KINGDOM OF THE LIE – 2025 – About The Rising Star

KINGDOM OF THE LIE – 2025 – About The Rising Star

1. We Are the Kings
2. Life Is Lie
3. Blasphererion
4. Everlasting Love
5. God Satan Nonsense
6. Kon Dor

Rok wydania: 2025
Wydawca: Moans Music


Mało było ostatnimi czasy płyt, które chłonąłem z taką błogą łapczywością jak „nowy” Kingdom of Lie. Grupa ta działała na początku lat dziewięćdziesiątych, dla młodszego pokolenia zapewne już mocno archaicznych. Dorobiła się tylko jednego wydawnictwa, mającego wśród miłośników ciężkiego grania, status wręcz legendarnego, tudzież kultowego .

„About the Rising Star”, bo oczywiście o nim właśnie mowa, ukazał się pierwotnie na kasecie w 1994 roku. Trzy dekady później, dzięki Moans Music, światło dzienne ujrzała jego reedycja w poprawionej formie i nowej oprawie graficznej, powstałej na bazie oryginalnego wydania. Remasteru z oryginalnych ścieżek, dokonał Michał “Miotła” Grabowski, natomiast Andrzej Kuziola z Krzysztofem Iwinem odpowiadają za niezwykle udaną prezencję wizualną tego dzieła.  

Nowe (odświeżone) wcielenie kętrzyńskiej ekipy, to 23 minutowa celebracja nie tylko samego zespołu, a zwłaszcza pamięci o nieżyjącym Marcinie Matysiaku (Cinek), lecz także starego, dobrego death metalu, w klasycznej formie totalnego gruzu.

Ten natomiast jest ciężki, brutalny, a czasami wręcz slamowaty, pogrążony w dusznej atmosferze, niczym wprost z najgłębszych czeluści otchłani. Miażdżący, niebyt szybki, choć dynamiki absolutnie  odmówić mu nie można, a smaku dodają mu solówki autorstwa znanego wszem i wobec Piotra Wiwczarka.

Brzmienie – jakże inaczej – głębokie, brudne i surowe, słowem – wprost wyborne, pozwalające rozkoszować się tymi, niezbyt wysublimowanymi dźwiękami. Nie wiem na ile to efekt zamierzony, a na ile wynikający z upływu czasu, aczkolwiek w tym przypadku sprawdza się idealnie. Zwłaszcza, że wiele współczesnych wydawnictw celowo dąży do tego samego, brzmiąc podobnie lub znacznie gorzej, aniżeli opisywany „About The Rising Star”.

Oczywiście, nie ma tu szukania muzycznej drogi, czy błądzenia w stylistycznej mgle. Pod tym względem Kingdom of a Lie konkretnie prze do przodu w ściśle określonym kierunku. Muzyka w jego wydaniu jest bardzo specyficzna i niełatwa oraz przeznaczona dla określonego grona odbiorców, lubujących się najcięższych kategoriach muzycznych. Żywiołowa, choć nie za szybka. Mocna i agresywna, lecz nie na tyle przesadnie by zmęczyć, i odstręczyć nachalną ekstremą. Momentami zajadła, a chwilami ciut monumentalna. Konkretne, bezkompromisowe granie z przemyślanym umiarem, przekroczenie którego, czyniło by ten album zwyczajnie nieznośnym.

Nie da się ukryć, że „About The Rising Star” z jednej strony podobny jest do wielu innych death metalowych płyt i pozornie nie wyróżnia się nadto czymś specjalnie zaskakującym, z drugiej natomiast ma w sobie to szczególne „coś”, dzięki czemu wraca się do niego z lubością, a nawet z utęsknieniem. Co prawda słychać, że to muzyka sprzed dekad, lecz absolutnie nie należy traktować tego jako ujmę czy wadę. Nadal może śmiało konkurować ze współczesnymi albumami, wychodząc z tego obronną ręką. Jedynym grzechem głównym „About The Rising Star” jest niestety okrutnie krótki czas trwania, bo raptem około 23 minut podzielonych między sześć całkiem udanych kompozycji, pełnych specyficznego uroku. Pozornie nie wydają się one nad wyraz skomplikowane, ale jak to bywa – pozory mylą. Drzemią w nich spore pokłady mocy, dające się we znaki przy wielokrotnym i odpowiednio głośnym słuchaniu, bo tak należy z tą płytą obchodzić.

„About The Rising Star” to czysta esencja death metalowego grania, bez cienia ułudy czy komercyjnych kompromisów. Materiał jest równy, spójny, a co za tym idzie, pozbawiony dyskredytujących nierówności. Jak na tacy otrzymujemy soczysty, death metal, któremu nie należy szczędzić uszu. Być może trochę archaiczny, lecz nadal dobry i ciekawy, nawet jak na obecne czasy. Wiem, że trudno patrzeć na niego inaczej niż przez pryzmat sentymentu za złotą erą lat 90tych, ale nawet teraz całkiem nieźle się broni.

Szanowni Państwo, oto death metal z krwi i kości. Wszystkim, spragnionym solidnego gruzu w najlepszym wydaniu, polecam z całego serca.

Robert Cisło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *