KK’S PRIEST – 2021 – Sermons of the Sinner

kkspriest - sermons of the sinner

01. Incarnation
02. Hellfire Thunderbolt
03. Sermons Of The Sinner
04. Sacerdote Y Diablo
05. Raise Your Fists
06. Brothers Of The Road
07. Metal Through And Through
08. Wild And Free
09. Hail For The Priest
10. Return Of The Sentinel

Rok wydania: 2021
Wydawca: Nopaper Records / EX1 Records


Płyta miesiąca: Grudzień 2021


Przyznam, że po KK’S PRIEST spodziewałem się rzeczowego, rzemieślniczego wręcz podejścia do tematu. Zastanawiało mnie też, czy załoga pokusi się o osadzenie brzmienia w klimatach “Jugulatora”. Tymczasem “Sermons of the sinner” pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie dość, że album nie próbuje na siłę wymazać kilku ostatnich lat działalności Judasów, to serwuje oprócz porządnych riffów i kilku refrenów na pograniczu hymnów, sporo melodii i heavy metalowego polotu. Po prostu fajnie się tego słucha. Podszedłem do albumu trochę asekurancko, ale raczej przekroczył niż spełnił moje oczekiwania.

Piotr Spyra


JUDAS PRIEST BIS? Może trochę tak – już sama nazwa kapeli sugeruje, że ktoś chce nawiązać do tradycji brytyjskiej legendy metalu. Ma jednak ku temu powody – K.K. Priest przez wiele lat tworzył trzon zespołu a obecnie powrócił i w całkiem judasowym składzie zaprezentował album “Sermons of the sinner”. To kawał solidnej muzy, która przypadnie do gustu fanom klasycznego heavy metalu. Nie ma odkrywania Ameryki na nowo, są sprawdzone i lubiane patenty – mocna rzecz!

Piotr Michalski


K.K. Downing jest niekonsekwentny. Z Judas Priest go nikt nie wypraszał, opuścił zespół za porozumieniem stron. Następnie gdy postępująca choroba Parkinsona u Glenna Tiptona uniemożliwiła mu pełną aktywność w zespole, jego dawny kolega strzelał fochy, że nie chcą go z powrotem. Naprawdę spodziewałem się, że K.K., mimo swojego oczywistego wkładu w historię i repertuar Księdza Judasza zachowa twarz i będzie nadal podążał swoją drogą. Niestety jednak wstąpił na ścieżkę, którą podąża wielu byłych członków uznanych zespołów. Pod niezbyt wymyślną nazwą nagrał jednak album, który jakościowo, brzmieniowo i kompozycyjnie przewyższa dwa niechlubne albumy Judas Priest popełnione z Ripperem Owensem na przełomie wieków. Wygląda więc na to, że Pan Żniwiarz z pomocą dawnego kolegi wreszcie zapisał się w historii grup z księdzem w nazwie srebrnymi (bo do złotych nieco tu brakuje) zgłoskami.

Patryk Pawelec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.