01. Intro De Mark
02. GMOrderca
03. HipnoTV
04. Rewolucja
05. Wysysacze
Rok wydania: 2014
Wydawca: Helless
https://www.facebook.com/Helless.Band
Rodzima scena rockowa nie stoi w miejscu, sukcesywnie przybywa nań
nowych zespołów, a niektóre z nich zasługują na większą uwagę. Tak
właśnie jest w przypadku młodego Helless, którego początki sięgają 2012
roku. Grupa wywodzi się z Polic, a na jej czele stoi charyzmatyczny (nie
tylko) wokalista Less Paul. Niektórzy mogą kojarzyć ów postać z
thrashowego Fanthrash, gdzie również z powodzeniem pełnił obowiązki
wokalne.
Tym niemniej Less Paul zdecydował się na odważny krok, opuścił ciepły…
(chciałem w tym miejscu posłużyć się soczystym cytatem Pana Łazuki z
filmu „Chłopaki Nie Płaczą”, ale jakoś nie wypada) tzn. macierzystą
formację, spróbować swoich sił na nieco innym froncie metalowej
stylistyki i tak też powstał Helless.
Na chwilę obecną szeregi zespołu – oprócz wokalisty – zasila jeszcze
trzech dżentelmenów i to zupełnie wystarcza by zgotować światu całkiem
treściwą mieszankę metalowego ciosu. Jej moc i energię idealnie
odzwierciedla EPka zatytułowana „Wysysacze”.
Wydawnictwo zawiera (niestety tylko) pięć, a dokładniej cztery
kompozycje, bo na wstępie otrzymujemy intro. Całość prezentuje się
bardzo nowocześnie, a do tego nieprzyzwoicie soczyście, treściwie. Nad
całością rozpościera się elektroniczno – industrialna aura podszyta
pokaźną dawką ciężaru lub jak kto woli „mięsa” w krwistym wydaniu.
Muzycznie/technicznie wszystko stoi na właściwym miejscu i trudno się do
czegoś przyczepić. Dużym i nie jedynym atutem Helless są polskie teksty
(m.in. przez to w kilku momentach przypomniał mi się stary Sweet Noise z
czasów dwóch pierwszych płyt). Nadają one muzyce dodatkowego kopa,
wyrazistości oraz charakteru. Co istotne, tematy w nich poruszane nie
traktują o niczym (bolączka polskich twórców – przykłady? Enej, Pan A.
Piaseczny). Liryki Helless dotyczą poważnych zagadnień społecznych jak
globalizacja, konsumpcjonizm itp. dlatego, kto lubi muzykę z
przesłaniem, ten w tym przypadku będzie miał czego słuchać.
Na „Wysysaczach” wszystko jest skrupulatnie przemyślane, wyważone,
zrealizowane na wysokim, światowym poziomie. Oprócz mocy, ciężaru i
metalowego pazura/ciosu zespół nie rezygnuje z melodii i to ogromny
plus! Są one nieodzownym elementem stylistyki Helless i mam nadzieję, że
w przyszłości będzie to nadal kultywowane. Mankamenty? Jest jeden i to
niewybaczalnie duży… Czemu to tylko 17 minut?!
Reasumując, komu bliskie są nowoczesne formy metalowego rzemiosła o
tłustym, mięsistym brzmieniu, z namaszczeniem nienachalnej elektroniki,
ten z pewnością zasmakuje w twórczości Helless. Już teraz wypatruję
pełnej płyty – poprzeczka została ustawiona wysoko, ale coś mi się
wydaje, że Less Paul i spółka mają do pokazania znacznie więcej. Czekam!
Marcin Magiera













































