1. Sign Of The Cross
2. Lord Of The Flies
3. Man On The Edge
4. Fortunes Of War
5. Look For The Truth
6. The Aftermath
7. Judgement Of Heaven
8. Blood On The World’s Hands
9. The Edge Of Darkness
10. 2 A.M.
11. The Unbeliever
Rok wydania: 1995
Wydawca: EMI
http://ironmaiden.com
Ten album albo się kocha, albo wręcz nienawidzi. Trudno znaleźć fanów
Iron Maiden, którym byłby obojętny… Nadal wzbudza kontrowersje,
wywołuje emocje, prowokuje do gorących nieraz dyskusji. I to pomimo
faktu, że od jego wydania mija w tym roku dokładnie piętnaście lat.
Trudno jednak się dziwić skrajnym opiniom. „The X-Factor” powstawał w
szczególnym momencie, nie tylko dla Iron Maiden, ale dla ciężkiej muzyki
w ogóle. Szeregi ikony heavy metalu właśnie opuścił – w nienajlepszym
zresztą stylu Bruce Dickinson, wokalista o charakterystycznym sposobie
śpiewania, kojarzony z największymi sukcesami „Żelaznej Dziewicy”.
Odszedł zresztą po bardzo dobrze przyjętej płycie „Fear of The Dark”,
czym dodatkowo jeszcze utrudnił zadanie swojemu następcy. Harris i
spółka mieli w tej sytuacji dwa wyjścia: albo szukać zdolnego imitatora
Bruce’a, albo zatrudnić kogoś, kto byłby jego totalnym przeciwieństwem.
Muzycy wybrali to drugie rozwiązanie. Chapeau bas, gentlemen…
Blaze Bayley nie był człowiekiem znikąd, odnosił pewne sukcesy z
Wolfsbane. Dysponował (i dysponuje nadal) wokalem głębokim, ciemnym,
rzadko poruszającym się w wysokich rejestrach, bardziej pasującym do
kapel w rodzaju Danzig niż Iron Maiden. Na dodatek, w połowie lat
dziewięćdziesiątych nie najlepiej działo się w prywatnym życiu lidera
Maiden Steve’a Harrisa… Czy można więc dziwić się, że w takich
okolicznościach powstał najbardziej mroczny album w obszernej
dyskografii Brytyjczyków? „The X-Factor” to jednak zarazem album
poruszający, piękny i… bardzo progresywny. Zespół – choć oczywiście
nie wyrzekł się tutaj pewnych swoich charakterystycznych patentów –
zagrał tym razem inaczej, spróbował rozsadzić nieco ramy swojego stylu.
„Eleven saintly shrouded men/Silhouettes stand against the sky/One in
front with a cross held high/Come to wash my sins away” – ciarki
przechodzą po plecach, kiedy Blaze śpiewa wersy otwierające
monumentalny, inspirowany dziełem „Imię róży”, epicki utwór „Sign Of The
Cross”. Ciężar, piękno, fantastyczne melodie… Po prostu perła w
Maidenowskiej koronie…
Kwintet na początek wykłada asa na stół, co nie znaczy, że reszta
utworów to – trzymając się karcianej terminologii – jakieś blotki.
„Fortunes Of War”, „The Aftermath”, „The Edge Of Darkness”, „Blood On
The World’s Hands”, „2 A.M”, „The Unbeliever” – nic tylko słuchać,
słuchać i słuchać…
Ktoś lubi Iron Maiden w krótszych, bardziej zwartych formach? Proszę
bardzo: znalazło się tu miejsce na rozpędzony „Man On The Edge” z
chwytliwym refrenem (ten kawałek promował album) oraz na wręcz stworzony
do wspólnego śpiewania z publicznością na koncertach „Look For The
Truth”.
Płyta ukazała się w trudnym okresie dla muzyki rockowej i metalowej, co
też przełożyło się na wyniki sprzedaży i liczbę zamówień na koncerty.
Bayley’owi dane było nagrać z Iron Maiden jeszcze tylko jeden album –
„The Virtual XI” (słabszy od poprzednika, ale nie tak zły jak mogłyby
sugerować niektóre recenzje), po czym w szeregi grupy powrócił
Dickinson. Cóż, business is business i dawne niesnaski poszły w
niepamięć…
Blaze po rozstaniu z Maiden początkowo wpadł w depresję i alkoholizm,
zdołał jednak podnieść się i do dziś z powodzeniem prowadzi karierę
solową. Takimi albumami jak „Silicon Messiah”, „The Man Who Would Not
Die”, czy najnowszym „Promise & Terror” udowodnił, że jest zdolnym
twórcą metalowych utworów i nie musi podpierać się szyldem sławnej
grupy.
A „The X-Factor”? Dla mnie lokuje się w absolutnej czołówce studyjnych
płyt Iron Maiden (zarówno tych nagranych jeszcze z Paulem Di Anno, jak i
z Dickinsonem). Wiem, że to subiektywna opinia, ale jak wspomniałem na
wstępie: wokół tego albumu trudno przejść obojętnie. Albo się go kocha,
albo nienawidzi… Nic na to nie poradzę, że od chwili, gdy „The
X-Factor” ujrzał światło dzienne zaliczam się do grona jego
admiratorów…
9/10
Robert Dłucik




















































