1. Purpura-Mirra
2. Postaw na 6
3. Zero
4. Oczami Diabła
5. Zły Tu Jest
6. Warto Żyć
7. Bay Bye
8. Syndykat
9. Sooka
10. Ich Pan
Wydawca: Mystic Production
Rok Wydania: 2025
Wiele osób przypina mu łatkę „polskiego Ozziego” ze względu na bardzo zbliżony głos do nieżyjącego już Księcia Ciemności. Jednak znacznie więcej osób, w tym i ja kojarzy go przede wszystkim z grupą Mech. Część osób również pamięta jego fenomenalne wokalizy do projektu OME (album ku pamięci Tomka Beksińskiego z jego tekstami), czy współpracę z między innymi z Jackiem Skubikowskim. Maciej Januszko, bo o nim mowa, postanowił o sobie przypomnieć, bowiem ostatni studyjny album Mech-u ujrzał światło dzienne w 2012 roku („ZWO” wyd. Metal Mind). Tym razem jednak nie pod szyldem Mech, a jako Januszko Magneto grupa prezentuje najnowsze kompozycje. Album zawierający dziesięć kompozycji powstawał dość długo, ponieważ pierwsze szlify pojawiły się w okolicach roku 2020. Jednak okres pandemii Covid-19 sprawił, iż projekt ujrzał w pełni światło dzienne dopiero w tym roku. W nagraniach udział wzięli obecni muzycy Mech-u, a więc na gitarze Piotr Solnica, na gitarze basowej Tomasz Solnica, za perkusją Maciej Kożuszek. Maciej Januszko postanowił pozmieniać nieco w swej wokalnej manierze na tyle, by jak najmniej być kojarzony z Osbournem. Czy mu się to udało? Przekonajmy się zatem.
Na otwarcie albumu zespół serwuje kompozycję „Purpura-Mirra”. Kościelno-mszalne dzwonki dość dobrze współgrają z początkowym riffem, który rozpędza cały numer. Tekst idealnie można zestawić z okładką katowego „Szyderczego zwierciadła”. Nie ma tu co prawda wielu zmian riffów, ale za to ciekawie wypada refren. I już na starcie pada odpowiedź na pytanie: jak brzmi wokalista? Otóż Januszkowi udało się odejść od tych „okołoozzowych” porównań dzięki, czemu możemy skupić się na tekstach i samej muzyce. Szybko więc przechodzimy do dwójki, którą jest „Postaw na 6”. Jest to dość ciekawa kompozycja, która łączy w sobie hard rocka z rock’n’rollem. Na uwagę zasługuje tutaj wspólna rodzinna gra ojca i syna Solnicy. Młody gitarzysta nauki zdobywał jako techniczny Mech-u co mu dało niemałe doświadczenie umiejętnie operuje gitarą doskonale rozumiejąc się z pozostałymi muzykami.
„Zero” to z kolei numer jednoznacznie opowiadający się po której stronie barykady jest wokalista w kwestiach politycznych. Co prawda nie padają tu konkretne nazwiska, lecz ci co pamiętają historię jak i ci którzy obejrzą wideoklip będą wiedzieć o kogo chodzi…Kompozycja podobnie jak poprzednie jest hard-rockowa z dość melodyjnym refrenem. Mięsiście wypada główny riff, który niczym czołg rozjeżdża słuchacza.
„Oczami diabła” prezentuje fajny, dudniący bas. Dobrym pomysłem jest tutaj wyciągniecie basu do przodu, a schowanie gitary nieco do tyłu. Januszko napracował się trochę przy tym numerze robiąc różne chórki w tle. Zachowano także „klasyczna budowę kompozycji, ponieważ młody Solnica ma swoją partię solową. Myślę, że jest to jakby wynagrodzenie mu „ pójście o tyłu”, jednak kiedy ma swoje kilka sekund to robi to w dobrym stylu.
Stronę A zamyka „Zły tu jest”. Jest to fajny, rock’n’rollowy numer, w której wokalista interpretuje tekst po swojemu, acz trochę mi się on kojarzy z Oddziałem Zamkniętym. Słuchając tej kompozycji trochę żałuję, że nie pojawia się ona w stacjach radiowych, w szczególności tych rockowych. A szkoda, bo warto ją wrzucić w „playlistę”.
Przewracamy płytę na drugą stronę, a tam czeka kolejne pięć kompozycji.
W „Warto żyć” warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze tekst, który daje sporo do myślenia, szczególnie gdy się szuka jasnej strony życia. Drugą sprawą jest wybitna gra Piotra na gitarze, który robi tutaj niezła robotę. Nie ładuje samych riffów, a mądry sposób rockowo przygrywa wokaliście.
„Bay Bye” prezentuje nieco wolniejsze tempo, z lekkim przyspieszeniem w refrenie. Jest to rockowy numer z pewną historią w tle. Niestety nic więcej się tutaj nie dzieje. Typowy zapychacz, który ot tak sobie leci i/lub może dać chwilę wytchnienia od szybszych kawałków, które były wcześniej.
„Syndykat” natomiast powraca do szybkiej hard-rockowej lokomotywy. Najjaśniejszym fragmentem tej kompozycji jest śpiewane niemal przez zęby refren. Jest ciężko, motorycznie. A na koniec wisienka na torcie. Januszko po włosku. Szkoda,że tak krótko,bo jest to fajne ubarwienie tego krążka, który jest dość jednostajny. Przedostatnią kompozycją jest „Sooka”.
Jest to niestety kompozycja bardzo podobna do tych, które już wcześniej wybrzmiały. Mogę nawet rzec,że zarówno riff jak i melodia, którą śpiewa wokalista jest identyczna jak w jednej z kompozycji. Dlatego pozwolę sobie przejść do ostatniej i zdecydowanie najlepszej kompozycji na płycie.
„Ich pan” wyróżnia od innych przede wszystkim zupełnie inny klimat. Jest niemal kultowo za sprawą basu oraz dętej przygrywki. Szkoda,że Roman już nie żyje, ponieważ idealnie pasowałby tutaj w duecie. Januszko śpiewa tutaj najniżej jak się da, całość jest ciężka, duszna. Ten numer jest tak dobry,że aż dziw, że zespół nie poszedł tą drogą wcześniejszych kompozycjach.
W sumie dwie i pół kompozycji na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę to trochę mało na najwyższe oceny. Jest rzetelnie i rockowo, lecz niestety nic więcej.
6/10
Mariusz Fabin

















































