EYE OF PURGATORY – 2026 – Darkborne

1. The Darkborn
2. When the Beacon Turns Black
3. The Rotting Temple
4. Bodyjumper
5. The Slithering
6. Unbound Flesh
7. Formless Figures Dance
8. The Best of Them Bleed
9. The Dark Departure

Rok wydania: 2026
Wydawca: Apostasy Records
Bandcamp


Myślę, że każdy zespół – przynajmniej na początku – próbuje znaleźć własną drogę, a odbywa się to na różne sposoby. Pewnie większość marzy o tym by zasłynąć z kreacji czegoś nowego, oryginalnego, na stałe wpisując się w panteon pionierów danego gatunku. To, jak wiadomo udaje się tym nielicznym. Są też i tacy, którzy nie silą się na odkrywanie nowych lądów; wolą korzystać ze sprawdzonych wzorców, co niekiedy też przynosi pozytywne rezultaty. Odnoszę wrażenie, że właśnie taką formacją jest EYE OF PURGATORY.

Zespół pochodzi ze Szwecji, choć jej członkowie to w zdecydowanej części Amerykanie. W jego składzie znajdują się trzy osoby – głównodowodzącym jest Rogga Johansson, którego bardziej wtajemniczeni mogą kojarzyć z udziału w naprawdę wieeelu projektach. Co prawda nie są to jakieś super rozpoznawalne przedsięwzięcia, ale ewidentnie muzykowi doskwiera wysoka nadaktywność twórcza. Wspierają go; grający na basie Jeramie Kling, który zasila m.in. szeregi OVERKILL (od 2024 roku i to jako perkusista) oraz nieograniczający się wyłączenie do bębnów Taylor Nordberg (obecnie udziela się również jako gitarzysta w DEICIDE). Na tej podstawie można słusznie wnioskować, że nie mamy do czynienia z nowicjuszami, a dyletanctwo muzyczne w tym przypadku nie występuje. Najlepszym tego dowodem jest wydany w lutym bieżącego roku „Darkborne”, a z czym dokładnie mamy do czynienia?

Może samo pochodzenie zespołu jeszcze niewiele zdradza, ale już sama okładka (niczym plakat reklamujący dawny film grozy sci-fi) i owszem. Tak, EYE OF PURGATORY wykonują melodyjny death metal w skandynawskim wydaniu o ewidentnie klasycznym usposobieniu i to pod każdym względem. Szata graficzna przywołuje na myśl wydawnictwa z początku lat 90, zarówno jeżeli chodzi o barwy, mroczny klimat, stylizację wizualną oraz teksty (raczej typowe dla tejże stylistyki). Na tym jednak nie koniec, bo również „ukręcone” brzmienie ewidentnie budzi silne skojarzenia względem europejskiej sceny deathmetalowej sprzed lat. Tego nie da pomylić się z niczym innym – najbardziej kultowe wydawnictwa z tamtego czasu charakteryzowało właśnie takie brzmienie. To w połączeniu z prezentowanymi pomysłami bezsprzecznie przywołuje ducha przeszłości. Być może nie jest to muzyka oryginalna i górnolotna, taka dla wymagającego słuchacza, ale co z tego! „Darkborne” ma w sobie coś innego, unikatowego. Mianowicie grupie udało się z powodzeniem wskrzesić dawny klimat. Na odległość daje się wyczuć znamienną specyfikę mrocznego death metalu, gdzie swego rodzaju prymitywizm i prostota stanowiły siłę wyrazu. Do tego dochodzi znamienna atmosfera, za co w dużej mierze odpowiadają klawiszowe ornamentacje. Ogólnie można to przyrównać do WITHERSCAPE Dana Swanö, AMORPHIS (z początków działalności) debiutu THE GATHERING. Można też natrafić na elementy znamienne dla takich zespołów jak GRAVE czy też ENTOMBED. Ów skojarzenia wzmacnia m.in. obecność rasowych, tłustych growli, które stanowią kolejny atut wydawnictwa. Płyta trwa nieco ponad trzydzieści minut i w tym czasie słuchacz nie powinien się nudzić. Nie ma tu co prawda zawiłych aranży, skomplikowanych struktur, bo też nie o to tutaj chodzi. W zamian zespół oferuje pokaźną dawkę treściwej energii oraz (mimo wszystko) melodii. Instrumentalnie też nie ma powodów do narzekań; uwagę zwracają też partie gitary solowej. W odbiorze na pewno sprzyja selektywne – choć dalekie od laboratoryjnej sterylności – brzmienie. Produkcja współgra z zawartością muzyczną oraz formą wydawnictwa, które co by nie mówić, prezentuje się spójnie i wiarygodnie.

Kto chciałby sobie przypomnieć lata 90, a dokładniej specyfikę skandynawskiego death metalu z tamtych czasów, ten na pewno może to zrobić za pośrednictwem „Darkborne”. Znowu młodsze osoby mają doskonałą okazję muzycznej podróży w czasie, poznania tego, jakie dźwięki były wtedy popularne na metalowej scenie. Bardzo przyjemna, prostolinijna płyta, oczywiście biorąc pod uwagę specyfikę gatunku. Niektórzy mogą zarzucić grupie infantylne podejście do tematu, ale rzeczywistość jest zgoła odmienna. EYE OF PURGATORY nagrali solidny, tłusty album, którego poznanie było czystą frajdą. Bardzo dobrze się tego słucha!

7,5/10

Marcin Magiera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *