emil Walinowicz (bębny). Dodatkowo gościnnie na basie zagrał Denis Dubiella. Okazuje się jednak, że tak naprawdę było to pyrrusowe zwycięstwo. Kore umarło bowiem na skutek utraty krwi (odejścia muzyków). W chwili gdy niniejsze wydawnictwo dotarło do moich rąk, tak naprawdę formacja KORE już nie istnieje!

Na facebookowej stronie zespołu przeczytać możemy takie oświadczenie, zamieszczone przez gitarzystę i wokalistę Karola Piwowarskiego:

Drodzy Fani, zainteresowani lub po prostu „lajkowicze”!
Życie na stronie Kore zakończyło się dosyć dawno, ale zbliżające się Święta i ich nostalgiczna aura natchnęły mnie do napisania słowa o tym co się obecnie dzieje w obozie. Słowa, które, w moim odczuciu, należą się przede wszystkim Wam. A więc… zespół niestety został zahibernowany (niczym Walt Disney) z przyczyn personalnych. Najkrócej mówiąc, niestety życie okazało się mieć nieco inne plany, niż zakładaliśmy. Z całego „starego” składu poświęcony zespołowi zostałem tylko ja w swojej skromnej osóbce (NIE JEST TO WYRZUT). ALE! Kore ciągle gdzieś majaczy się w mojej umęczonej mózgownicy, skutecznie spędzając sen z powiek. Można zatem wnioskować, że jak to Dżejms H śpiewa, „the monster lives” 🙂 Zatem kciuki ściskajcie, byle nie za mocno, bo jak długo hibernacja potrwa należałoby zapytać raczej mistrza Yodę. Być może nagram materiał, który piszę i zamieszczę go w internecie. Być może znajdę odpowiednich ludzi. Być może morza wyschną zanim to się stanie. W chwili obecnej natomiast jestem gitarzystą w zacnym stołecznym zespole Visions Of Tondal), na którego koncerty serdecznie spraszam i do lajkowania namawiam 🙂


Jest jednak zawsze nadzieja, że olsztyński KORE znajdzie świeżą krew i jeszcze się odrodzi. Powstanie niczym feniks z popiołów, kończąc dzieło (tworząc pełnowartościowy, materiał w postaci płyty długogrającej). Niniejsza EP-ka jest bowiem dowodem na to, jak niewykorzystany potencjał w nich tkwił. Trzeba tutaj dodać, że niniejsza, zawierająca jedynie 3 kompozycje płytka, jako Ep-ka została bardzo pieczołowicie wydana. Naprawdę przyjemnie wziąć do ręki to wydawnictwo! Spoglądając na okładkę i logo zespołu, ma się wrażenie, że będziemy mieć tutaj do czynienia z blackmetalową konwencją. Pozory jednak mylą. W kwestii muzycznej, zespół obraca się bowiem bardziej, w progmetalowych rejonach. Chociaż progmetal, jaki preferuje, posiada bez wątpienia gatunkowy ciężar i raczej nie ma nic wspólnego z wirtuozerią Dream Theater. Jest bez wątpienia bardziej surowy i mroczny. Gdybym miał wpakować grupę KORE z jakimś rodzimym zespołem na scenę, bardzo pasowało by mi tutaj wspólny występ z śląsko-dąbrowskim Division By Zero.

Marek Toma

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *