HELLOWEEN – 2005 – Keeper Of The Seven Keys – The Legacy

Helloween - Keeper Of The Seven Keys - The Legacy

CD1
1. The King For A 1000 Years
2. The Invisible Man
3. Born On Judgment Day
4. Pleasure Drone
5. Mrs. God
6. Silent Rain
CD 2
1. Occasion Avenue
2. Light The Universe
3. Do You Know What You’re Fighting For?
4. Come Alive
5. Shade In The Shadow
6. Get It Up
7. My Life For One More Day

Rok wydania: 2005
Wydawca: Steamhammer/SPV
http://www.helloween.org/


Cztery części Rambo, sześć Rocky’ego, do kin wchodzi właśnie piąta „Szklana pułapka” – żądza pieniądza… Czy należy zatem dziwić się Michaelowi Weikathowi i Markusowi Grosskopfowi (a więc dwóm muzykom, którzy pozostali w Helloween z czasów największych sukcesów), że nagle zapragnęli powrotu do „Strażnika” – albumów, które zapewniły im trwałe miejsce w kanonie heavy metalu?

Dziwna sprawa z tym krążkiem. Ani to okrągły jubileusz wydania poprzednich „Keeperów”, ani reunion składu z Michaelem Kiske i Kai Hansenem… I jeszcze ten dziwny manewr z pomieszczeniem 13 kompozycji na dwóch kompaktach, mimo, że spokojnie zmieściłyby się na jednym srebrnym dysku… Żądza pieniądza?

Skoro „Keeper” w tytule płyty to obowiązkowo musiały znaleźć się w zestawie ponad dziesięciominutowe kompozycje. Normę wypełniają „The King For A 1000 Years” i „Occasion Avenue”, o dziwo „długasy” rzucano od razu na pożarcie: otwierają zarówno pierwszy, jak i drugi dysk… Lepsze wrażenie sprawia „Occasion Avenue”, nie tylko dlatego, że we wstępie słychać zmiksowane fragmenty klasycznych „Strażników”. Owszem „The King For A 1000 Years” ma ciekawe momenty, ale generalnie sprawia wrażenie klejonego na siłę, no i ten nijaki refren…

Powiem tak: najchętniej „odchudziłbym” ten album o kilka numerów. Generalnie dużo lepiej prezentuje się drugi dysk. Na temat „Occasion Avenue” już było. Po nim mamy uroczą balladę „Light The Universe”, w której Derisa wokalnie wspomaga Candice Night. Wena nie opuściła Helloween również w trzech kolejnych kompozycjach a znakomity, rozpędzony „Shade In The Shadow” pokazuje, że nie trzeba rozciągać kawałków w nieskończoność, by osiągnąć fajny efekt. „My Life For One Day” to efektowny finał całości. Do tych numerów z pierwszego dysku dorzuciłbym „The Invisble Man” plus ewentualnie jeszcze intrygujący, dość nietypowy dla Helloween „Pleasure Drone”.

Za drugi kompakt z czystym sumieniem dałbym nawet ósemkę, za pierwszą niestety tylko pięć punktów, co daje średnią…

6,5/10

Robert Dłucik

Ps. Panowie, błagam niech Wam za parę lat nie przyjdzie do głowy nagrywanie „The Keeper Resurrection”, albo czegoś w tym stylu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *