GHOST SHIP OCTAVIUS – 2015 – Ghost Ship Octavius

GHOST SHIP OCTAVIUS - Ghost Ship Octavius

1. Saturn and Skies 03:56
2. Alive 06:18
3. Silence 04:51
4. Mills of the Gods 05:30
5. In Dreams 05:21
6. Pendulum 05:14
7. Bloodcaster 04:02
8. Epitaph 03:33
9. Burn Away 05:19
10. Sea Storm 06:11
11. Fate Is Blind 04:09

Rok wydania: 2015
Wydawca: Ghost Ship Octavius
http://www.ghostshipoctavius.com/


Ghost Ship Octavius są tradycjonalistami. Kiedy inni coraz bardziej komplikują swoją muzykę (lub zamiast grania piosenek popisują się techniką) i wmawiają nam , że szybciej, mocniej znaczy lepiej, oni postawili na rzetelne, pełne pasji granie.

Uprzedzam od razu. Amerykanie Ameryki nie odkrywają. Album jest nierówny, ale są momenty, które u niejednego fana melodyjnego metalu progresywnego spowodują uśmiech na twarzy. Czym to jest spowodowane? Ano wszystkim po trochu.
Wokalista naprawdę robi robotę. Głos ma wyborny, jego pełne pasji śpiewanie urzeka w każdym kawałku. Posłuchajcie “In Dreams”, będziecie wiedzieć co mam na myśli. Potrafi również ryknąć nisko, co przy niskim brzmieniu instrumentów naprawdę brzmi znakomicie. Ot, trafił się rodzynek za wielką wodą 😉
Gitarzysta również nie próżnuje. Urzeka mnie ilość solówek, oraz zagrywek jakie wychodzą spod jego palców. Wszystkie są pełne pasji, to nie jest zwykłe pitu-pitu, aby tylko czas na płycie wypełnić.

Niewątpliwie jednym z mocniejszych punktów jest “Alive”, który w zasadzie zaczyna się solówką gitarową. Wyróżnia się “Mills Of The Gods” gdzie zajadły śpiew przeplata się z rajcownym riffowaniem. Agresywny “Bloodcaster” od początku jest wzmocniony podwójną stopą. W zasadzie co utwór to przeskakiwanie z jednego motywu w drugi, a że wszystko odbywa się logicznie, tym bardziej smakuje słuchanie tej płyty.

Szkoda, że przeoczyłem ten album ale spotkała mnie tzw. klęska urodzaju. Mam nadzieję, że drugi krążek będzie jeszcze lepszy bo mają panowie talentu całkiem sporo i wierzę w to, że najlepsze przed nimi. Jeżeli lubicie melodyjne, mocne granie, fachowo zaśpiewane i zagrane musicie sięgnąć po ten album. Coś dla fanów Evergrey i Threshold… Gorąco polecam.

7/10

Marcin Jędruszczak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *