King Crimson ProjecKt – 2011 – A Scarity of Miracles

King Crimson ProjecKt, A - 2011 - A Scarity of Miracles

1. A Scarity of Miracles
2. The Price We Pay
3. Secrets
4. This House
5. The Other Man
6. The Light of Day

Rok wydania: 2011
Wydawca: Pony Canyon


Jeżeli w jednym miejscu spotkało się czterech muzyków King Crimson (wśród nich także lider Robert Fripp) oraz Jakko M.Jakszyk, który przez kilka lat śpiewał i grał na gitarze w formacji 21st Century Schizoid Band, specjalizującym się w wykonywaniu klasyków wczesnego wcielenia „Karmazynowego Króla”, to co może powstać w wyniku takiego zjednoczenia sił? Okazuje się, że… kolejna płyta z serii The ProjecKts zamiast regularnego albumu King Crimson.

Tytułowy kawałek to przyjemna podróż trzydzieści parę lat wstecz do czasów „Starless”, kiedy w zespole śpiewał John Wetton. Mister Jakko Jakszyk dysponuje podobną barwą głosu, także sama kompozycja ma wiele z klimatu tamtego genialnego albumu. Co prawda delikatne partie saksofonu Mela Collinsa mogą raczej kojarzyć się z klimatami z dźwiękowej bajki Jana Garbarka, ale generalnie utwór jest jak najbardziej „karmazynowy”. Zresztą… King Crimson tyle razy zmieniał muzyczne oblicze, że właściwie każdą płytę z kompozycjami sygnowanymi przez Frippa można by spokojnie opublikować pod słynnym szyldem. No ale mówi się trudno – zamiast nowej płyty legendy otrzymaliśmy najprzystępniejszy materiał ze wszystkich dotychczasowych nazwą ProjecKts na okładce. Dopiero na wysokości „The Other Man” kwintet przypomina, że tworzą go muzycy, którzy lubią poeksperymentować i „zamieszać” w strukturach kompozycji. W awangardowe rejony odlatują w finałowym „The Light of Day”. To z kolei daleki krewny „Moonchild” z debiutu KC. Wymaga dużej cierpliwości od słuchacza, ale też jest – zdaniem niżej podpisanego – utworem niewykorzystanej szansy. Po paru minutach raczej irytuje niż intryguje. Niby podobne słówka, a jednak o różnym znaczeniu…

Panowie „zaprojecKtowali” ponad 43 minuty muzyki: 34 naprawdę bardzo miłe dla ucha (zwłaszcza utwór tytułowy oraz uroczy „Secrets”), pozostałe 9 – dosyć męczące, ale generalnie warto wracać do tego albumu. Chociaż mianem rewelacji, czy objawienia roku nie odważyłbym się go określić…

7,5/10

Robert Dłucik

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *