1. Trigger (4:04)
2. Watch Them Feed (3:12)
3. Land of Confusion (3:22)
4. Cloud Connected (Club Connected Remix) (4:11)
5. Moonshield (C64 Karaoke Version) (2:36)
Rok wydania: 2003
Wydawnictwo: Nuclear Blast
http://www.inflames.com/
W roku 2003 In Flames spłodziło „Trigger” – małego bąbla, będącego ni to
singlem, ni pełnoprawnym EP. Skoro umówiliśmy się na przewałkowanie
twórczości Szwedów od deski do deski, musimy jeden tydzień poświęcić i
na te siedemnaście minut muzyki oraz stwierdzić, na ile warty byłby trud
poszukiwania ich na stronach aukcyjnych. Bo że to dosyć rzadkie
wydawnictwo, już teraz powinieneś się domyślić, cwany (jak mniemam)
Czytelniku.
Pięć utworów. Cztery premierowe, bo przecież „Trigger” znamy na wylot.
„Watch Them Feed” to (najprawdopodobniej) odrzut z sesji nagraniowej do
„Reroute to Remain”. Zaskakujące, że nikt nie chciał go dołożyć do
tamtej, i tak przecież rozwlekłej, płyty. Klimatem ani tempem nie
odstaje od „Czternastu pieśni świadomego szaleństwa” – brudny feeling i
melodyjny refren zapewniają podobne doznania. Pomysł na zadarcie z
legendą uiścił się w „Land of Confusion”, czyli parafrazie Genesis.
Miewał ten utwór lepsze covery, na przykład autorstwa Disturbed; In
Flames zrobiło z niego typową dla siebie sieczkę. Najciekawszy materiał z
tej EPki to zremiksowany na chłodno, brzmiący niczym najbardziej
kontrowersyjne płyty Paradise Lost „Cloud Connected” oraz „Moonshield”,
który nie tylko pozbawiono wokalu, ale i przeniesiono technologicznie w
czasy pierdzących melodyjek z Commodore 64. Są kapele specjalizujące się
w takim „graniu”, zaciekawionych po seansie na Youtube zapraszam na
przykład do sprawdzenia twórczości grupy Anamanaguchi, odpowiedzialnych
między innymi za soundtrack do gry „Scott Pilgrim vs The World” (film,
swoją drogą, miażdży system). I to tyle.
Warto? Posłuchać – zawsze. Kupić? Na pewno nie. No, chyba że jesteś
oddanym od lat fanem In Flames, ale w takim razie z pewnością masz już
„Trigger” zapakowane w folię na swojej półce. Oceny takiemu wydawnictwu
nie powinienem stawiać, ale nie unikałem tego do tej pory, więc i teraz
głupio byłoby tak zrobić. Niemniej słodziutki remiks „Moonshield”
polecam każdemu, bez wyjątku.
4,5/10
Adam Piechota

















































