1. All Or Nothing
2. Halfway To Heaven
3. I’ll Cry For You
4. Little Bit Of Lovin’
5. Talk To Me
6. Seventh Sign
7. Prisoners In Paradise
8. Bad Blood
9. homeland
10. Got Your Mind In The Gutter
11. Til My Heart Beats Down Your Door
12. Girl From Lebanon
Rok wydania: 1991
Wydawca: Sony Music / Epic
http://europetheband.com/
Są płyty, które potrafią wyryć się w pamięci niczym grawer na kamiennej
płycie. Nawet po latach pamiętasz listę utworów z takiego albumu,
okładkę, moment kiedy go kupiłeś, a nawet okoliczności. Takie
wspomnienia zazwyczaj dotyczą płyt szczególnych. I nawet jeśli nie
chodzi o pozycję zasłużoną dla gatunku, niewątpliwie jest to płyta, dla
ciebie wyjątkowa.
Przyznam, że więcej takich wspomnień mam związanych z moimi czasami
sztubackimi. Przełom lat 80tych i 90tych, kiedy to po muzykę udawaliśmy
się na drugi koniec miasta i wyłącznie raz w miesiącu (po otrzymaniu
kieszonkowego).
Energia, jaką trzeba było włożyć w tamtych latach aby zdobyć ulubione
nagrania, ale i niezwykłe metody których trzeba było się imać sprawiały,
że do muzyki mieliśmy większy szacunek. Zresztą jak wspomniałem na
początku, takie wspomnienia czynią dany album jeszcze bardziej cennym.
Pamiętam jak teledysk do tytułowego utworu z płyty, którą mam na myśli
zobaczyłem na kanale muzycznym. Wiedziałem, że koledzy go nie znają i
nagrałem tyle ile zdołałem na przenośny magnetofon. Pech chciał, że był
on wówczas ustawiony w trybie nagrywania szybkiego. Moglem ten utwór
odtworzyć jedynie na rzeczonym magnetofonie. Zabawne… ale wówczas
nieco frustrujące.
Mowa o ostatnim albumie EUROPE, nagranym przed wieloletnim zawieszeniem
działalności. To właśnie „Prisoners in Paradise” zajmuje szczególne
miejsce w moich wspomnieniach. Po części zapewne ze względu na
okoliczności w jakich miałem pierwszy kontakt z muzyką z tego krążka,
ale i ze względu, na jakość nagrań zawartych na płycie. Zaskoczeniem
była przede wszystkim pewna ewolucja stylistyczna. Grupa zarówno jeśli
chodzi o muzykę tak i o image zajęła się graniem poważniejszym. W
kolejnych utworach wyczuwało się większą dozę refleksji, niż
młodzieńczej euforii, która towarzyszyła nagraniom poprzednim. Poza tym
zespół wyraźnie pokłonił się w stronę mocniejszego a momentami nawet
mrocznego brzmienia („Got your mind in the gutter”, „Seventh Sign”, „Bad
Blood”). Niewątpliwie spory wpływ miała tu osoba producenta. Za
produkcję jest bowiem odpowiedzialny w tym przypadku branżowy tuz
tamtych czasów – Beau Hill.
Oprócz zaskakujących kawałków ostrzejszych czy cięższych, na płycie
znalazła się łzawa ballada („Homeland”), która stanowi bodaj jedyny
fragment płyty, który chętnie omijam. Za to zarówno początek, bodaj
pierwsze trzy kawałki to niesamowita dawka energii i melodii podlana
lekko amerykańskim brzmieniem, ale są to też utwory bardziej ambitne niż
poprzednie nagrania grupy.
Czasy w jakich zdobyłem „Prisoners in Paradise”, to głównie muzyka
zawarta na kasetach. Zwykłem więc traktować ten album stronami kasety.
Zarówno więc początek albumu jak i drugiej strony czyli utwór tytułowy
to po prostu hard rockowe majstersztyki. Miłym akcentem i chyba moim
ulubionym jest utwór wieńczący. „Girl from Lebanon” dzięki kapitalnym
solówkom i ciekawym melodiom chyba nie tylko mi przypadł do gustu.
Jeszcze przez lata był grany na koncertach.
W przypadku tego albumu, emocje nie kończą się wraz z ostatnim utworem.
Zaskakujące jest to, że na regularny album nie dostały się kompozycje,
które już niebawem uzyskały status kultowych. Zawarty na kolejnym
składaku „Yesterday’s News”, to popis klawiszowca i ukłon w stronę
klasycznego purplowego grania. „Break free” z kolei, który jeszcze
trudniej było zdobyć stanowi jeszcze większy rarytas. Być może nie
znalazł się na płycie bo był za szybki. Może… Zresztą to były czasy
kiedy w rezerwie zwykło zachowywać się świetne utwory na b-sidy,
pomagało to sprzedaży singli.
„Prisoners in Paradise” to dla mnie więcej niż świetna płyta. Dla mnie
to szerszy zbiór wrażeń. Pomijając jednak wspomnienia związane z czasami
czy okolicznościami poznania płyty/kasety, zawsze traktuje ten album
jako całość z utworami z bieżącej sesji nagraniowej. A to zawartymi na
stronach b singli, a to w jako bonusy w kolejnych reedycjach, lub jako
rarytasy na później wydanych składakach.
Nie będę się wygłupiał w wystawianie oceny jednej z moich ulubionych
płyt… tym samym w moich oczach kultowej. Wiadomo że byłaby to nota
wysoka. Zachęcam jednak do sięgnięcia po tą płytę dwie dekady od jej
wydania. Mnie do dziś urzeka świeżością. Powala melodyką ale i zaskakuje
elementami po które zespół sięgnął po raz pierwszy.
Piotr Spyra























































