1. Caught Somewhere In Time
2. Wasted Years
3. Sea Of Madness
4. Heaven Can Wait
5. The Loneliness Of The Long Distance Runner
6. Stranger In A Strange Land
7. Deja – Vu
8. Alexander The Great
Rok Wydania 1986
Wydawca: EMI
„Somewhere In Time” jest krążkiem który budzi we mnie mnóstwo dobrych
wspomnień i pozytywnych emocji . Słuchając tej płyty przypominam sobie
lata nastoletniej młodości kiedy to w upalne, letnie noce otwierałem
okno swojego pokoju na ostatnim piętrze wieżowca w którym zamieszkiwałem
długie lata i gapiłem się w gwiezdne niebo słuchając „kosmicznych”
dźwięków zawartych na tym albumie marząc przy tym o wspaniałej, pełnej
przygód przyszłości…. No cóż. Co było to minęło i nie wróci. Latka
lecą. Nie spełniły się też wszystkie marzenia. Pozostały wspomnienia. A
jeśli wspominać … to najlepiej przy dźwiękach „Somewhere In Time”.
Przejdźmy do samego albumu i muzyki. Druga połowa lat 80 to dla Iron
Maiden okres ugruntowania swojej wysokiej pozycji na światowym rynku
muzycznym. Żelazna Dziewica przeistoczyła się w megagwiazdę grającą
wyczerpujące trasy koncertowe, przez co zespół zaprzestał wydawać swoje
albumy studyjne co rok, jak to czynił do tej pory. Coś za coś. Dając
siebie fanom na koncertach muzycy mieli coraz mniej czasu na tworzenie
nowych kompozycji. Świat mógł zachwycić się „Somewhere In Time” dopiero w
roku 1986, czyli dwa lata po ukazaniu się poprzedzającego go
„Powerslave”.
„Somewhere In Time” to album przełomowy w karierze Brytyjczyków. Zespół
pracując nad materiałem rozpoczął poszukiwania nowego brzmienia
eksperymentując z syntezatorami i przestrzennymi efektami gitarowymi, co
po ukazaniu się krążka doprowadziło wielu ortodoksów z ciasnymi mózgami
do palpitacji serc i histerycznych reakcji. Zespołowi zarzucono
odejście od korzeni, pójście na łatwiznę w celu zdobycia szerszych
kręgów publiczności i zwiększenia sprzedaży płyt. Moim zdaniem
eksperymenty brzmieniowe okazały się udane i otrzymaliśmy w prezencie
album, którego do dziś można słuchać z przyjemnością. Krążek doskonale
zniósł próbę czasu a te najbardziej „komercyjne” utwory („Heaven Can
Wait” i „Wasted Years” ) jeszcze długo będą wykonywane na kolejnych
światowych trasach zespołu przyprawiając kolejne pokolenia żarliwych
fanów o wypieki na twarzach. W zasadzie to wszelkie opinie i obawy
ortodoksów należałoby o kant d…. roztrzaskać. Owszem. Jest tu nowe,
może trochę zmiękczone delayami i chorusami, przestrzenne, jakby
futurystyczne brzmienie, doskonale zresztą komponujące się z klimatem
okładki, jednak nadal mamy tu do czynienia z rasowym Iron Maiden . Gdyby
tak pozbawić wszystkich przestrzennych efektów taki np. „Caught
Somewhere In Time” i zarejestrować go podobnie jak utwory z lat 83 czy
84 to okazałoby się, iż doskonale nadaje się on do umieszczenia na
„Piece Of Mind” czy „Powerslave”. Zgodzę się, iż „Wasted Years” i „Sea
Of Madness” mają może troszkę piosenkowy charakter ale czy przypadkiem
„2 Minutes To Midnight” nie był kochany przez fanów za to samo? „Ooo
ooooooo ooo ooooo” w „Heaven Can Wait” – czyż nie uwielbiacie tego
podśpiewywać na koncertach? Albo te syntezatory?? Niech mi ktoś powie,
że to nie pasuje to odeślę go do psychologa…. Absolutnie nie razi mnie
lajtowość „Stranger In A Strange Land” . Ja tę lajtowość wręcz
uwielbiam. Na „Killers” też mieliśmy „Prodigal Son” i świat się z tego
powodu nie zawalił. To że początek „The Loneliness Of The Long Distance
Runner” wbija się na długo w pamięć uważam za zaletę i jest to zasługa
kompozytora a nie marketingowe czary mary grubasów w garniturach z EMI.
Zespół podtrzymał jeszcze jedną dobrą tradycję i nagrał kolejną suitę .
„Alexander The Great” uważam za dzieło doskonałe i nigdy nie mogłem
zrozumieć dlaczego nie jest wykonywane na koncertach. Mam nadzieję, iż
kiedyś Harrisowi przyjdzie do głowy pomysł aby urozmaicić troszkę
setlistę, panowie odkurzą pamięć i poćwiczą ten wspaniały utwór.
Warto dodać, iż największy wpływ na kreowanie brzmienia i stylu Iron
Maiden na płycie „Somewhere In Time” miał jak zwykle szef zespołu –
Steve Harris i gitarzysta Adrian Smith („Wasted Years” , „Sea Of
Madness” , „Stranger In A Strange Land”) którego smak i kunszt
kompozytorski znacząco wpływa na styl zespołu. Trzeba też wspomnieć iż
nad „Deja Vu” Steve Harris popracował razem z Davem Murray`em. Bruce
Dickinson miał w tym okresie nieco odmienne zdanie na temat drogi jaką
powinien podążać zespół, to też na tej płycie nie znalazła się ani jedna
jego kompozycja.
Ponieważ mam do tej płyty wielki sentyment, uważam ją za znaczącą w
dorobku Iron Maiden i z radością obserwuję jak doskonale broni się w
walce z upływającym czasem daję dychę ! I bez dyskusji !!! 😉
10/10
Garfield

















































