1. Ultra Conservation (5:52)
2. Viral Signs I – Ambassador Of Light (10:29)
3. Next (7:07)
4. Viral Signs II – Incident 3030 (16:03)
5. Lady Lake (4:33)
6. Redesign (6:18)
Rok wydania: 2021
Wydawca: Progressive Promotion Records
https://www.progressive-promotion.de/
Symboliczna trójka na okładce, bo to trzecia płyta tej niemieckiej formacji, ale może również dlatego, że obecnie grupa (a właściwie projekt), składa się w głównej mierze z trzech muzyków. Co więcej, z trzech klawiszowców, są to: Hanspeter Hess (The Healing Road), Chris Grundmann (Cynity) i Markus Roth (Marquette, Horizontal Ascension). Gościnnie w realizacji tego przedsięwzięcia wzięło udział jednak liczne grono (aż siedmiu) zaproszonych gitarzystów, oraz sekcja rytmiczna (Dennis Degen – perkusja, Sebastian Schleicher – bas),
Muzyka zawarta na płycie, najwięcej przyjemności powinna sprawić zwolennikom, wykwintnego, technicznego prog metalu, a jeżeli chodzi o ten rodzaj muzyki na pierwszym miejscu ciśnie się przeważnie nazwa Dream Theater. Z tą jednak różnicą, że to album w 100 % instrumentalny. Już pierwsza kompozycja „Ultra Conservation”, sprawia że można się zastanawiać, czy aby na pewno nie ma tutaj Rudessa ze swoim obrotowym „parapetem” i Petrucciego z pędzącą gitarą. No nie ma, w pierwszej kompozycji na gitarze szaleje Thorsten Praest. Nie mniej jednak muzycy nie odbiegają intensywnością i sprawnością gitarowo klawiszowych gonitw. Potrafią jednak również zadbać o klimat, o czym świadczy kolejny utwór, spokojniejszy i bardziej złożony „Viral Signs I – Ambassador Of Light”. Kolejny – „Next”, to bardzo motoryczny i wyjątkowo soczysty brzmieniowo fragment, z pięknym klawiszowym zakończeniem i żarliwą solówką Amadeusza Sektasa. Kolej na najdłuższą kompozycję, 16- minutową drugą część „Viral Signs”, czyli „Viral Signs II – Incident 3030”, majestatyczny kolos, któremu kolorytu dodają odgłosy z życia miasta, oraz wiele dźwiękowych smaczków. To bez wątpienia magnum opus tego albumu. Płytę wieńczą dwie nieco krótsze kompozycje. „Lady Lake” jest jakby nieco z innej bajki, bardziej elektroniczna, pozbawiona gitarowych solówek. Natomiast „Redesign” bardziej witalna i żwawa w pierwszej fazie, z pięknym wyciszeniem nastroju i klawiszowym popisem w stylu Tony Banksa.
Trzecia płyta niemieckiego FORCE OF PROGRESS nie przykuwa oka okładkową grafiką, co miało miejsce w przypadku poprzednich dwóch albumów. Tutaj postawili na symboliczną prostotę i minimalizm. Na szczęście wydawnictwo broni się samą muzyczną zawartością, która w odróżnieniu od okładki jest bardzo złożona i bogata, jednak nie przytłacza tak bardzo instrumentalnymi fajerwerkami, jak wiele progmetalowych produkcji.
8/10
Marek Toma



















































