FAECES – 2021 – Nihilominus

FAECES - 2021 - Nihilominus

1. Life is Chaos
2. Despondency
3. Company of Cold Skulls
4. My Demons Are Dead
5. Infirmity
6. Burn in Disgrace
7. Fury
8. Decayed Liver

Rok wydania: 2021
Wydawca: Defense Records / Mythronoe Promotions
https://pl-pl.facebook.com/faecespoland/


Małopolski zespół Faeces istnieje już dwie dekady, lecz druga połowa tej egzystencji utonęła gdzieś w głębokiej ciszy. Dopiero w tym roku zespół przerwał milczenie i światło dzienne ujrzał „Nihilominus” – czwarty w dorobku grupy pełny album, bez wątpienia dający jej powody do satysfakcji. W tym miejscu należy zwrócić uwagę na pewne niuanse, mogące przy pierwszym spotkaniu z tym wydawnictwem pchnąć nieświadomego słuchacza na nie do końca właściwe tory. Nazwa kwartetu, adekwatna do wykonywanej muzyki, kieruje bowiem myśli w stronę beztroskiego gore-grindu, tudzież czeskiego Fekal Party. Jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona, aniżeli przaśne pląsy unurzanego w szambie Gutalaxa czy jemu podobnym. Nie twierdzę, że w tym towarzystwie Faeces by się nie odnalazł, bo ostro dokłada do pieca i wcale się nie oszczędza, ale znajduje się w zupełnie innej lidze. Poza tym określenie płyty zwykłą etykietą „death metal” jest w moim mniemaniu zbytnim uproszczeniem tematu i nie czyni prawdzie za dość. 

Już od pierwszych chwil walą z grubej rury, jak warszawska Czajka, nie pozostawiając złudzeń, że ten gęsty strumień srogich dźwięków ciężko będzie zatrzymać. Jednakże im dalej w las, tym… ciekawiej. W przeciwieństwie do typowych, monotonnych death metalowych wydawnictw, często ginących w muzycznej przestrzeni, zespół ambitnie podszedł do sprawy i nie zamknął się w skostniałej formie gatunku. Muzycy dali upust swoim fantazjom, przy okazji prezentując nader wysokie umiejętności techniczne. W wyniku tego, Nihilominus jawi się albumem niebanalnym, o sporym „technicznym” zacięciu, na którym nie poskąpiono miejsca ani gitarowym popisom, ani intrygującym melodiom. Oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i zachowaniem odpowiedniego balansu pomiędzy ostrymi i łagodniejszymi tonami. Dzięki temu wydawnictwo nabiera charakteru i przestrzeni, a co za tym idzie, zamiast zwykłej dźwiękowej kaźni, mamy porcję naprawdę ciekawej muzyki. Mocnej, energicznej i zadziornej, lecz pozbawionej nudy i sztampowego podejścia do tematu. Owszem, może to wymagać większego skupienia i uwagi, ale warto, bo poświęcone płycie chwile z pewnością nie będą uznane za stracone. Zaznaczyć trzeba, iż utwory są zróżnicowane. Począwszy od siarczystych strzałów, omalże pozbawionych subtelności, jak chociażby „Life is Chaos” czy „Fury”, po bardziej zawiłe lecz równie mocarne aranżacje, w postaci rewelacyjnych „Company of Cold Skulls” i „Infirmity”, gdzie panowie artyści skupiają się bardziej na technicznym podejściu do metalu. Dzięki temu tchnęli w stęchły death metalu trochę ożywczego ducha.

Nie jest łatwo, a sam materiał do prostych nie należy. Nie mniej jednak warto zaznajomić się z „Nihilominus”, gdyż ma sporo do zaoferowania. To bardzo dobry, dopracowany w każdym calu album, na którym wszystko do siebie idealnie pasuje – od okładki po klarowne brzmienie. Godny zainteresowania i polecenia miłośnikom nie tylko najcięższych dźwięków.

8,5/10
Robert Cisło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *