1. Heavens to Murgatroyd,
2. Whiskey and Ritalin,
3. Musical Chairs,
4. Uh-Oh,
5. Amarillo Sleeps on my Pillow,
6. A Loophole in Limbo,
7. Typhoid Mary Sends her Best,
8. Short Haired Tornado,
9. The Upset at Bailey Bridge,
10. Rikki Tikki Tavi,
11. Golden Parachutes,
12. Bright Bulbs and Sharp Tools,
13. Coppertank Island,
14. Three Foolproof Ways to Buy the Farm,
15. The Greener Grass
Rok Wydania: 2011
Wydawca: Season Of Mist
http://www.ftmband.com/
Fair to Midland ma pewien bardzo poszukiwany obecnie pierwiastek w
swojej twórczości. Ich muzyka jest w pewnym stopniu unikalna. Z jednej
strony ostra rockowa ściana dźwięku, z drugiej selektywne akustyczne
motywy. Całość świetnie brzmi i jest przyjemnie zbasowane. Do
charakterystycznych elementów układanki należy też wokal –
charyzmatyczny lecz operujący wysokimi raczej rejestrami. Raz na jakiś
czas, jak na nowoczesne granie przystało pojawiają się growlowe wrzaski,
ale stanowi to raczej wyjątek od reguły. Wisienką na torcie jest
natomiast folkowy instrument, który przewija się przez cały album, a to
wysunięty na przód pochodu, a to schowany w tłumie. Akustyczne motywy
zagrane w bardzo typowy folkowy sposób, kojarzące się z ukulele… czy
też innym strunowym szarpańcem z ciepłych wysp.
Na uwagę zasługuje bardzo fajne wplatanie brzmień steel guitar, gitar z
nylonowymi strunami… czy też delikatne akcenty (tak w tym przypadku
akcenty to dobre słowo) elektroniki.
Nie sposób nie zauważyć, że grupa poruszą się czasem gdzieś na
pograniczy parodii czy pastiszu, doskonale jednak udając śmiertelnie
poważne podejście do tematu (choćby w „Rikki Tikki Tavi”). Na drugiej
stronie szali postawię „Coppertank Island”, gdzie przekoloryzowania nie
udaje się ukryć (rytmika+klawisze).
Całość utrzymana jest w radosnym euforycznym wręcz klimacie, trudno więc
dziwić się, że na premierę takiego albumu wybrano środek lata. Ta płyta
wywołuje uśmiech na twarzy i rytmiczne machanie głową, a sporo melodii
zapada w pamięć (najbardziej ta z „Musical Chairs”). Na radiowego
hiciora wytypowałbym również „Bright Bulbs and Sharp Tool”.
Pod koniec sielankę mąci nieco utwór przedostatni, który po prostu nuży.
Jest typowym wypełniaczem, będąc przydługim aby robić za intro do
najdłuższego utworu ostatniego. A wstępniaków na tej płycie uświadczymy
kilka. Bez których płyta swobodnie mogłaby się obyć.
Zresztą 11-minutowy kawałek ostatni zasługuje na osobny akapit, bo mimo
że jako całość wydaje się dość spokojny, sporo w nim się dzieje. Gitary w
tłach pracują wręcz nieco postrockowo, pod koniec z kolei do głosu
dochodzi klawiszowiec powtarzając niespodziewanie fragment organowy,
który w poprzednich partiach utworu uchodzić może uwadze, gdyż wpleciony
jest w tła.
Ponownie jednak w rockowe instrumentarium wpleciono akustyki. Wiele tu
przestrzeni, a nawet wokalizy zebrane w ściany chóru. Ale najbardziej
istotnym czynnikiem utworu są zmiany… kolejne motywy jednak bardzo
ładnie do siebie przystają.
Sami członkowie zespołu reklamują się, że są najcięższym niemetalowym
zespołem, jaki przyjdzie wam słuchać… i przyznać trzeba, że w tym
przewrotnym haśle jest ziarenko prawdy. Fair to Midland łoją aż miło,
ale masa melodii, które przemycają w swoich utworach stawia ich raczej w
szufladce zespołów rockowych.
Polecę zatem ten album zarówno zwolennikom nowoczesnego rocka, jak i
fanom melodyjnych rzeźni choćby spod znaku Fear Factory. Zachęcam jednak
aby sięgnęli również po niego słuchacze zakręconych klimatów w stylu
choćby Coheed & Cambria (tu zasługa przepięknie rozbudowanego
zamykacza)…
8/10
Piotr Spyra

















































