IN FLAMES – 2023 – Foregone

in flames - Foregone

1. The Beginning of All Things That Will End
2. State of Slow Decay
3. Meet Your Maker
4. Bleeding Out
5. Foregone, Pt. 1
6. Foregone, Pt. 2
7. Pure Light of Mind
8. The Great Deceiver
9. In the Dark
10. A Dialogue in B-flat minor
11. Cynosure
12. End the Transmission

Rok wydania: 2013
Wydawca: Nuclear Blast
https://www.facebook.com/inflames


Zaskakująco wcześnie IN FLAMES zaczął promować swoje nowe wydawnictwo. Album „Foregone” miał mieć premierę w lutym, tymczasem pierwsze jego dźwięki pojawiły się w postaci singli już w połowie poprzedniego roku. I okazało się to zabiegiem zdecydowanie trafionym, bowiem utwory jawiły się jako zwiastun mocnego materiału. Nie dość, że podgrzały atmosferę, to również zachęciły fanów do licznego nawiedzenia jesiennych koncertów. Ja muszę przyznać, że miałem czas rozbratu z muzyką Szwedów. Tymczasem czas biegnie nieubłaganie, a gro zespołów wraca do swoich korzeni. I tak ekipa z Goteborga, przekształciła się w połowie amerykańską kapelę… a nowe kompozycje wydawały się uśmiechem do fanów starszych wydawnictw. Przyznam, że nakręciłem się nieprzeciętnie. Nowe kawałki IN FLAMES dodałem do plejlisty nowości i często odsłuchiwałem – szczególnie w trasie.

Premiera albumu kompletnie nie ostudziła na nowo rozpalonego uczucia. Owszem jako całość, „Foregone” jest w stanie pogodzić dwa światy – fanów melodyjnego deathu, jak i sympatyków bardziej nowoczesnego oblicza grupy. Ale mnie, fana którego zespół ujął „The Jester Race” czy „Whoracle” riffy z takiego „Pure Light of Mind” przeplatane akcentami akustyków budzą same dobre skojarzenia. I nie przeszkadzają mi nawet nałożone w warstwy melodyjne wokalizy. Zresztą chętnie wracam także do singli, z których zarówno „State of Slow Decay”, jak i bardziej nowożytny „The Great Deceiver” mogę zaliczyć do swoich ulubieńców. Stwierdzić muszę, że cały album jest na bardzo wysokim poziomie i odkąd się ukazał, wysłuchuję go od deski do deski. Owszem serducho przyspiesza mi przy bardziej ciężkich utworach – ale przyznać trzeba, że zespół porusza się w tej stylistyce bardzo zgrabnie, eksplorując skrajne jej bieguny. Weźmy dla przykładu ciężki początek „In the Dark” z melodyjnym przerywnikiem wokalnym. Nie skrzywiłem się ani na sekundę.

Otrzymujemy zatem płytę mocną, ale melodyjną. Z wyważonymi proporcjami, masą fajnych riffów, galopad i garścią smaczków.
Po jesiennych koncertach, optymistycznie nastrojony odrobiłem zadanie domowe i wgryzłem się w płyty, które wcześniej traktowałem po macoszemu. Przygotowany byłem zatem na taki mariaż stylistyczny ale „Foregone” nie tylko spełnił moje oczekiwania, które połechtane były przez single, ale nawet przeskoczył poprzeczkę.

9/10

Piotr Spyra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *