KONTRUST – 2009 – Time to Tango

Kontrust - 2009 - Time to Tango

1. Dancer in the sun
2. Play with fire
3. On the run
4. Personal rotation
5. The smash song
6. Sin
7. We add the world
8. Mainstream bypass
9. Clown parade
10. 1k1
11. Lato
12. Vodka, tribe and dynamite
13. Zero
14. Känämänännä
15. Bomba
16. Face and Filter

Rok wydania: 2009
Wudawca: Soulfood
http://www.kontrust.info


Podobnie jak „Jozin z Bazin”, Kontrust trafił do mnie za pomocą poczty pantoflowej (a nawet przez tego samego kolegę). Otóż jakoś w zeszłym roku, dostałem link do teledysku „Bomba”, w którym metalowy bądź-co-bądź zespół parodiował bawarskie „hajmat melody”.
Ubawiłem się setnie! Rozesłałem link gdzie się dało, pomyślałem, że zespołowi przyda się pewien rozgłos, tym bardziej, że za mikrofonem w austriackiej kapeli śpiewa Polka.

Zespół postanowił zaistnieć również i w naszym kraju. Pierwszym punktem ekspansji były koncerty. Wcześniej juwenalia, teraz Przystanek Woodstock. Drugim – wydanie albumu „Time To Tango” w wersji polskojęzycznej (nie do końca). Z tego co usłyszałem we fragmentach na stronie zespołu, jedynie partie Agaty zostały nagrane od nowa. Męskie wokalizy pozostały raczej niezmienione. Zresztą ta wersja nie do końca mnie zachęciła – co innego album w wersji oryginalnej! Jako, że do dziś nie miałem okazji skonfrontować całości materiału w obu wersjach, chętnie opiszę pozytywne wrażenie jakie na mnie zrobił album „Time to tango”.

Po pierwsze charyzma! Po wtóre dystans. Zespołowi nie brakuje ani jednago ani drugiego. Umiejętnie balansuje na pograniczu estetyki metalowej i pastiszu. Melodie i nowoczesne środki ekspresji, szczególnie w brzmieniu gitar, do tego miks zarówno męskich jak i żeńskich wokaliz sprawia, że grupę bez probremu powinni zaakceptować fani szeroko pojętego rocka.
W sieci wielokrotnie spotkałem się z porównaniami Kontrust do Guano Apes – i trudno się z tym nie zgodzić. Gdyby „Time to tango” odrzeć ze wszędobylskiego luzu, z powodzeniem mógłby konkurować z albumami niemieckiej grupy.
Nawet w wersji oryginalnej nie zabrakło polskich akcentów. W sielskim wstępie do „Vodka, tribe and dynamite” – czyli „Lato” usłyszymy wokalistkę w przaśnej miniaturze, która wpleciona jest również w utwór regularny (zresztą tutaj i wokalista pokusił się o dośpiewnie fraz w języku słowian).

Przyznam szczerze, że ani polskie akcenty, ani dowcipne podejście do ostrej muzyki nie było elementem decydującym o tym, że album mnie przekonał. Kontrust bardzo umiejętnie podchodzi to tematów żartobliwych. Dlatego kompletnie nie razi ich przekoloryzowanie. Za to „zwykłe” utwory porażają energią i melodiami. Do moich faworytów zdecydowanie zaliczę „On the run”, „The Smash Song” i otwierający album „Dancer in the sun”.
Miłe jest to iż grupa potrafi poruszać się także w spokojniejszych rytmach. I tak rewelacyjnie sprawdza się w tej konwencji „Sin” czy bardziej zmienny „Zero”.

Kontrust serwuje nam istny crossover, sięgając zarówno po estetykę ciężkiego metalu, typowo rockowe patenty, nowoczesne brzmienie i wokalne duety. Nie zabrakło tu wplecionych w regularne rockowe instrumentarium ciekawych folkowych ozdobników (czy to w estetyce arabskiej, afrykańskiej czy flameco), jazzowych, czy punkrockowych patentów ale i brzmień amerykańskich do szpiku kości. A przyprawione żartobliwym podejściem utwory dodają płycie ostatecznego wyrazu. Bo mimo wielu elementów, które powyżej wymieniłem „Time to tango” jest płytą bardzo spójną – i to jest chyba jej największa zaleta. Album jest po prostu kapitalny!

9/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *