JOE JACKSON – 2026 – Hope And Fury

01.Welcome to Burning-By-Sea
02.I’m Not Sorry
03.Made God Laugh
04.Do Do Do
05.Fabulous People
06.After All This Time
07.The Face
08.End of the Pier
09.See You in September

Rok wydania: 2026
Wydawca: Ear Music / Edel

Mógłbym napisać, że Joe Jackson powraca. Nie byłaby to jednak do końca prawda, jako że on nigdzie się nie schował. Nie wybył na bezludną wyspę. Cały czas komponuje i pisze. Regularnie nagrywa i wydaje kolejne swoje płyty. Tyle, że nie jest już o nim tak głośno. Nie każdemu artyście udaje się utrzymać w świetle jupiterów przez całą karierę. On swoje przysłowiowe „pięć minut” ma już raczej dawno za sobą. Chwile, gdy jego multiplatynowy album „Night And Day” i pochodzący z niego najbardziej rozpoznawalny hicior artysty „Steppin’ Out” święciły triumfy na  światowych listach przebojów to pierwsza połowa lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Bardzo odległa przeszłość. W realiach popkultury – prehistoria.

Wykonawca nie zraża się bynajmniej i konsekwentnie proponuje najwierniejszym zwolennikom kolejny zestaw nowych piosenek. Opublikowany w kwietniu bieżącego roku album zatytułowany został „Hope And Fury” i dowodzi, że siedemdziesięciojednoletni twórca wciąż ma coś do przekazania. Nie boi się przy tym nowatorskich rozwiązań. Zamiast bowiem bezwstydnie odcinać kupony od dawnej sławy i przy okazji popłynąć z nurtem strumienia renesansu popularności brzmień „ejtisowych”, siwiutki wokalista i kompozytor całkiem dobrze odnajduje się w świecie brzmień współczesnej alternatywy.

Sesja nagraniowa przeprowadzona została przy udziale długoletnich współpracowników lidera i zarazem cenionych side-manów. Jacksona wsparli tu basista Graham Maby, perkusista Doug Yowell i gitarzysta Teddy Kumpel. Przemknął też kwartet smyczkowy i peruwiański perkusista Paulo Stagnaro. Muzycznie dostajemy tu prawdziwy tygiel pozornie niepasujących do siebie brzmień. Jest trochę rocka, sporo funku, ambitnego popu, dalekie echa jazzu a nawet tzw. muzyki latynoskiej. Całość podlana subtelną elektroniką. Rytmy parzyste i nieregularne. Świetna współczesna produkcja z dbałością o detale brzmieniowe. Czasem gładko, często chropowato. Niezły miszmasz. Taka stylistyka świetnie się jednak sprawdza. Począwszy od dynamicznego „Welcome to Burning-By-Sea” poprzez plemienny „I’m Not Sorry”, liryczny „Made God Laugh” (z bardzo chwytliwym refrenem), ocierające się o rytmikę ska „Do Do Do”  czy bezwstydnie taneczny „Fabulous People” płyta wręcz kipi udanymi numerami. A potem jest przecież jeszcze „After All This Time” (ze świetną solówką gitary) czy niemal progrockowy „The Face”. Jest też oparty na basowym riffie niepokojący „End of the Pier”. A na finał wyciszająca ballada „See You in September”. Uff, naprawdę bardzo dużo się tu dzieje. Aż niemożliwe, że za to wszystko odpowiada jeden i ten sam facet.

„Hope And Fury” to płyta, która być może zostanie zaakceptowana przez dawnych fanów Jacksona. Ale o wiele bardziej przypadnie do gustu osobom, które nigdy o Jacksonie nie słyszały. Wydaje się to absurdalne, ale tylko z pozoru. Już wyjaśniam. Ten album to całkiem niezły produkt dla osób, które wolne są od obciążających skojarzeń i konieczności porównywania dawnych dokonań artysty z jego współczesnymi kompozycjami. Słuchając tego materiału „na czysto” – bez znajomości sztandarowych przebojów artysty – otrzymujemy zgrabny zestaw miłych dla ucha, nieco zadziornych i w gruncie rzeczy ambitnych piosenek o zdecydowanie alternatywnym rodowodzie. Jeśli ktoś lubi eksperymenty późnego R.E.M., Bjork czy Matta Johnsona (The The) i Davida Sylviana, może tu znaleźć sporo dla siebie. Momentami miewam też silne skojarzenia z zawartością „BlackstarDavida Bowiego. Wolałbym jednak nie czynić aż tak odważnych porównań.  A panu Jacksonowi życzyć jeszcze wielu lat w zdrowiu i kolejnych płyt do zrealizowania.

8/10

Michał Kass

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *