1. Oh My God (5:47)
2. Ghosts (4:45)
3. Playground (5:32)
4. Memory Of Water (4:49)
5. The Tall Ships (6:17)
6. The Wind That Shakes The Barley (8:12)
7. Great Disasters (4:59)
8. Fahrenheit (5:16)
9. For Safekeeping (5:27)
10. Lights (4:54)
11. This Is England (13:34)
Rok wydania: 2008
Wydawca: InsideOut
Muzycy tworzący progresywną Arenę troszeczkę odseparowali się od siebie,
i zajęli „bocznymi” aspektami swojej twórczości: Mick Pointer zanurzył
się w przeszłości, by z zacnymi osobowościami progresywnego świata,
odtworzyć na koncertach klimat wczesnego Marillion. ZAowocowało to
„Script For A Jesters Tour”, Clive Nolan zajęty był współtworzeniem
nowej płyty Pendragon, reaktywował również swój wcześniejszy projekt –
Shadowland (pocieszające jest, że wszystkie te zjawiska możemy podziwiać
w na koncertach w Polsce). Absencje swoich „arenowych” towarzyszy
wykorzystał również John Mitchell, zresztą on również należy do muzyków
którzy nie lubią próżnować, i udzielał się w wielu projektach muzycznych
(The Urbane, Frost, Kino…). Supergrupa „Kino” w 2005 roku wydała
świetny, jak na razie jedyny album – „Picture”, w projekcie tym można
było usłyszeć jednego z członków It Bites – Johna Becka, grającego na
instrumentach klawiszowych. Między oboma Johnami: Mitchellem i Beckiem
zawiązała się nić współpracy, która sprawiła że ich muzyczne drogi znów
się ze sobą splotły.
It Bites nie jest nowym zjawiskiem na muzycznej scenie, grupa ta
działała na rynku brytyjskim w drugiej połowie lat 80 – tych , wydając w
tym okresie 3 studyjne płyty. W owym czasie liderem grupy był Francis
Dunnery, a ponieważ nie był zainteresowany reaktywacją grupy, pozostałym
członkom zespołu jak z nieba spadł utalentowany John Mitchell, dzięki
ich współpracy możemy cieszyć się muzyka płynącą z nowej płyty It Bites –
„The Tall Ships”. I to za sprawą Johna Mitchella, jego pięknych
gitarowych solówek, i świetnego, ciepłego wokalu do muzyki It Bites
przedostało się wiele „kinowej” magii.
Zespół preferuje lżejszy, przystępniejszy szerszemu gronu słuchaczy
rodzaj progresywnej konwencji (chociaż wątpię czy szersze grono
słuchaczy zada sobie trud aby sięgnąć po ich muzykę). Na płycie możemy
odkryć dużą porcję niezłej muzyki, chociaż nowa płyta It Bites nie jest
albumem równym, oprócz świetnych kompozycji takich jak: „Oh My God”
rozpoczynającej płytę, ciekawej „Playground”, przepięknej, balladowej
„The Tall Ships”, znakomitej „The Wind That Shakes The Barley” czy
zamykającej płytę najdłuższej „This Is England” znalazły się na nim
utwory nieco słabsze takie jak np.: „Ghosts”, „Memory Of Water” czy
„Great Disasters”. Tutaj można nawiązać do okładki płyty: postać która
się na niej znajduje, z głową skierowaną w chmury, myślami jest gdzieś w
niebiańskich klimatach, lecz nogami stąpa po ziemi, a raczej nie po
ziemi lecz po wodzie, brodzi w kałuży muzycznej przeciętności.
Te wznioślejsze elementy albumu mimo wszystko przeważają nad
przeciętnością (pięknych muzycznych obłoków jest znacznie więcej niż
wody w sadzawce) więc ocena albumu musi być również ponadprzeciętna.
6/10
Marek Toma















































